poniedziałek, 1 września 2014

Epilog - Esencja życia

Dziś słów kilka na końcu :)

9 lat i pół roku później…
Hermiona przysiadła na kamiennym murku z westchnieniem.
- Dzisiaj są strasznie głośno, nie? – spytała się jej Ginny zmęczonym głosem i poprawiła na czole okulary, które niedawno zaczęła nosić. Spojrzała na plac zabaw z krzywym uśmieszkiem. -  Ale jeszcze nie zaczęli się bić.
Hermiona podążyła za jej spojrzeniem i także się uśmiechnęła. Jej dzieci bawiły się tak zgodnie z innymi dzieciakami. Spodziewała się raczej, że po tym jak dowiedziały się, że są czarodziejami, będą się odnosić do reszty z wyższością, ale one dość szybko załapały,  że nie czyni ich to lepszymi.
Zupełnie nie jak Malfoy’owie, prawda?
Hermiona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Hekate zaczynała łapać ironię.
Ale Draco też się zmienił. Choć wciąż z pewnym chłodem, odnosił się do mugolów znacznie milej i dziewczyna poczuła jak robi jej się ciepło na sercu na samą myśl o tym.  Ach, byli razem tacy szczęśliwi! 
Wciąż pamiętała noc w której jej się oświadczył. Wciąż pamiętała ich pierwszą wspólną noc.
- Ale muszę zacząć już myśleć o prezencie na urodziny dla Lisy.  Dziewięć lat! Ja w wieku dziewięciu lat mogłam myśleć tylko o Hogwarcie i o Harrym. A właśnie, jak u niego i Cho? Słyszałam, że spodziewa się dziecka, ale to nie było potwierdzone i nie wiem czy kupować coś dla malucha. Ale jak kupię, to będą do śpioszki. Z doświadczenia wiem, że ich nigdy nie za wiele. – I z czułością spojrzała na swojego śpiącego obok niej drugiego syna, Argusa Sykstusa. Mały Jamie też bawił się niedaleko z synem Hermiony, Hugonem. Hermiona poszukała wzrokiem pozostałej dwójki jej dzieci i zmarszczyła brwi.
- Widzisz gdzieś bliźniaki? – spytała się Ginny.
- Rozę i Seweryna?  Znowu siedzą na tym Dąbie i śmieją się ze wszystkich, o tam – wskazała palcem. Hermiona podążyła tam wzrokiem i odetchnęła z ulgą.  Te blondwłose nicponie z każdym dniem wdrapywały się coraz wyżej, ale przynajmniej ich widziała.
- A Cho rzeczywiście jest w ciąży. Tym razem nie wezmą mnie na chrzestną, niestety  – uśmiechnęła się do swoich myśli. Pięcioletni syn Harry’ego i Cho, Tobias, jej chrześniak był jednym z najsłodszych dzieciaków jakie widziała, z tymi swoimi odrobinę skośnymi, ciemnozielonymi oczami. Lecz oczywiście jej dzieci były piękniejsze.
W końcu dzieci twojego męża, nie?
Przez chwilę wszystkie trzy siedziały w ciszy.
- Wiesz, cieszę się, że Pansy się pozbierała – odezwała się nagle Hermiona. Ślub tej ich przyjaciółki miał odbyć się za parę dni. Dziewczyna, a w zasadzie już kobieta dopiero trzy lata temu poznała mężczyznę z którym chciała spędzić życie. Choć jej uczucie do Rona było dość krótkie, ona przeżyła je tak mocno… tak mocno. Ale jej nowy mąż, półkrwi czarodziej pochodzący z Polski był dla niej idealny. Aleksander Popłakowski (jakkolwiek to się wymawiało) naprawdę umiał sprawić, że się śmiała, a to wciąż było Pansy potrzebne.
- Gdyby wyszła za Rona, byłybyśmy teraz siostrami, uwierzysz?  - zapytała jej Ginny. W jej oczach widoczny był smutek.
Kiedy Hermiona z Draco nabrali znów powietrza płuca, cieszyła się. Cieszyła się tak długo, aż odkryła, że ciało jej brata wciąż jest zimne, wciąż sztywne. Zamknęła się wtedy w sobie na pare długich tygodni. Dopiero kiedy zauważyła, że jest w ciąży z Lisą, wyrwała się z otępienia. Nauczyła żyć dalej. Pansy przyszło to z większym trudem, choć nie znała go przecież nawet w połowie tak dobrze. Hermiona nigdy nie zrozumiała dlaczego. Nikt nie rozumiał tego do końca.
On za wami tęskni, wiesz?
Przekaż mu, że my za nim też. Rozmawiasz z nim często?
Tak, szczególnie ostatnio. Gramy razem w szachy.
Ogrywa cię, prawda?
Byłam przy tworzeniu tej gry, a ten dzieciak wygrywa ze mną jedenastoma ruchami!
Hermiona uśmiechnęła się. Brzmiało to dobrze.
- Cześć, piękna – usłyszała nagle z zza siebie i poczuła jak  czyjeś ciepłe usta delikatnie muskają jej policzek. Draco. Spojrzała na niego roziskrzonymi  oczami, jak zawsze wzdychając w duchu na jego widok. Nic się nie zmienił od ich czasów w Hogwarcie, jedynie zapuścił nieco bródkę i przystrzygł włosy.
- Kupiłeś ziemniaki, prawda?
Jej mąż spojrzał na nią spode łba i Hermiona uśmiechnęła się jeszcze raz. To było życie.

