środa, 31 lipca 2013

Rozdział siódmy - "Miłość" jest ślepa

Ja dziękuję… wróciłam o siódmej do domu i chwilę później zaczęłam pisać. Jestem leciutko zmęczona, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli pojawią się jakieś dziwne schizy :P I przepraszam że dopiero dziś :C Ale miałam wspaniałe wakacje! No prawie. Nigdy więcej nie pojadę sama na obóz. Zresztą zgubiłam okulary i mnie oczy pieką od ekranu. Ale cóż. Zaczynam pisać.
O matko… Przeczytałąm moje starsze posty… F –A – T – A – L –N – I – E
Piosenka jeszcze, nawet jak nikt jej nie przesłucha…. Może… Zamrożona wyborowa, Die Toten Hosen - http://www.youtube.com/watch?v=s6zA_Rkb27s Spodoba wam się ludziska:D
Całuski!
ó   
Hermiona w pełnym pędzie przebiegła całą trasę z siódmego piętro do pracowni historii magii. Cholera, cholera, na gacie Merlina! Malfoy za to zapłaci, już ona o to zadba! Nie umiał na przykład nastawić budzika… magicznego budzika… no, czegoś co by ją obudziło?
Stanęła przed klasą, zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Nie mogła w końcu w takim stanie wejść na lekcję. Musiała się uspokoić, być poważną, młodą Ślizgonką i nie pokazywać swoich słabości, ot co. Przekona profesora Binnsa żeby pozwolił pisać jej test kiedy indziej. Cholercia… Muszę przestać przeklinać! No, chyba że Dracona. Wygładziła spódniczkę i otworzyła drzwi.
Wszystkie oczy zwróciły się na nią. Kto śmiał spóźnić się na test u profesora Binnsa? Kto mógł być na tyle głupi? Bo to przecież nie mogła być Hermiona Granger, wzorowa uczennica, prefekt naczelna i wielbicielka Historii Magii. Nie, ktoś musiał się pomylić.
Ślizgonka poczuła się okropnie. Och, dlaczego nie mogli zająć się swoimi kartkami? To było odrobinę… krępujące. Teraz, odprowadzana spojrzeniami całej klasy musiała przejść do katedry profesorskiej i na drżących nogach wytłumaczyć swoje spóźnienie.
 -Panie profesorze… Ja naprawdę bardzo, bardzo przepraszam. – zaczęła – Ja po prostu… I jeszcze ten test… Naprawdę przepraszam. –Przepraszała, ale jakaś część jej umysłu szeptała, że to niesprawiedliwe, jak miała się obudzić, przecież… pomagała koleżance, a nie mogła wyjaśnić tego nauczycielom. Większość z tego co już zrobiła… i co zamierzała zrobić była nielegalna, na Salazara! – A ja naprawdę uczyłam się na ten sprawdzian i mogę go napisać teraz, ze skróconym czasem. Tylko… Niech mi pan da szanse, profesorze Binns.
Półprzeźroczysty nauczyciel popatrzył się na nią badawczo, a żołądek Hermiony ścisnął się w supeł. Zamarła w oczekiwaniu na wyrok.
 - Dobrze. Siadaj. – I profesor Binns zawisnął nad swoim krzesłem.
Tak po prostu? Hermiona była zdziwiona, jednak nie zamierzała negować  decyzji nauczyciela. Wymamrotała niewyraźne „Dziękuję”, chwyciła wolny arkusz tekstowy i ruszyła na swoje miejsce obok Ginny. Malfoy uśmiechał się do niej tylko trochę złośliwie z miejsca za Rudą. Miona pokazała mu język.
- A panno Granger, jeszcze jedno… - dziewczyna przystanęła słysząc głos profesora. Tym razem byłą grzeczna! No… w miarę.
- Tak, panie profesorze? – obróciła głowę
- Jakiego zaklęcia użyłaś? – Hermiona zmarszczyła brwi. O co chodziło? To było dziwne… nie rzucała ostatnio żadnych zaklęć które zainteresowałyby profesora Binnsa.
-Przepraszam, ale obawiam się, że nie rozumiem. O jakie zaklęcie panu chodzi? – spytała się zdziwionym głosem.
- Twój wygląd. - Profesor zmarszczył swoje brwi w odcieniu rozwodnionego błękitnego barwnika do miętowych cukierków. – Czuć tu potężną magię. Nie wiedziałaś?
To było niesamowicie zagmatwane i nagle Hermiona, nieomylna kujonka poczuła, że zwyczajnie… nie rozumie. Chociaż… musiała zbadać te sny.
- Musiał się pan pomylić panie profesorze. –Powiedziała wolno. – Ale dziękuję. To daje mi wiele do myślenia.
Usiadła i odpłynęła myślami w wojny centaurów i trytonów.
ó   
Draco wpatrywał się w tył głowy dziewczyny siedzącej na ukos od niego. O co tu, na Salazara  chodziło? Jakie zaklęcie? Młody Malfoy nagle poczuł, że dziewczyna nie mówi mu wszystkiego. Musiał to od niej wydobyć, lub zdobyć tą wiedzę samemu. To będzie wymagało paru eksperymentów.  Miał w końcu trochę krwi od dziewczyny z poprzedniego wieczoru.
Właśnie… Poprzedni wieczór.
Jak on to jej wytłumaczy? Całe szczęście, że amortencji było mało, bo nie miał szmaragdowo-srebrnego pojęcia jak by się wtedy zachował. Z jakiegoś powodu te pare kropel eliksiru podziałało na niego mocniej niż pół fiolki… kiedyś. Do tamtego zdarzenia wolał nie wracać. Ale wracając do Hermiony, to było rzeczywiście dziwne. Jak wszyscy uznał , że to jakieś magiczne kosmetyki, ale teraz… Tu było pogrzebane coś więcej.
A on zamierzał to znaleźć.
ó   
- Ten test był strasznie łatwy –stanowczo stwierdziła Hermiona kiedy wychodziły z sali po lekcji. – A tak się bałam i tyle uczyłam… Zmarnowałam trzy godziny na Ustawę o przyznaniu terenów zachodniej Anglii i Szkocji Centaurom z wyłączeniem jezior.
- Zwariowałaś? – Jęknęła wyraźnie zmęczona Ginny. – Nigdy w życiu nie pisałam tak trudnego testu!
Miona uważnie spojrzała na Rudą. Test był bardzo łatwy, nie tylko ona tak uważała. Koło Hekate musiało wpłynąć nie tylko na formę fizyczną dziewczyny, ale i psychiczną. Było naprawdę źle. Jak mogła znaleźć lekarstwo?
- Jak się czuje Ron? – spytała się jej Ginevra.
- Dobrze. Też nic nie pamięta. – Hermiona opowiedziała rodzeństwu co zdarzyło się tamtej nocy. Oboje jednak mieli, hmm, amnezję.
- To dobrze. – Ruda wyraźnie odetchnęła. – Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Mam tylko… miesiąc. Maksymalnie miesiąc życia.
- Wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci to. – Hermiona objęła przyjaciółkę. Zwykle nie mówiła rzeczy które mogły nie być prawdziwe, ale dziewczyna potrzebowała wsparcia.
Przed dziewczynami nagle wyrósł Nott.
- Witam kochane panie – uśmiechnął się do nich, a te odpowiedziały mu tym samym. Pomimo podejrzeń Hermiony, chłopak był takim promyczkiem światła w ich smutnym życiu. – Jeżeli idziecie na obiad, drogie moje przyjaciółki lub coś więcej, jak w przypadku Hermiony – mrugnął do niej łobuzersko – to wezme wasze torby i je odniosę, żebyście mogły w spokoju skonsumować posiłek.
Hermiona zaśmiała się w duchu. Chyba właśnie dlatego zaczęła żywić do niego cieplejsze uczucia –kiedy chciało jej się płakać, pocieszał ją, kiedy była pocieszona, rozśmieszał ją.
- Oczywiście mój sługo –powiedziała, oddając mu torbę. – Tylko pamiętaj, że cię ukarze jeśli źle wykonasz swe zadanie. –Puściła mu perskie oczko. – Hasło to „Szampon dla Severusa”
 - Do usług, pani –powiedział i zniknął z torbą jej i Ginny w tłumie. Hermiona patrzyła się za nim jeszcze przez chwilę, a potem dotarło do niej co zrobiła.
Raz – Dała torbę chłopakowi którego podejrzewała o próby morderstwa przyjaciółki.
Dwa – Śliniła się do chłopaka którego podejrzewała o próby morderstwa przyjaciółki.
Trzy – Chłopak którego podejrzewała o próby morderstwa przyjaciółki znał hasło do ich pokoju.
Jaką ona była idiotką…
ó   
Hermiona wierciła się na krześle cały obiad. Nie mogła nawet poczuć smaku wybornej zapiekanej gęsi z jabłkami którą tak bardzo lubiła. Ciągle myślała tylko o Nocie siedzącym przed nią.
- Co ci jest? –wysyczała do niej Ginny, kopiąc ją lekko pod stołem, - Zachowujesz się jak Zombie.
Dziewczyna spojrzała Rudej w oczy. A może by tak… powiedzieć jej? Udała że strąciła widelec, puszczając Ginny konspiracyjne spojrzenie i obie zanurkowały pod stół.
- Jak bardzo ufasz Nottowi? – spytała się Hermiona szeptem, udając że szuka widelca pod swoimi nogami . W rzeczywistości poleciał dość daleko, aż pod buty Draco.
- Niezbyt. Ale nie wydaje się psychopatą. – Ginny spojrzała na nią nagle bystro. – A co?
- Ponieważ od paru dni miewam dziwne sny które naprowadzają mnie na… różne rzeczy, a w jednym z nich miałyśmy powody żeby bać się Notta.
- Jakie powody? – spytała się jej Ruda przeciągle.
Hermiona spojrzała jej w oczy.
-Powiedzmy że cię zabił. Wystarczy?
Ginny z sykiem wciągnęła powietrze i poderwała głowę. Zapomniała tylko że znajdował się tam stół. Dziewczyna rąbnęła więc z całej siły w mahoniową deskę, aż zabrzęczały kieliszki. Rozmowy nad nimi ucichły. Po chwili spod stołu wyłoniły się dwie głowy, włosy jednej były ogniście czerwone, drugiej kasztanowe. Wszyscy spojrzeli się na nie.
- Czy może mi ktoś podać nowy widelec? – Spytała się Hermiona w ciszy.
ó        