Piękne życie. 

A więc to koniec.Ostatnie słowa.Ślepy zaułek.
LUDZIE,  PŁAKAĆ MI SIĘ CHCE.
Ale cóż. Okay, czas się jakoś pożegnać, bo w miniaturkach nie jestem dobra więc nie wiem czy je będę wstawiać. Przepraszam za długie przerwy i niedociągnięte wątki. Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy tak długo zostawiali komentarze, te parę osób utrzymało ten blog przy życiu <3 
Nie jestem dobra w pożegnaniach. 
Jeżeli komuś się podobało... cieszę się, raduje z całego serca. kiedyś jeszcze coś napiszę i prawdopodobnie zrobię w formie bloga. Poinformuję Was wtedy :)
Mam nadzieję, że DO ZOBACZENIA
Wasza, zawsze wasza
Serafino

8 komentarzy:

  1. Strasznie fajny epilog, chociaż jest mi niesamowicie przykro, że to już koniec. Oczywiście nie piszę "Żegnaj", lecz "Do zobaczenia", bo mam nadzieję, że wrócisz do nas z nowym opowiadaniem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i stało się. Ja to nie wiem normalnie, ten bloga tak szybko mi zleciał, a tu nagle koniec. Ale nie będę się tu rozwodzić nie wiadomo ile jak z zapałem pochłaniała kolejne rozdziały. Za to chciałabym Ci podziękować, za doprowadzenie tego Dramione do końca. To wspaniałe opowiadanie bez wątpienia jest jednym z tych, które utkwiło mi w pamięci, głównie ze względu na swoją oryginalność. Historia, mimo iż momentami zagmatwana, wyszła Ci fenomenalnie i mam nadzieję, że istotnie kiedyś będzie mi dane przeczytać jeszcze coś twojego autorstwa :)
    http://dramione-demons-of-the-past.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne opowiadanie! Niesamowity pomysł, zupełnie inny od wszystkich dramione jakie już miałam przyjemność przeczytać. Dziwię się, że tak mało osób komentowało to opowiadanie, jest doskonałe. Cieszę się z happy endu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znalazlam Twoj blog juz po jego zakonczeniu,ale przeczytałam calutki. Sprawilas mi swoim opowiadaniem ogromna frajde. Dziekuje. Do zobaczenia. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokochałam twojego bloga. Przykro mi że to koniec.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten blog był wspaniały. Szkoda że tak szybko był zakończony. Tak btw ciesze sie że nie zrobiłaś bardzo szczęśliwego zakończenia że wszyscy żyją mają dzieci itp. Itd. no ale troche też mi smutno z tego powodu (tak bardzo jaa xd)
    Tak na koniec...wspaniałe opowiadanie c;
    Tyyyyylko co było z Nottem xdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nott się ogarnął trochę, ogólnie Hermiona i reszta oczywiście jak się domyślić można odsunęli się od niego. Po skończeniu Hogwaryu zaczął pracować na jednym z niższych szczebli w Ministerstwie. Na jednym z wyjazdów służbowych poznał kobietę, którą poślubił, ale nie mają dzieci.
      Miło że pytasz o takie rzeczy :)

      Usuń