 - Chcesz powiedzieć, że dałaś potencjalnemu psychopacie hasło do naszego pokoju? – piekliła się na nią Ginny kiedy szybko wracały do dormitorium. – Hermiona!
- Tak, wiem, przepraszam i tak dalej. Ale on się tak ślicznie uśmiecha…  -Hermiona podświadomie zaczęła odpływać. W tym chłopaku było coś takiego… słodkiego jak czekolada co sprawiło, że wystarczyło pare słów żeby się w nim zakochała. Bo Hermiona właśnie zdała sobie sprawę, że to było to. Nawet jeżeli Teodor był tym, który atakował Ginny, to zadurzyła się w nim po uszy. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie na tego chłopaka, jedno spojrzenie w którym zauważyła jak wydoroślał, zauważyła ten błysk w jego oczach, by przepaść.
- Jesteś zakochaną idiotką. Wiesz o tym, prawda?
- Wiem. – Hermiona westchnęła ciężko. – Ale… Może mi nie zależy aż tak bardzo, ale… Gdyby to Harry atakował mnie, czy to zmieniłoby twoje uczucia do niego?
Ginny nie odpowiedziała. Wiedziały obie.
ó   
Kiedy doszły do ich wspólnego pokoju były mocno zdenerwowane.
Wpadły do pokoju i to co rzuciło im się w oczy to…  absolutny porządek.
 Wszystko było tak jak to zostawiły rano, z tą różnicą, że na ich łóżkach leżały torby. Nawet na właściwych. Hermiona szybko sprawdziła swoje rzeczy… nic nie zginęło, za to na jej torbie leżała mała karteczka. Powąchała ją i uśmiech powoli wpłynął na jej usta. To była woda kolońska Teodora, chyba 1 Milion, ale nie była pewna. Z niecierpliwością otworzyła skrawek papieru.
Hermiono
Zobaczymy się dziś o północy? Będę czekał przy drzwiach wejściowych. Będą otwarte.
Mam nadzieje że cię zobaczę
Zawsze twój…
Hermiona  uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Awww… Chociaż styl pisania nie pasował do chłopaka, to ta karteczka, romantyczne spotkanie… Jak te pary którym los nie pozwolił być razem…
- Masz wszystko? –dobiegł ją głos Ginny.
- Mam wszystko… i więcej. – Hermiona z rozrzewnieniem przycisnęła karteczkę do piersi; naraz jednak jakaś nuta w głosie Ginny kazała jej spojrzeć na Rudą. – A ty?
- Zniknęła księga. Księga Hekate.
ó   
Hermiona szła na spotkanie zmartwiona. Czy Teodor mógłby to zrobić? Ta księga byłą ostatnią książką o Hekate której jeszcze nie przeczytali, a Miona miała poważną nadzieje że znajdą tam rozwiązanie. Nigdy by sobie nie wybaczyła gdyby okazała się tą właściwą! Musi dziś Notta dyskretnie przycisnąć.
Była już koło drzwi kiedy usłyszała ten dźwięk. Dobiegał z jednego z bocznych korytarzy i brzmiał jak mały kotek. Duszony kotek.
- Halo?! – zawołała i przeszła parę kroków w tamtą stronę.
Kiedy nikt jej nie odpowiedział spojrzała niezdecydowana na drzwi wejściowe, lecz zaraz z błyskiem oku weszła w korytarz.
- Lumos - Było tu zupełnie ciemno, ktoś zgasił już widocznie pochodnie. Obrazy spały, tylko co któraś postać mrużyła oczy w blasku jej różdżki. Hermiona zadrżała, przytłoczona.. czymś.
W co ona się najlepszego wpakowała?!
Z jednej sali dobiegało słabe światło; przeciskało się pod drzwiami jak jakieś tajemnicze zwierzę. Hermiona podeszła tam cicho i przycisnęła ostrożnie ucho do szczeliny. Dobiegły ją strzępki rozmowy. Choć słyszała tylko jeden głos, była pewna że właściciel tego męskiego głos słyszy odpowiedzi
„…proces niedługo się dopełni… ale pani, ona jest silna… próbowałem… tak. Zrobię wszystko dla ciebie…”
Hermiona zmarszczyła czoło. Znała skądś ten głos… Ale… nagle nie mogła skojarzyć do kogo on należał. Znała tego kogoś bardzo dobrze, ale jej umysł zapętlił się i nie była zdolna skojarzyć. Czy to mógł być..?
Jej rozmyślania przerwały czyjeś silne ręce które zatkały jej usta i wciągnęły do pustej klasy obok.


piątek, 19 lipca 2013

Miniaturka - Kartka z pamiętnika Rose

Hej! Piszę do was z Zakopca. Jestem na koloni, jest pięknie, bla bla bla... przygotowałam dla Was miniaturkę oraz... mój rysunek Hermiony, choć nie filmowej.
Ach, wish you were here...
. A więc… oto zapowiedz bloga który zacznę pisać jak skończę ten. Będzie on w pewien sposób… no dobra, bardzo, powiązany z tym aktualnym. Mam nadzieje, że się spodoba, choć nie będzie w takiej formie jak ta miniaturka.
Piosenka? One way or another, słodziaki:* http://www.youtube.com/watch?v=36mCEZzzQ3o

„1 września 2017 rok

Tak się cieszę, że jadę do Hogwartu! Nie przesadzę, jeżeli powiem, że było to od zawsze moje największe marzenie, ale trochę się boję. A co jeśli nie trafię do Gryffindoru? Tata na pewno żartował, mówiąc, że wtedy mnie wydziedziczy. Bardziej martwi mnie pamiętnik matki,, który znalazłam. Tam jest napisane… że tata w pewnym momencie nie nadawał się do żadnego z domów, a mama… a mama została przekierowana do Slytherinu. Boję się, pamiętniczku. Dalej pisała coś o jakiś kołach, śmierci, różnych doświadczeniach jakie robiła i o chłopaku. Ale nie o moim ojcu, wyobraź sobie, a pisze o tym jak bardzo go kochała. I wtedy zapis urywa się na długo, aż po jakimś czasie… czekaj, zacytuję: „Zdecydowaliśmy, że tak będzie lepiej. On mnie uzależnia, niszczy mi życie, choć jest najlepszym co mnie w nim spotkało. A mamy pewne zobowiązania… On ma już wybraną żonę, ja… wszyscy są pewni że wyjdę za Rona, zwłaszcza po tym sławnym uratowaniu mu życia. Kłamstwa, wszyscy kłamią.” O co mamie mogło chodzić? Nie mogę sobie przypomnieć imienia tego chłopaka…
Dobra, pamiętniczku już wiem. Nazywał się Malfoy, Draco Malfoy. Jego syn właśnie wyszedł. Wydaje się fajny, ale mnie on odpycha. Na Merlina, mógłby być moim bratem! Już się zaprzyjaźnił z Albusem. Ja.. Nie chcę zostać sama, bez przyjaciół. A co jeśli on zabierze mi Albusa i Roxanne?

Jestem już w dormitorium. W łóżku obok mnie śpi tylko Flora Zabini. To bardzo fajna dziewczyna, zazdroszczę jej trochę urody. Ale, pamiętniczku… Kiedy Abus stał się Ślizgonem, moje serce jakby zamarło. Ale dopiero kiedy ja usiadłam na stołku, to było prawdziwym szokiem.

„ Slytherin!””

Takie bardzo krótkie, ale w końcu miniaturka :D Nie będę was przecież zamęczać.
I jeszcze moja Miona<3 Nie za dobra... ale jakoś ujdzie. Ma ten błysk:D

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział szósty - Ach, ta whisky

Rozdział szósty- ostatni przed tym jak wyjadę na wakacje. Jakim cudem jedzie się 10 godzin pociągiem z Wrocławia do Zakopanego?  No, ale cóż. Serdecznie dziękuję Wam wszystkim za te motywujące komentarze. Dowiedziałam się że mam poczucie humoru, spędziłam całe życie myśląc że nie! Za każdym razem kiedy otwieram nowy komentarz jest tylko takie „ Brr, ten to mnie zmiesza na pewno z błotem”. Proszę, każdą krytykę od razu piszcie. Chcę poprawić to co jest jeszcze źle:D
Jako że jestem dzisiaj w romantycznym nastroju - Symetryczno- liryczna , Enej - http://www.youtube.com/watch?v=eTJPQ4TW4Jw

Ps. Ten rozdział dedykuję wszystkim umysłom ścisłymJ

- I naprawdę nikt tego nie zauważył?- spytała się rozochocona Hermiona po wysłuchaniu kolejnej historii z życia małego Dracona.
- Nie. Blaise i ja byliśmy… i jesteśmy mistrzami kamuflażu. –Draco założył ręce za głowę i oparł się wygodniej na zielonym fotelu. Właśnie taką Hermionę lubił. Wesołą, rozluźnioną, gadającą z nim jak równa z równym. Kiedy tak siedzieli… nie liczyło się to, że jest szlamą, którą, jak podejrzewał pewnie nie była. Po prostu po paru kieliszkach… Zaufała mu. To było miłe uczucie, a każdy Malfoy lubi miłe rzeczy.
Nawet nie zauważył, że dziewczyna już nie papla. Siedziała po prostu i patrzyła się na niego z takim łagodnym uśmieszkiem,
- Co –spytał się jej.
- Nic. – Ale dalej uśmiechała się tym uśmieszkiem. –Nie pomyślałam po prostu… nic.
- Co nic? – Dracona zaczynało to bawić. Nie może tak po prostu kończyć  w połowie zdania. On tak nie robił. - Nie  pomyślałaś, że nie zawsze byłem takim sztywnym palantem? –roześmiała się.
- Ujęłabym to inaczej, ale.. tak. – oczy jej się śmiały.
- Wiesz, że za parę godzin nie będziemy tego pamiętać, prawda? Zapomnisz o tym, że prawie powiedziałaś mi komplement. – powiedział Draco, zmieniając temat i czując w duszy pewien smutek. A tak dobrze się bawili.
- Znam pare rzeczy które można robić kiedy nie będzie się nic pamiętać, -zamruczała Hermiona.
- Na Salazara, Hermiono. Jesteś zboczona. – Uśmiechnął się połową twarzy. Bawiła go była Gryfonka. Kto by pomyślał, że ją polubi? I jeszcze była taka piękna… Jak ona to zrobiła? Wczoraj wyglądała zupełnie inaczej.  Nie wiedział co zrobić z tym uczuciem które ogarniało go za każdym razem, jak przechodził koło niej korytarzem, ocierał się o nią ramieniem lub czuł jej delikatny kwiatowy zapach. „Przynajmniej wiem, że to nie miłość.” Pomyślał z nutą goryczy. Był już kiedyś zakochany. Wiele razy. Ale to nie było to samo uczucie.
- A ty nagle święty? Dobrze wiesz, że nie mówię serio i dobrze. W końcu to ty. Nie myśl, że paroma kieliszkami ognistej odkupisz sześć lat wyzwisk i klątw – Malfoy nie dał poznać po sobie jak bardzo ubodła go jej wypowiedz.
- Przepraszam? –rozłożył ręce.
- Ty przepraszasz? – spojrzała się niego i zamieszała swoim drinkiem. – Dodałeś czegoś do mojej wódki, czy tylko do swojej?
- Naprawdę chcę cię przeprosić. Ja wiem, nigdy nie przepraszam, zwłaszcza takich osób, bez obrazy, jak ty, ale… ustaliliśmy już, że nic nie będziesz pamiętać. – uśmiechnął się szelmowsko.
- Ty draniu. A już myślałam, że jesteś miły. Dobra, ale musisz spełnić moje jedno życzenie. Daj mi pomyśleć.
- Co tylko zechcesz, najsłodsza. – powiedział z przesadną uprzejmością Draco. Hermiona spojrzała na  niego unosząc brew. Co  tylko zechce? Miała pare pomysłów.  Takich jak…
- Myślę, że mógłbyś coś dla mnie zrobić.
- Czyli co?
- Pocałuj mnie.
Draco nagle zwęziły się źrenice na te słowa. Wstał i powoli podszedł do Hermiony. Delikatnie podniósł rękę dziewczyny która odłożyła kieliszek i także wstała. Chłopak powoli złożył na smukłej dłoni dziewczyny pocałunek idealnie wychowanego młodego mężczyzny. Podniosła na niego wzrok spod rzęs.
- Nie o taki pocałunek mi chodziło. –szepnęła.
- A zatem o jaki?- on także szeptał.
- Mniej… dżentelmeński.
Objął jej twarz dłońmi i bardzo delikatnie musnął jej usta swoimi.  Jej ciepły oddech zmieszał się z jego chłodnym, wywołując pewną ciekawą reakcję chemiczno- fizyczną, polegającą na…
No tak.                                                                    
Pewnie tak to by się skończyło.
Może lepiej nie?
- Wiem! Naucz mnie tego zaklęcia, którego używasz, żeby ci się koszula nie gniotła. –powiedziała z entuzjazmem godnym osoby lekko pijanej -  Widzę, że to zaklęcie Malfoy, nie rób takiej miny.  Cisnęłam cię dziś jeżozwierzem, nie ma mowy żeby była tak idealna. – dodała.
- Jaki pan, taki kram.- mruknął Malfoy, ale wstał żeby nauczyć dziewczynę zaklęcia.
- A więc tak. – Dziewczyna także wstała. „Zupełnie jak w tym marzeniu… wyobrażeniu…  Och przestań myśleć! Wyobraziłaś to sobie tylko dlatego, że jesteś kompletnie pijana! Ja, twój rozum, nakazuję ci przestać o tym myśleć!” – Machnij różdżką w ten sposób – przejechał różdżką od nogawek do kołnierzyka. – I powiedz: Levatos.[i]
- Levatos – mruknęła Hermiona, machając różdżką wzdłuż ciała. Zawsze czuła się głupio, przy nowych zaklęciach, nawet jeśli nie sprawiały jej żadnej trudności. Zagięcia na jej bluzce wyprostowały się lekko, ale nadal były widoczne.
- Źle machasz różdżką. Na Salazara, nie myślałem, że będę umiał zaklęcie którego ty nie umiesz. – Draco był wyraźnie zadowolony z siebie. Choć jedna rzecz w której był lepszy.  No i ta dziewczyna nie potrafiła nawet usiąść poprawnie na miotle. –Czekaj, pokażę ci. – stanął za dziewczyną i wziął ją za rękę, jednak prawie natychmiast ją wypuścił jej nadgarstek, ponieważ przeszył go prąd, jakby dziewczyna była pod napięciem.
- Coś się stało? – Spytała się. Ona sama nic nie poczuła.
Może nie chciała czuć?
- Nie… nic. – Ostrożnie znów chwycił jej dłoń. Tym razem był przygotowany i nie zaskoczyło go to tak. – Musisz to zrobić tak… Pociągnąć różdżką… ale wolniej – kiedy dziewczyna lekko pochyliła się do podkolanówek aby je także zaczarować, jej ciało wtuliło się w ciało młodego Ślizgona. Chłopak instynktownie przysunął się bliżej. Na Merlina, jak ona cudownie pachniała!
-Udało się. – szepnęła Hermiona. Rzeczywiście zaklęcie jej wyszło, ale nagle młodemu Malfoy’owi perspektywa puszczenie ręki dziewczyny i odsunięcia się od niej nie wydała zbytnio kusząca. Chciał tam zostać… jeszcze tylko chwilkę.
- Draco? –szepnęła dziewczyna jeszcze raz. Spojrzała na swoją rękę, głaskaną okrężnymi ruchami przez chłopaka. To było… przyjemne. Ale jak ona mogła tak myśleć? Nie! –Draco!
Chłopak oderwał się od niej. Co on wyprawiał? Alkohol wyraźnie rzucił mu się na mózg. Musiał się napić i to szybko… Musiał stąd odejść! Co ta Granger z nim wyrabiała?
- Idę już. –powiedział i złapał swoją marynarkę z fotela. – Późno już, a jutro są lekcje, więc… Cześć.
- Nie pocałujesz mnie na dobranoc? – roześmiała się dziewczyna. Chciała tego,  nawet jeśli udawała przed samą sobą, że nie. „Co się ze mną dzieje?!” pomyślała z lekką paniką. Co ona robi? Dlaczego chciała dotyku tego obślizgłego Ślizgona?! – Będzie mi smutno.
„Granger, nawet nie wiesz na jaką pokusę mnie wystawiasz” pomyślał chłopak, ale podszedł do dziewczyny i cmoknął ją lekko w policzek.
- Słodkich snów, Granger. – szepnął jej do ucha. Na ciele dziewczyny pojawiła się gęsia skórka. Malfoy był zadowolony, że wywarł na dziewczynie takie wrażenie. Niezależnie od tego, co działo się z nim tej nocy, był łowcą,  a ona była jego ofiarą.
- Dobranoc Draco –głośno powiedziała Hermiona i ledwo zauważalnie przełknęła ślinę. Jak to się działo, że jednocześnie myślała o tym jak bardzo go nie cierpi i jak pełne usta on ma..?
Dracon skierował się do wyjścia  jednak na progu przystanął.
- Wiesz co, Granger?
- Mhm? – Hermiona wydała z siebie niezidentyfikowany pomruk. Chciała spać, spać i spać…
- Te nowe perfumy naprawdę do ciebie pasują.
Oooo…
ó   
Chciał się obrócić i wyjść, ale kątem oka zauważył, że dziewczyna upada.
- Hermiona! – Krzyknął, w ostatniej chwili ratując dziewczynę przed upadkiem. – Hermiono, obudź się! Co ty wyprawiasz? – Rzęsy dziewczyny rzucały długie cienie na zaróżowione policzki dziewczyny. – Aquamenti! – ryknął celując różdżką w twarz dziewczyny. Co się z nią działo? Mogła tak szybko wymięc? To było pare kieliszków…
- Draco? – szepnęła dziewczyna, uśmiechając się i otwierając lekko te swoje oczy o barwie czekolady.
Draco nagle bardzo polubił czekoladę.
- Co ci strzeliło do głowy, żeby tak upadać? –mruknął, ni do siebie, ni do niej Ślizgon. –Nieładnie.
- Nieważne. Masz takie piękne oczy… wiedziałeś że są szare? – Nie bełkotała, ale wyraźnie była temu bliska. Kiedy stawała się pijana, była prawie urocza.
- Wyobraź sobie, że tak. No chodź tu mała. Trzeba cię położyć spać. – Podniósł ją z lekkim stęknięciem. Na Slytherina, była ciężka! A nie wyglądała na cięższą niż pięćdziesiąt kilogramów. Zamknął oczy i wyobraził sobie pokoik. Taki duży, dziewczęcy pokój na poddaszu. Tutaj, w Pokoju Życzeń dziewczyna obudzi się i będzie bezpieczna.
ó   
Draco mocno trzasnął drzwiami.
- Diable! Musisz mi pomóc. Robimy wypad do Londynu. Ty, ja, Burbon i pare szatynek… albo nie. Blondynek z szaro-niebieskimi oczami. – Powiedział zdecydowanym głosem i otworzył szafkę z alkoholem.
- Dlaczego Burbon? Nie Ognista whisky? – spytał się go Zabini przewracając stronę w jakimś starym tomiszczu.
- Nie. Ona przywołuje cholerne wspomnienia – Blaise nie zareagował. Dalej czytał.
- Ty, co ty w ogóle studiujesz? – Draco zmarszczył czoło i przechylił butelkę. Trunek zapalił go w gardle. Jego przyjaciel wiele razy zasypiał bardzo późno, jednak nigdy z powodu książki.
- Staram się pomóc Ginny. Nie upijam się do czwartej nad ranem jak niektórzy.
- Ej! Przez pięć bitych godzin wypróbowaliśmy z setkę antidotów. Możliwe… że później się z Hermioną troszeńkę zapomnieliśmy, ale hej! Należy się nam trochę rozrywki! – Draco z każdym łykiem coraz bardziej bredził.
Blaise podniósł głowę. To go zainteresowało.
- Upiłeś się z Granger? Stary, chyba rozumiem już te blondynki. Co z nią? – Chłopak był wyraźnie rozbawiony.
- To najpiękniejsza dziewczyna na Ziemi. Chcę tam wrócić, oświadczyć się i całować jej stopy. Lub robić coś o czym nie wypada rozprawiać w naszym dżentelmeńskim gronie. – Draco rzucił się na swoje łóżko. Dlaczego opowiadał takie rzeczy o Granger? O  znienawidzonej przez niego szlamie?
Jeszcze nie wiedział, głupi.
- Zakochałeś się. – Ślizgon szczerzył się jak głupi do sera.
- Nie! Ja po prostu… Ech, diable wiesz co ja sądzę o miłości. Miłość to Diabeł –jaka ciekawa zbieżność – co na szyję sznur zakłada. – Draco zamyślił się. – Ale poszedłem tam dzisiaj… i nie mogę, po prostu nie mogę oczu od niej oderwać. Rozumiesz coś?
- Oczywiście. –Blaise szukał czegoś na stole gdzie Dracon zostawił swoje rzeczy. – Miałeś ognistą w tych buteleczkach, tak? – Podniósł dwie fiolki do światła. – Jedna jest moja. Druga twoja.
Chłopak chwilę tylko patrzył się.
A potem zrozumiał.
- Amortencja. –Wyszeptał bladymi wargami.
ó   
Hermiona obudziła się czując lekki i świeży powiew poranka napływający z otwartego okna. Była tak bardzo zadowolona… Tylko ją w głowie trochę łupało. Wysunęła się z jedwabnej pościeli, wsunęła stopy w satynowe sandałki i podeszła do okna żeby nacieszyć się słońcem.
Chwila. Jedwabna pościel?
Satynowe sandałki?!
Coś tu było nie tak. Co prawda, widok z okna był jej, ale wszystko inne… Znajdowała się w dziewczęco urządzonym, wiktoriańskim pokoju . Zawsze chciała taki mieć. No, może niekoniecznie w takiej srebrno-zielonej kolorystyce, jednak musiała przyznać, że osoba która to zrobiła miała gust.
Na małym stoliku stojącym przy jej łóżku znajdowała się karafka z wodą szklanka i mały kawałek papieru. Hermiona napiła się wody –bardzo dobry rocznik, od razu poczuła się lepiej  – i otworzyła liścik. Pismo osoby od której był było niezwykle schludne.
Hermiono!
Liczę na to że już się obudziłaś. Zasnęłaś, znaczy się, zemdlałaś wczoraj w Pokoju życzeń, więc urządziłem ci tu pokoik. Nie martw się, mam wyniki naszych badań. Do wody dodałem trochę eliksiru na kaca. Postaraj się nie obudzić zbyt późno, potrzebuję kogoś kto mi pomoże na teście z historii.
Jak zawsze oddany
Draco
Ps. Nie pamiętasz, ale - Ładne perfumy
Co ona robiła wczoraj z Draconem Malfoy’em?
I dlaczego tego nie pamięta?
Hermiona wzruszyła ramionami. Nie będzie się tym przejmować. Po prostu pójdzie do tej ślicznej, różowej łazienki która przylega do pokoju i zajmie się sobą. Jak pomyślała tak zrobiła i spędziła całkiem przyjemne pół godziny próbując różne rodzaje mydła. Czekoladowy, cytrynowy, pergaminowy… Ale przez to wciąż przebijały się jej perfumy. „Użyłam tych od Ginny?” dziwiła się dziewczyna wycierając ciało ręcznikiem. „I Malfoy uznał, że  są ładne?” Coś tu nie gra. Co ona wyprawiała z nim w nocy?
Kiedy myła zęby zauważyła zegarek.
Zamarła.
- O cholera! – I wybiegła z pokoju.



[i] Zaklęcie z typu „Zrób to sam” Z łąciny, wygładzać.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział piąty - Za przyjaźń i miłość.

No i jest! Kolejny rozdział. Wiecie, według mnie najlepiej się pisze w nocy. Jedzie ktoś może na kolenie do Zakopca? Pierwszy turnus z Lektora. Koleżanka jednak nie może i muszę jechać samaL Dla poprawienia nastroju słucham muzyki. Aktualnie? Imagine  Dragons, Radioactive. http://www.youtube.com/watch?v=eu-xFvLaE68 Zostałam nominowana do Liebster Award i bardzo dziękuję Lissie Jowi  (mam nadzieje że dobrze odmieniam:D) Ale już raz to robiłam i nie mam znowu czasuL
Buźka Potterheady! Czytajcie!
- O co chodzi?
- Jak ta suka to zrobiła?
- Muszę mieć taką odżywkę!
- Wygląda inaczej…
- Widziałeś już ją?
- Na Merlina, muszę się ją o to spytać…
Hermiona starała się nie patrzeć w stronę uczniów, zwracających głowę w jej kierunku. Wyszła z dormitorium wcześnie, przed Ginny która była rannym ptaszkiem, ale i tak na korytarzach było mnóstwo ludzi. Wszyscy się za nią oglądali… Czy to ta niewyróżniająca się niczym Hermiona Granger? Czy mogła by wyglądać tak… pięknie? Bo innego słowa nikt jeszcze nie znalazł na jej widok. Wyglądała jak ona, ale jednocześnie tak jakoś… bajkowo. Nienaturalnie. Idealna wersja niej. Nie wiedział czemu się tak zmieniła, ale miało to coś wspólnego z tym snem. Usiadła przy stole Ślizgonów i nasypała sobie płatków do miseczki.
- Łał, Granger wyglądasz tak… - Zabini usiadł naprzeciwko niej. W jego oczach widać było zdziwienie.
- Niesamowicie? To chyba dobre słowo. Cześć kochanie. – Nott opadł na miejsce obok niej, objął ramieniem i pocałował w policzek. Hermiona nie musiała udawać, że nie czuje obrzydzenia, jak bohaterki tandetnych książek. Ona naprawdę tego nie czuła… i to było straszne.Kiedy oni doszli do tego momentu w ich "związku"? JEszcze pare dni temu nienawidziła go najbardziej w świecie! Jakim cholernym cudem?
- A ja się dziwiłam, że tak wcześnie wstała. –zakrzyknęła podejrzanie radośnie Ginny także siadając obok niej. Nadal tryskała energią, pomimo cieni pod oczami. Blaise rzucił Hermionie spojrzenie mające znaczyć: ile dni? Pokazała mu dyskretnie na palcach.
Jeszcze jeden takiej energii, maksymalnie dwadzieścia dziewięć wyczerpania. I śmierć.
- No, ludziska, czyżbyście dziś zaczęli śniadaniowanie beze…- Draco urwał swoją wypowiedź w pół. Zamarł z oczami wpatrzonymi w Hermionę, a jego szczęka prosiła o podniesienie z podłogi .
- Ładnie… Ładnie dziś wyglądasz Hermiono. –Powiedział wreszcie dosyć słabo.
- Dziękuję. – odpowiedziała mu Hermiona nie odrywając głowy znad tosta.
- Ładnie? Człowieku, ona, na Salazara, wygląda zajebiście! – oburzył się Zabini. Widać było że cieszy się z faktu, że Ginny został jeszcze miesiąc. Miał nadzieję, że do tego czasu znajdą lekarstwo.
- Tak Zabini, ale nie ekscytuj się tym tak. Zwróć uwagę na to, kto ją obejmuje. – Nott uśmiechnął się do Blaise’a nawet przyjaźnie, trochę zawadiacko i zdecydowanie władczo. Przez Hermione przeszedł dreszcz. Co ona robi? Dlaczego podoba jej się ktoś, kto prawdopodobnie próbował zabić jej przyjaciółkę? To było chore.
- Ale poważnie, Hermiono, jak to zrobiłaś? Musisz polecić mi tą linię kosmetyków. – Dafne Greengrass, siedząca pare miejsc dalej wychyliła się do niej z konspiracyjnym uśmieszkiem. Zabini spojrzał na nią z niechęcią. Nie lubił tej głupiej krowy. Wszędzie wpychała swój wścibski nos, a myślała tylko plotkach i nowych kosmetykach. Co ona w zasadzie tu robiła? Nie przeniosła się przypadkiem do Ravenclawu?
- Och Dafne… Po prostu naturalne piękności takimi już się rodzą. Przykro mi, że ciebie to ominęło. – Draco niby spojrzał się na Dafne przyjaźnie, ton jego głosu wskazywał na to że żartował, ale… Hermiona nie mogła pozbyć się uczucia, że chłopak robi to po prostu wrednie. To do niego pasowało. Właśnie zdała sobie sprawę, że w tym roku nie nazwała ją szlamą, nie obrażał już Pottera, a nawet zachowywał się nawet przyjaźnie, nawet jeśli było to wywołane jedynie „fascynacją”. Cóż. Czyli może Malfoy już nie jest tym samym dupkiem i zaślepionym arystokratą jak kiedyś?
Taa.  A mantykora to takie miłe i przyjazne stworzenie.
ó   
Hermiona równym krokiem maszerowała do sali eliksirów. Mieli mieć lekcje z Gryfonami, to była już  tradycja. Od pierwszej klasy lekcje eliksirów mieli właśnie z domem Lwa. „ Mówię tak, jakbym od zawsze była w Slytherinie.” –Zaśmiała się w duchu Hermiona. Cóż, pasowało jej to. Jakby to nazwać… Była zadowolona z bycia Slizgonką? Nie, to nie mogło być to. Hermiona uśmiechnęła się. To tu zaczęły się jej kłopoty, a wszyscy wokół pewnie coś knuli, ale tutaj… tutaj nikt nie wymagał od niej bycia najmądrzejszą. Tutaj nie musiała słuchać głupich uwag, ani naprawiać błędów przyjaciół. Tutaj mogła być sobą. Mogła być Hermioną.
Nawet jeśli ciągle była szlamą.
Doszła do sali eliksirów. Nie spodziewała się zastać tam nikogo, jeszcze było wcześnie, ale zobaczyła tam… Pansy.
- Hej. – przyjaźnie powiedziała Hermiona, siadając na murku obok dziewczyny. Nigdy nie lubiła Mopsicy… ale z drugiej strony Dracona i Blaise’a też nie. Postanowiła dać jej szanse.
Dziewczyna podniosłą na nią zdziwione oczy. Były całe w rozmazanym tuszu do rzęs, policzkach ściekały jej łzy żłobiąc czarne smugi. Miona bez słowa podała jej chusteczkę.
- Hej. Dzięki?- głos dziewczyny był lekko nosowy.
- Dlaczego płaczesz? Chyba nie… przez to, że jesteś w… Gryffindorze? – spytała Herm z lekkim wahaniem. Na Merlina, to jest niesamowicie trudne! Nigdy nie była dobra w pocieszaniu i nie umiała dobrać właściwych słów. Prawdomówność zawsze w niej zwyciężała.
- Och, nie… - Powiedziała Pansy z lekkim uśmiechem. - W zasadzie… cieszę się, że tam jestem – Hermiona nie mogła uwierzyć własnym uszom. Co ona, Mimbulus Mimbletoni naćpała? – Tutaj wszyscy są tak… mili, a Lavender pokazała mi naprawdę rewelacyjną technikę malowania kreski. Pasowałaby do twoich oczu. – Teraz uśmiechała się naprawdę szeroko.  – To sprawa moja i Dafne.
Chwilę siedziały w milczeniu.
- Nawtykała ci za to, że trafiłaś do Gryffindoru, prawda?
- Nie… Ależ skąd… - Hermiona spojrzała się na nią wzrokiem wyraźnie mówiącym, że jej nie oszuka. Mopsica wetschnęła.
- Prawda. Wydedukowałaś to? Łał, teraz rozumiem dlaczego nazywają cię u Gryfonów Panną-Co-Wszystko-Wie. Nigdy w to do końca nie wierzyłam. – Pansy roześmiała się serdecznie pomimo swojej sytuacji.
- A to jędza –mruknęła Hermiona, myśląc o Dafne. Nie przejmowała się złośliwie ironizującymi Gryfonami. Była młodą kobietą, Ślizgonką, a Ślizgoni są ponad to. I nagle wpadła na iście diabelski… ślizgoński plan. – Chyba mam pomysł na twoją zemstę. Nic nie rób… Po prostu obserwuj ją dziś na lekcji. Zabawa będzie – tu uśmiechnęła się zawadiacko – po prostu rozgrzana do czerwoności. – Pansy spojrzała się na nią dziwnie, ale nic nie powiedziała.
Przez chwilę siedziały w milczeniu, obserwując jak schodzą się ludzie.
- Dlaczego to robisz? Pomagasz mi? –wypaliła nagle Pansy. Hermiona spojrzała na nią lekko nieobecnym wzrokiem? Właśnie… Dlaczego to robiła? Chyba czuła jakąś dziwną więź z tą nową Gryfonką. Zupełnie jakby wskoczyła na jej miejsce, a ona na jej.
- Wiele odruchów jest jeszcze we mnie Gryfońskich. – powiedziała jednak krótko. – I… w końcu wszyscy lubią Dafne. Prawda?
Zaniosły się głośnym śmiechem.
ó   
- Hej Zabini. – Hermiona uśmiechnęła się kokieteryjnie. -  Czy mógłbyś wyświadczyć mi drobną przysługę? Chciałabym… usiąść dziś z Draconem. Oczywiście, tylko dzisiaj. –Dodała szybko. Nie chciałaby żeby sobie coś pomyślał.
Wystarczyło, że ona myślała o tym aż za bardzo
- Ech… i miałbym usiąść z Weasley?  Naprawdę?- Zgrywał niezadowolonego, ale Hermiona widziała wesołe iskierki w jego oczach. To był taki mały bonus jej planu. – No dobrze… ugnę się w końcu przed najpiękniejszą dziewczyną na tej sali. Pożyczę ci Dracona… na jedną noc… ups –uśmiechnął się zadziornie. –Chciałem powiedzieć… na jeden dzień.
 -Daj spokój Diable – zaśmiała się Hermiona i walnęła chłopaka w ramię kiedy przechodził żeby usiąść koło Ginny, ale chyba tego nie poczuł. Jak ta rasa męska to robi? Włożyła w to uderzenie całą swoją siłę!
Ona także powędrowała na miejsce. Draco już tam był, zdjął szatę, jak zawsze na eliksirach, gdzie łatwo ją było pobrudzić. Koszul miał wiele – szat nie aż tak dużo. Dobrze wyglądał w nienagannie zaprasowanej białej koszuli wyjętej ze spodni i rozluźnionym krawacie. Ale… „Hermiona. Nie zapominaj, że to ten gość który cię nie lubi.” Położyła torbę obok stanowiska i zaczęła wyjmować potrzebne rzeczy na lekcję.
-Cześć Blaise. Masz może eliksir na kaca? – spytał się Draco sennym gosem. Hermiona z trudem powstrzymała śmiech. Czyżby książę Slytherinu zdołał się upić wieczorem? Wyobraziła sobie Dracona pijanego i tym razem roześmiała się wesoło. Malfoy spojrzał na nią.
- Chwila. Ty nie jesteś Blaise. Chyba że Blaise zmienił się w niezwykle seksowną byłą Gryfonkę. – Jego oczy były przekrwione przy kącikach, a spojrzenie lekko nieobecne. - Czyżbym o czymś nie wiedział, diable?
- Skończ z tymi dyrdymałami Malfoy. Nie jestem tu dla flirtowania, tylko dla interesów. – Hermiona spojrzała się na niego lekko karcąco, choć z uśmiechem, nawet jeśli był on zimny jak lód. Spojrzała na tablicę, gdzie zapisany był temat lekcji. Amortencja? Pestka.
- Jakie dyrdymały Granger? Konwersacja z tobą jest dzisiaj doprawdy… niemiła. Chyba nie przejęłaś się tym co powiedziałem wczoraj? W końcu my już tacy jesteśmy, źli, kłamliwi, bez skrupułów i tak dalej, a ty i tak nas polubiłaś. Więc co jest nie tak? – Draco złożył ręce na stole i położył na nich głowę. Wyglądał w tej pozycji o  wiele młodziej, wręcz dziecinnie. Hermionie coś się ścisnęło w sercu. Musi mieć dzieci jak tylko skończy Hogwart. Kochała je wszystkie, nawet te niegrzeczne i pyskate.
- Z wyjątkami – wycelowała w niego wiązką rozmarynu, mrużąc groźnie oczy. – Lecz cóż poradzić – zaczęła siekać zioło. –Potrzebuję twojej pomocy.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek to usłyszę. –powiedział, marszcząc trochę czoło. – A w jakiej sprawie konkretnie? Kokaina? Marycha? Bo dilerka to nie moja działka, ale – rozejrzał się na boki i z szeroko otwartymi oczami  dokończył resztę zdania szeptem – słyszałem, że Pomyluna sprzedaje dość tanio.
- Przestań, Malfoy – powiedziała sucho, choć rozbawiło ją to. – Nie możesz jej tak nazywać.
- Och, daj spokój, mówię to pieszczotliwie. – Zaczął siekać własny rozmaryn. Robił to w skupieniu i powoli, chyba nie chciał nic zepsuć przez swoje… rozkojarzenie. –Skoro ty mogłaś się okazać normalna i muszę przyznać, całkiem zabawna, to co z Pomyluną? Dała mi przepis na budyń waniliowy. To miłe, choć wolę śmietankowy. – Kiedy wszyscy w Hogwarcie stali się tak powaleni? To nie było normalne.
- Muszę wywalić ognistą na ławę, zanim zupełnie namieszasz mi w głowie, Malfoy.
- Ja tam chętnie – rozłożył ręce –Kiedy i gdzie? Może znów przestaniesz nazywać mnie Malfoyem, kuszące. I jeszcze ta wódka… Tak, zgadzam się.
- Nie dajesz mi dojść do słowa! – roześmiała się Hermiona. –Słuchaj. Możemy się dzisiaj jak najbardziej się spotkać –przy szukaniu antidotum dla Ginny. Mówiąc krótko, potrzebuję krwi paru osób z każdego domu, a ty chyba znasz tu wszystkich. Więc… Zrobisz to dla mnie? Pobierzesz parę fiolek krwi?- Na twarzy miała maskę opanowania, ale w oczach pozostał cień uśmiechu. 
- Tak. – odpowiedział i wrócił do rogatych ślimaków.
- Tak? Tak po prostu? – zdziwiła się Hermiona. – A… - nagle zrozumiała. - Co za to chcesz? – Była pewna, że żaden Ślizgon nie zrobi nic bezinteresownie. Gdzieś tu musiał być haczyk.
- Co ja chcę..? Chcę wiele rzeczy, Hermiono. Ale za to nic. Widzisz…  - ton jego głosu był lekko ironiczny. -Myślisz, że jestem niewiele w twoim życiu znaczącym, zadzierającym nosa dupkiem który z jakiegoś powodu jest nagle miły. I tak jest, rzecz jasna na razie, bo zamierzam poznać cię lepiej. Tyle że na razie- tu zrobił przerwę i uśmiechnął się tajemniczo-chcę żeby mój przyjaciel był szczęśliwy, a ustaliliśmy już, że nie będzie, jeśli Ruda umrze.
- Chcesz powiedzieć, że masz ludzkie uczucia? –spytała się Hermiona całkowicie poważnym tonem, jednocześnie sprawdzając  przepis. Jedenaście razy zamieszać zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Draco spojrzał się na nią z nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie uśmiechał się.
- Wyobraź sobie, że mam.
Przez chwilę pracowali w milczeniu. Hermiona poszła do szafki z ingrediencjami po składniki dla ich obojga. Kiedy odchodziła, do kieszeni wpadło jej coś jeszcze.
Wyłożyła wszystko na stół i wyjęła ze małego stosu to co było jej aktualnie potrzebne i zaczęła rozdzielać,  lepiej działały osobno. A chciała, żeby zadziałały bardzo dobrze.
- Co ty robisz? – syknął cicho Draco, ponieważ profesor Slughorn przechodził obok nich. – Kłów węża nie ma w przepisie! Nie wiedziałem, że chcesz stracić stanowisko pupilka Slughorna, ale chętnie przejmę je za ciebie, jak chcesz..
- Profesora Slughorna, Malfoy. Dziękuję za twą troskę, ale nie martw się o mnie. Po prostu patrz –uśmiechnęła tak jadowicie, jak jadowite były kły które trzymała na dłoni. – Ja po prostu dodam eliksirowi Dafne… trochę pikanterii.
Patrzył się na nie podejrzliwie, ale nie zaooponował. Hermiona powoli skoncentrował się na swoim zadaniu. Po chwili małe kły uniosły się i poleciały  -nie za długo, z tego miejsca nie musiały przenosić się daleko – prosto do kociołka Dafne. Dziewczyna akurat wesoło plotkowała z koleżanką i niczego nie zauważyła. ..Cóż’’ pomyślała mściwie Hermiona. „Zauważy jak doda rutę”
Po w chwili na korytarzu dało się usłyszeć stłumiony wybuch i wysoki, dziewczęcy wrzask dobiegające z sali eliksirów. Kilka gołębi siedzących na gzymsie odleciało.
- Panno Greengrass, niech się panienka nie martwi… to zniknie… - mówił rozgorączkowanej Dafne profesor Slughorn. –To znaczy… musimy odczekać pare tygodni, kły węża zawsze dają taki efekt…
- Pare tygodni!? Niedługo jest bal! – piekliła się Dafne. Hermiona doskonale rozumiała jej panikę. W końcu która dziewczyna chciałaby mieć w tak ważny dla siebie wieczór długi, czerwony nos wiedźmy z okazałą, sczerniałą  brodawką na czubku? – Ja ich tam nie dodawałam! Ktoś musiał mi to zrobić!- jej spojrzenie powędrowało na Pansy, jednak nawet głupi widziałby w tym momencie, że rozbawiona, ale i zdziwiona dziewczyna nie zrobiła tego. Kto nie przepadał za Dafne i był na tyle dobry z eliksirów żeby to zrobić.?Spojrzenie uczennicy domu węża powędrowało natychmiast ku dwójce Ślizgonów siedzących zaledwie kilka miejsc od niej. Ale dzisiaj był tam Ślizgon… i Ślizgonka. Hermiona uśmiechnęła się do niej przekrzywiając głowę jak ptak i pomachała dziewczynie samymi palcami, aż  tazagotowała się ze złości. No tak, przecież nikt jej nie uwierzy, że to była przecudowna Hermiona Granger. Dafne poczuła jak w oczach zaczynają jej zbierać łzy. Dlaczego wszystkie złe rzeczy spadały właśnie na nią?! Wybiegła z klasy. Uczniowie po chwili wrócili do zwykłych zajęć.
- Żadnych wyrzutów sumienia?- spytał się po chwili Draco znów marszcząc czoło.
- Żadnych. Zasłużyła na to . – odpowiedziała Miona. Chłopak nadal robił marsową minę. Jękneła z bezsilnością – Och, proszę cię Draco. Usunę jej to przed balem. Dbam o ludzkie odczucia, nie martw się.
- Jak chcesz Hermiono.
Znów chwilę pracowali w milczeniu.
- Ale Draco?
-Co?
- Musisz przyznać, że to było zabawne.
Na twarz chłopaka powoli wpłynął uśmiech.
ó   
Hermiona przygotowywała te rzeczy już od kilku godzin. Gdzie był Draco?! Jeśli ten arystokrata ją wystawił to nie ręczy za siebie. Większość z tych składników była droga albo skradziona z szafki profesora Slughorna. A jutro połowa z tego będzie do wyrzucenia. I jeszcze jej włosy, koszula…  Wilgoć zawsze tak na nią działała. Cholera! Niech się wreszcie zjawi!
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich Draco Malfoy z miną zdobywcy.
- Nie było łatwo… ale dla ciebie wszystko. Zdobyłem. – niósł zabawnie prawą brew i postawił na stole kilka fiolek opatrzonych nazwiskami. – Co dostanę w zamian?
- Myślałam że nic nie chcesz – Hermiona odwróciła się do niego i także uniosła brew. – Ale dobrze, skoro tak bardzo chcesz to mogę zaoferować ci parę godzin w moim towarzystwie, polegające na mieszaniu śmierdzących rzeczy i wypełnianiu moich poleceń. Co ty na to?
- No… powiedziałbym że mam ciekawsze rzeczy do roboty, ale skłamałbym, więc… co mam zrobić, szefowo?
Przez pare następnych godzin pracowali, śmiali się i rozmawiali. A gadali o wszystkim: O Blaisie, o Ginny, o Harrym, o Ronie ale także o rzeczach które nie miały większego związku z tym co robili: o planach na przyszłość, dzieciństwie… W pewnym momencie każde z nich pomyślało, że kłótnie przez te wszystkie lata były zwykłym marnotrawieniem czasu. Mieli rację.
- Nie wierzę, że to nic nie dało! –jęknęła Hermiona opadając na miękki fotel Pokoju Życzeń. – To jedne z najsilniejszych substancji jakie znam! I nie zachodzą żadne zmiany w krwi… Muszę iść po więcej rzeczy i … - nie dokończyła, ponieważ Dracon popchnął ją z powrotem na fotel i sam usiadł w sąsiednim.
- Prr, dziewczyno! Nie możesz się przemęczać. Czy wiesz, że jest druga w nocy? -  Hermiona zmarszczyła brwi. Nie czuła zmęczenia. –Ale, jako że oboje wciąż jesteśmy rozbudzeni przez te wszystkie świństwa, proponuję spożytkować tą energię w przyjemniejszy sposób –Wyciągnął z kieszeni dwie buteleczki. – To mało, ale znam pewne zaklęcie które sprawi, że nie skończy się tak szybko.
- Zamierzasz upić się Ognistą Whisky? O drugiej w nocy, w pokoju życzeń, ze mną?  - Hermiona poczuła rozbawienie.
- A czemu nie? Masz- wcisnął jej w ręke jedną z butelek. Przejrzysty trunek migotał w świetle pochodni. Zanim się obejrzała, Draco pociągnął ją za rękę zmuszając ją, żeby wstała. Wyczarował dwa kieliszki do których oboje nalali zdrowo. – Proponuję za coś wypić. Za coś, co ma sens.
Hermionie przyszło coś do głowy.
- Za przyjaźń. I miłość. – Draco spojrzał się na nią; w jego spojrzeniu czaiło się coś czego nie umiała odczytać.

- Racja. Za przyjaźń i miłość.

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział czwarty- O słodka niewiedzy


Zaskoczyły mnie, prawdę mówiąc te pozytywne komentarze. Myślałam, że rozdział napisałam, hmm, skomplikowanie, ale cóż! Bardzo wam dziękuję:D Będzie mi nudno na wczasach:C
Uprzedzam, rozdział trochę schizowy.
Piosenka na dziś? Może klasycznie, Czarny chleb i czarna kawa:   http://www.youtube.com/watch?v=YOSZweJ62BQ

Hermiona dopadła do przyjaciół szybciej niż wąż ślizgający się rozgrzanym piasku pustyni.
- Ron! Ginny! Na wszystkich bogów… Co..?- Hermiona bezwiednie zasłoniła usta ręką. Nie, to nie mogło się zdarzyć. Nawet nie chodziło o to, że oni zawsze wychodzili cało z opresji, Ron żył. Jeszcze. Hermiona nie dawała mu za dużo czasu, bo nawet jeżeli nawet dla kobiet nie znaleziono lekarstwa, to jak miała znaleźć lekarstwo dla chłopaka. To było niewykonalne, absurdalne, nie znała nawet lekarstwa na truciznę w ciele dziewczyny.
Bo na ciele Rona też widniało Koło Hekate.
Miona poczuła jak ogarnia ją rozpacz. Czy po kolei musiała tracić wszystkich których kochała? Zaszlochała bezsilnie i patrzyła jak łzy opadają i powoli obmywają piętno na ciele chłopaka. To było dziwne. Kiedyś go kochała. Teraz to też było silne uczucie, ale inne, jakby… braterskie? Nagle poczuła wzruszenie na myśl o tym, przed czym chłopak uchronił Ginny. Zrozumiała, że tak jak Lily uchroniła przed śmiercią Harry’ego, tak miłość Rona ochroniła Rudą, kiedy chłopak poddał się bezwarunkowemu odruchowi chronienia siostry.  Inaczej nie mógłby zostać naznaczany. W końcu był facetem. Musiała ich uratować, po prostu musiała. Już wiedziała co musi zrobić. W myślach układała już plan eksperymentów, będzie musiał pobrać parę próbek krwi… i ukraść parę rzeczy z szafki profesora Sluhtgorna. Poczuła jak ktoś delikatnie podnosi ją do pionu i niepewnie kładzie swoje ręce na jej ramionach. Zapłakała raz jeszcze i oparła się o klatkę piersiową jej pocieszyciela, a ten przytulił ją mocno i zdecydowanie, zamykając w stalowym, lecz jakże delikatnym uścisku.
- Kto mógł zrobić coś takiego? – usłyszała cichy szept Malfoy’a nad głową. Spojrzała w górę. To ten tak znienawidzony przez nią chłopak ją obejmował, zaś w jego oczach zobaczyła to samo przerażenie i obrzydzenie przemieszane z fascynacją które sama czuła.
- Ważniejsze: co to w ogóle, kurwa jest?! – Hermiona spojrzała się na Ślizgona zdziwiona, kiedy chłopak zdjął bezwładne ciało Rona, aby umożliwić Ginny oddychanie. Nie podejrzewała go o przeklinanie, najwyżej o picie, palenie i takie bzdety… I jeszcze że jako jedyny wpadł na to, żeby zdjąć Gryfona.  Ludzie mogli mówić, że Ślizgoni to tchórze, szuje i inne takie. Jednak Hermiona wiedziała. Byli sprytni, choć podatni na wpływy, byli odważni, jeżeli robili coś na czym im zależało, byli troskliwi, nawet jeśli dbali tylko o swoich. No i byli dość wredni, ale to miało jednak mniejsze znaczenie.
- To Koło Hekate. –Zdziwiła się, słysząc własny głos. Był zachrypnięty jak głos nałogowej palaczki. –Naprawdę, naprawdę czarna magia. Kobieca, ale podejrzewam, że ten ktoś co zrobił to Ginny, to chłopak, ktoś kogo znamy. Ale.. To jest trucizna która daje jej maksymalnie czterdzieści dwa dni. A na Rona… Pewnie zadziała jeszcze szybciej, Jeszcze nigdy nie napiętnowano tym chłopaka.
- Ktoś to zrobił Ginn już wcześniej? Spytał się Blaise, patrząc z ukosa na dziewczynę.
Nagle Hermiona spojrzała na niego uważniej.
- Blaise… - zaczęła, chyba po raz pierwszy używając jego imienia. – Czy ty wiesz coś na ten temat?
- Że jak?! –krzyknął od razu Blaise, a w jego oczach zobaczyła oburzenie. – Możesz sobie myśleć co chcesz, Hermiona… ale ja nigdy nie skrzywdziłbym Wiewiórki. Ona jest taka… niewinna – spojrzał na śpiącą dziewczynę. Nazwał ją Wiewiórką?
,, Nie rozumiem” – pomyślała Hermiona. – „Dlaczego mu wierzę?”
Ale zanim mu odpowiedziała, Ginn poruszyła się.
Hermiona delikatnie rozłączyła ręce Dracona leżące na jej obojczykach. Od chłopaka biło przyjemne ciepło, jednak ona musiała coś zrobić. Uklękła przy przyjaciółce.
- Ginn? –szepnęła. –Ginny, proszę, obudź się! – Potrząsnęła leciutko byłą Gryfonką. Oczy rudej zadrgały.
- Miona? –dziewczyna powoli otworzyła jedno czekoladowo-brązowe oko, potem drugie. Zamrugała.
- Ta, Ginny, już jesteś bezpieczna… - Herm walczyła z łzami. – Ale, Ruda, kochanie… Kto ci to zrobił?
- Ja… - dziewczyna zmarszczyła czoło. – Nie wiem. Szliśmy tu z Harry’m… doszedł do nas Ron, ale Harry musiał iść do sowiarni, wysłać list do Hagrida… więc Ron mnie odprowadzał, a potem… Złoto. Złoto- srebrne światło. Carnowłosy mężczyzna…
I znów zemdlała.
ó   
- Dobra. Ginny już tu zostawiam… Opiekuj się nią. Ronalda przenocujemy  w takim razie u nas, lepiej żeby nikt go nie widział. –Blaise łagodnie położył Ginny na łóżku. Wkurzy się, jak dowie się kto ją niósł.
- Dziękuję. Pewnie, że będę.- pociągnęła nosem Ślizgonka. Była naprawdę wdzięczna chłopakom, że przynieśli tu rodzeństwo. I wcale się nie patrzyła na całkiem niezłe (kogo ona oszukiwała, cudownie wyrzeźbione ) plecy Dracona, kiedy na chwilę odkładał Rona na kanapę.
- Trzymaj się Miona. Ja… Idę już, wypożyczę coś na ten temat z biblioteki. – Blaise uściskał ją. Hermiona w pierwszej chwili była zdziwiona… nazwał ją Mioną i przytulił. Jednak… poczuła jak w jej klatce piersiowej, tam gdzie biło jej serce, rozchodzi się ciepło. Jakby naprawdę byli jedną wielką Ślizgońską rodziną. Chłopak wyszedł. Przez chwilę zapomniała, że nie jest sama i po prostu stała wpatrując się w drzwi.
- Chyba powinnaś się położyć. – Drgnęła, słysząc głos  Dracona. Chciała się obrócić, coś mu odpowiedzieć, jednak w jednej chwili zrobiło jej się czarno przed oczami. Ostatnio często tak prawie mdlała, wszystko brało się z przemęczenia. Skuliła się, oczekując  uderzenia.
Ale ktoś złapał ją miękko.
- Chyba… chyba naprawdę jesteś zmęczona. A tobie... nic nie może się stać. –Draco uśmiechnął się samymi oczami, zabłysnął w nich wesoły ognik, który roztopił zwyczajowy lód, ukazując szarość, ale nie szarość smutnego poranka, tylko szarość pięknego morza o poranku.
Podniósł ją na ręce i lekko położył na łóżku. Przykrył ją kołdrą. ,, Szmaragdową ” –zauważył Malfoy.
- Draco?
- Co?
- Czy Ginny podoba się Blaise’owi? – Draco parsknął śmiechem. Każdy to już widzi? Pansy w końcu musiała mieć jakiś powód do zerwania.
- Ja bym to inaczej nazwał.  Dlaczego szepczemy? –spytał się, zmieniając ton szeptu na bardziej konspiracyjny, jakby byli dwoma spiskowcami którzy niczego się nie boją. Jednak rzeczywistość jest szara.
Ale przynajmniej tak szara, jak oczy Draco.
- Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości.à– oboje się roześmiali, jednak niepewnie, bo każde z nich myślało o mieszanych uczuciach do tej drugiej osoby. Czy mogli ze sobą rozmawiać o czymś tak potężnym i niezgłębionym jak miłość?
- Draco?
- Co?
- Dlaczego nam pomagasz?
Właśnie. Dlaczego pomagał?
- Nie myśl… Nie myśl od razu, że cię lubię Hermiono. Ja… jestem zafascynowany. Bo ty…nie masz brudnej krwi, o nie.- mówił bez ładu i składu. -  A mimo to tak było przez te wszystkie lata. A teraz troszczysz się, dajesz szansy, no i jesteś z mojego domu. A my – pochylił się tak, żeby włosy nie zasłaniały jego oczu, chciał żeby je widziała. Musi podciąć tę głupią grzywkę –dbamy o siebie nawzajem.  Nic więcej.
- Kłamiesz -stwierdziła jednak dziewczyna spokojnie, a z jej oczu można było wyczytać, że nie była ona ani przerażona, ani urażona.
- Skąd ten pomysł?
- Nazwałeś mnie Hermioną.
- A ty mnie Draco. –chwilę spędzili w ciszy.
- Wiesz więcej niż mi się wydaje, prawda? –spytała się go.
- Tak, Hermiono. Ślizgoni wykorzystują bardzo sprytną, pomagającą im przetrwać zasadę: Zawsze udawaj głupszego niż jesteś.
Po czym wyszedł, zabierając ze sobą Rona i zostawiając ją w mroku własnych myśli i uczuć.
ó   
Była na błoniach z Draconem. Śmiali się.  Było tak cudownie, a później miało być jeszcze lepiej… Hermiona pomyślała z rozrzewnieniem o pięknej karmazynowej sukience która czekał na nią w zamku. Miała iść na Bal z mężczyzną którego kochała, z Draco. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się, a on odpowiedział jej tym samym. Żyli w świecie idealnym bo nic nie mogło zabić ich miłości. To znaczy, coś… Nie, Hermiona nie mogła złapać tej myśli, lecz przestraszyła ją i zapragnęła być bliżej Draco. On dokładnie odczytywał jej niepewne nagle uczucia, bo obrócił ją do siebie, spojrzał na nią tymi cudownymi oczami i bez najmniejszego ostrzeżenia pociągnął na ziemię. Śmiali się, turlając w wysokiej letniej trawie. Wplótł jej we włosy lilię złotogłową, niewystępującą na wyspach brytyjskich.
„Jesteś taka piękna” szepnął jej czule. Objęła go, a on zaczął ją całować, od linii ramion, przez szyję, do kącika ust, oddalił się na chwilę żeby tym razem złożyć pocałunek na jej wargach….
Sceneria zmieniła się.
Była w Sali balowej. Miała.. Miała na sobie swoją sukienkę, lecz była w głębszym odcieniu czerwieni niż zapamiętała. Kiedy omiotła spojrzeniem salę, zrozumiała dlaczego. Wszędzie były trupy, wokół niej leżeli wszyscy których znała i kochała. Krew na jej dłoniach, sukience, dekolcie – była ich. Hermionę ogarnęło niezrozumienie. Czy to ona ich zabiła? Nie! Nie… Ona nie chciała. Przecież była cudowną, dobrą Hermioną! „ Czy aby na pewno? ” – spytał się jej kobiecy głos w głowie. Miona czuła, że jest jej, ale nie był tym samym głosem którym zwykle mówiła. Był jej prawdziwym głosem.,, Przyjęli cię do Slytherinu?” Hermiona zaczęła panikować, głos zaśmiał się cicho, szyderczo, ale  równocześnie jak starsza siostra; z miłością. „Nie głuptasie, nie zrobiłaś tego. Zrobił to ten sam co skrzywdził już dwie z osób które kochasz.” Mimo wszystko dziewczyna odetchnęła z ulgą.
I wtedy naprzeciwko niej pojawiła się Ginny.
Była blada, bledsza niż Hermiona zapamiętała. Rude włosy zaczesała w kok, usta pomalowała jaskrawą, czerwoną szminką. Sukienkę miała złotą, na cienkich ramiączkach, prostą, do ziemi, z pasem wykonanym jakby z ognia. Wyglądała pięknie, ale uśmiechała się smutno. Podniosła dłoń do ust i dmuchnęła, a z jej ust ułożonych w kółeczko wyleciał mały ptaszek, chyba bengalik. Zaczął tłuc się o okno chcąc wydostać się na wolność.
 „Piękny, prawda?” spytała cicho Ginny. Skrzydła ptaka były w tym samym odcieniu co włosy dziewczyny
. „Tak” zdołała jedynie odszepnąć Hermiona, a w ptaszka uderzyła błyskawica. Padł martwy na ziemie, a w dziewczyny uderzyły odpryski ze zbitej szyby raniąc je.
„To ja” powiedziała Ginny, krew spływała jej już po całej twarzy. Zaczęła się robić coraz bardziej przeźroczysta. Była się srebrna, nie tak złota jak dotąd. Hermionie nagle skojarzyło się to z ich przejściem do Slytherinu, Gryfońskie złoto, i Ślizgońskie srebro… A wtedy pojawił się Nott. Dziewczyna przypomniała sobie nagle… przecież to z nim miała iść na bal! Chłopak przeszedł przez Ginny, która rozprysła się na miliony kawałeczków, oblepiając ich oboje srebrnym pyłem. Nott objął ją, jednak był to uścisk zimny i brutalny.
„ Jesteś moja.”
A kiedy nie odpowiedział, zacisnął ręce mocniej i wyszeptał do jej ucha.
„ Nawet jeśli nie jestem tym, kogo szukasz.”
 A Hermiona poczuła, że ginie.
ó   
Dziewczyna obudziła się zlana potem.
Znowu te sny…
Nie rozumiała. Czy one miały wskazywać jej drogę? Czy to miało znaczyć, że… Teodor?  Niby wszystko się zgadzało. Ślizgon, czarne włosy…  Hermiona poczuła się dziwnie. Pczuła też wściekłość. Zaufała mu! Ale będzie teraz ciągnąć tą szopkę szczęśliwej pary aż dowie się jak odczarować Ginny. To jest priorytet.
Położyła głowę na poduszce, ale nadal czuła się dziwnie. Tak magicznie dziwnie. Wstała i poszła do toalety. Jej mama zawsze mówiła, że nie zaśnie, jeżeli po koszmarze nie pójdzie do toalety. To było… nienormalne, ciut, przyznaje, ale weszło jej w nawyk.
Kiedy myła ręce zauważyła, że coś jest nie tak.
Jej dłonie były…. Smuklejsze. Paznokcie też jakieś inne… nie obgryzione jak zwykle,  lecz zadbane i długie.
Podniosła oczy na lustro.
Krzyknęła cicho ze zdziwienia.
Zmieniła się. Na Merlina,  bardzo się zmieniła. Jej włosy były dłuższe, uporządkowane, spływające gładkimi falami po ramionach. Nos stał się ciut bardziej zadarty i pojawiły się na nim urocze piegi. Miała dołeczek w lewym policzku. Łuki brwiowe stały się wyraźniejsze, usta  pełniejsze. A jej ciało? Nadal była dość niska, ale teraz jej ciało miało kobiece krągłości.
 Spojrzała ponownie w lustro.
Tylko jej brązowe oczy się nie zmieniły.
- Kim ja jestem?- spytała samą siebie, a jej głos był taki jak we śnie.




à Billy Szekspir, mój stary kolega xD, nie tylko po fachu… Naprawdę lubie te jego złote myśli.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział trzeci - Kto jest kim?

Rozdział trzeci – Kto jest kim?

Jeżeli ktoś zechce dowiedzieć się więcej o tym co napisałam w tym rozdziale, polecam książke Shaddow Hills: Nawiedzone miasteczko, oraz serię Dary Anioła.
Piosenka która pasuje? Oczywiście We Will Rock You dla dobrej atmosfery na meczu Quidditcha: http://www.youtube.com/watch?v=XMLiqEqMQyQ
Buźka i miłego czytania!

- Zabini! Blaise! Chodź tu, na gacie Merlina, bo potraktuję cię klątwą!
Blaise rozejrzał się. Szedł szkolnym korytarzem, kiedy usłyszał ten głos. Znajomy, ale jednocześnie nie za często przez niego słyszany. Wszedł do załomu w ścianie, z którego dobiegł go ten dźwięk.
Czekała na niego Ginny Weasley.
- Cześć, piękna. Czemu mnie wołasz? – Powiedział smutnym głosem. Dziewczyna prychnęła jak rozjuszona kotka.
- Daruj sobie, gdyby nie Hermiona, nie byłoby mnie tutaj. Mam ci to przekazać… i powiedzieć żebyś nie otwierał tego przy Malfoy’u – chłopak zesztywniał słysząc ostatnie słowa. Powoli podniósł głowę znad liściku który dała mu Ginny i spojrzał na dziewczynę.
- Co takiego – zaczął, ostrożnie dobierając słowa – chce ode mnie Hermiona, najmądrzejsza Gryf… ojć, przepraszam, Ślizgonka – powiedział z jadowitym uśmieszkiem, patrząc jak policzki Rudej czerwienieją – że nie mogę się z tym podzielić z Hrabią Draculą?
- Hrabią Draculą? – Dziewczyna zignorowała jego pytanie i otworzyła szeroko oczy. – Serio? Nie wpadliście na nic bardziej tandetnego?
Ani się obejrzała, a Blaise już przygwożdżał ją do ściany.
- Nigdy – spojrzał jej głęboko w oczy – ale to nigdy nie mów o rzeczach o których nie masz pojęcia. – i puścił ją.
- Na Merlina. – Powiedziała dziewczyna trzymając się za gardło. – Ty jesteś psychopatą.
- Do usług – zaśmiał się cicho Zabini. Ginny odeszła, oglądając się za siebie raz po raz.
Ślizgon patrzył się na nią jeszcze chwilę, a potem otworzył list. Notka w nim zawarta była krótka, napisana ładnym i drobnym pismem.


Zabini!
Mam do Ciebie wielką prośbę. Wiem, będę Ci za to winna przysługę, ale lepsze to niż to czego chcę uniknąć. Widzisz, założyłam się z Malfoy’em: Jeżeli na najbliższym meczu Gryfoni wygrają, mam iść z nim na randkę, jeżeli Ślizgoni – idę na Bal Bożonarodzeniowy razem z Theodorem. Błagam, choćby Cię prosił (ale ty z nim nie gadaj!) to grajcie jak najlepiej. Wolę w końcu tę drugą opcję.
Będę w barwach Slytherinu!
Hermiona



Zabini wykrzywił usta we wszystkowiedzącym uśmieszku. A więc była Gryfoneczka leci na Notta, a Dracona odpycha? Hmm, może by jej pomóc.  Choć… Blaise lubił Notta, ale jeszcze bardziej lubił Dracona i chciałby mu pomóc w nowym podboju... Z drugiej strony nie było warto robić sobie wroga w kimś takim jak Hermiona i tracić zwycięstwo w Quidditchu dla kolejnego szatańskiego planu Draco. Nie, to by było bez sensu. Lepiej sprawić żeby Miona padła Nottowi w ramiona.
Chłopak odszedł w kierunku lochów pogwizdując jakąś wesoła melodię.

~~*~~

Ginny weszła do pokoju jej i Hermiony trzaskając drzwiami. Co za dupek! Ruda nie czuła potrzeby żeby kiedykolwiek jeszcze odezwać się do Blaise’a. Pacan. Rzuciła się na łóżko i otworzyła podręcznik do transmutacji.
- I co? – Hermiona pochyliła się nad nią wyjmując słuchawki z uszu. Cicho leciała piosenka, ,,Paradice City”.  Ginny nigdy nie zrozumiała hardrockowych upodobań muzycznych Hermiony. To nie pasowało do jej wierzchniej fasady.
- I nico. – Odburknęła Ginevra.
- Gadałaś z nim w ogóle?
- Oczywiście, że tak. – Ruda gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na Hermionę. – Ale z tym palantem nie da się rozmawiać. Dałam mu tą kartkę, pewnie. Tylko, że psychopata się na mnie rzucił bo go obraziłam. Tylko leciutko, przysięgam – dodała, widząc chmurną minę Hermiony i wiedząc, że zanosi się na kolejną pogawędkę o radzeniu sobie z gniewem.
- Jak to cię złapał? – Hermiona miała taką minę z zupełnie innego powodu. – Ten idiota ci coś zrobił?
- Nie, spokojnie… - zaczęła Ginny, bo Hermiona już zaczęła oglądać jej całą szyję.
- Tu nic nie ma… Tu też w porządku – mruczała do siebie dziewczyna – podnieś koszulkę – nakazała przyjaciółce.
Ginny z ociąganiem zrealizowała tę prośbę. Wiedziała, że Zabini nie złapał jej tak mocno. Wręcz przeciwnie, dotknął ją stanowczo, lecz lekko jak płatki róże muskające czyjeś usta. To ona spanikowała, chłopak nie chciał zrobić jej krzywdy, a jedynie pokazać swoją dominację. W tych smutnych, łagodnych, choć jakże przebiegłych oczach nie było agresji. Musiała jednak pozwolić Hermionie na wstępne oględziny. Była pewna, że dziewczyna niczego nie znajdzie.
Myliła się.
- Ginny... Co to jest? – spytała się teraz dziewczyna grobowym głosem dotykając lekko palcem jej skóry jakieś pięć centymetrów nad paskiem jej spodni. Ruda poczuła ból i niezrozumienie. Jak to? Przecież Blaise jej tam nie dotykał, co więcej, nie przypominało jej się żeby zarobiła coś bolesnego w tym miejscu. Na pewno nie na treningu Quidditcha, wybory do drużyny Slytherinu miały być dopiero nazajutrz.
Przypomniała sobie jednak wszystko kiedy tylko zobaczyła ten znak.
- Ja… - Cofnęła się i upadłaby gdyby nie Hermiona. – Ja nie rozumiem…  Dlaczego on… Nie patrz na to Miona! – Obróciła się nagle do przyjaciółki  z szaleństwem w oczach. – Nie patrz na to! Nie możesz! Ja… Sama znajdę lekarstwo. – Łzy popłynęły z oczu Rudej, kiedy zamknęła się w ich łazience.
Hermiona spojrzała na zamykające się drzwi z przerażeniem i zdumieniem. Co tu się, u diabła działo? To co miała Ginny na plecach… Koło Hekate, matki wszystkich czarownic… wymagało naprawdę czarnej magii. Używały go wszystkie wielkie czarownice, wielkie i złe. A skoro zaczęło zatruwać ciało Ginny… Nie! Hermiona odepchnęła od siebie tą myśl. Jakoś jej pomoże i znajdzie tą, która to zrobiła. Bo mało prawdopodobne żeby jakiś czarodziej to zrobił. Czarownice, podobno, pochodziły od Hekate i dawniej to ją czciły, były Córami Hekate, natomiast czarodzieje mieli być półdemonami, dżinami, dziećmi Lilith. Zdarzało się ludziom dosłownie nabić czarodzieja w butelkę. Rzecz jasna, Hekate to była ta dobra. Jednak wykorzystywanie jej koła wzmacniało potęgę czarownicy. Jeżeli ktoś włożył tą moc do piętna którym naznaczono Ginny, to było z nimi naprawdę krucho.
Hermionę powoli ogarniała senność. To by męczący dzień. W łazience cicho szumiała woda. Co prawda coś nie dawało jej spokoju, ale… pomyśli o tym jutro. Znajdzie lekarstwo na truciznę która zatruwa organizm jej przyjaciółki. Na razie musiała spać…
Dziewczyna zapadła w płytki, niespokojny sen. Nawiedzały ją koszmary, mary senne na temat okropności jakie spotkały czarownice. Palenie na stosie… topienie… trucizna powoli zabijająca każdą kobietę która została naznaczona Kołem Hekate…  „Ja nie rozumiem…  Dlaczego on… Nie patrz na to Miona!”
Hermiona wybudziła się całkowicie, usiadła i spojrzała na Ginny. Spała spokojnie jak mały aniołek.
Dlaczego on…
Nie ona.

- Dasz sobie radę. Jesteś najlepsza! – Hermiona przytuliła przyjaciółkę i poprawiła kołnierz jej szaty. Czasami czuła się jak druga matka Rudej.
- No nie wiem, Miona. Ślizgoni nigdy nie przyjmują dziewczyn do swojej drużyny – Ginny nadal miała wątpliwości.
- Ponieważ dziewczyny ze Slytherinu to rozpuszczone, plastikowe paniusie – Hermiona mówiła z pewnym bólem w głosie, w końcu teraz same były Ślizgonkami. – A ty masz naturalny talent i wiele godzin treningu za sobą. Nie ma opcji żeby cię nie przyjęli!
- Nie masz racji.- Westchnęła Ginn. – Ale dobrze, pójdę.
Miona patrzyła jak jej przyjaciółka schodzi w dół trybun i staje pomiędzy innymi Ślizgonami. Co dziwne, teraz była pewna jej wygranej.
- Hej Miona. Nie wiedziałem, że latanie na miotle cię zainteresowało. – Harry usiadł zaraz obok niej. Hermiona zauważyła, że stał się jeszcze chudszy niż zwykle, a pod oczami pojawiły mu się cienie. W ogóle wyglądał tak… niezdrowo.
- Nie ma głupich. – Herm uśmiechnęła się jedynie połową twarzy. Coś ją w Potterze niepokoiło. – Ale przyszłam kibicować Ginny. A ty?
- Ja też – mruknął, chociaż nie patrzył się na Ginn która właśnie wzlatywała w powietrze. Wyglądało to raczej na obserwowanie strategii Ślizgonów. Hermiona po raz kolejny zapłakała w myślach z powodu braku jakiejkolwiek romantyczności w Harrym. Biedna Ginny.
A skoro o Ginny mowa…
- Świetnie dzisiaj lata – powiedział nagle Harry, wskazując podbródkiem na Ginn. Rzeczywiście, przez swoje włosy dziewczyna wyglądała jak kasztanowo – zielona plama. Latała szybciej, rzucała mocniej. Hermiona zmartwiła się. Czytała o tym.  Wczorajszej nocy, kiedy obudziła się zlana potem wskoczyła w szlafrok i jakoś wybłagała od pani Pince pozwolenie na wejście do biblioteki, co nie udałoby się gdyby normalnie nie spędzała tam całego swojego życia. W księgach wyszperała trochę więcej na temat Hekate. Była ona znacznie potężniejsza niż się spodziewała.



,,HEKATE”[i]
„To Bogini starożytnej Grecji, opiekunka czarownic. Na klasycznych rzymskich klejnotach przedstawiana była na tronie, w swojej potrójnej postaci, z trzema głowami i trzema parami ramion, w których trzymała sztylety, bicze i pochodnie. U jej stóp spoczywały zwinięte dwa wielkie węże. Tego rodzaju rzeźbione klejnoty służyły jako amulety ludziom uprawiającym tajemne nauki. Hekate jest starożytną boginią, uznawaną za starszą od greckich bogów Olimpu występujących w klasycznych mitach. Czcił ją nawet sam Zeus, który nie przeciwstawiał się jej mocy panowania nad życiem i śmiercią każdego człowieka. Jej władza rozciągała się na trzy światy: niebo, ziemię i podziemny świat duchów. Potrafi on więzić i uwalniać duchy wszelkiego rodzaju. Z tego też powodu była honorowana i wzywana przez magów i czarownice. Przede wszystkim jednak pozostaje Hekate związana z Księżycem i z innymi lunarnymi boginiami - Dianą, Artemis i Selene, z którymi zresztą ją utożsamiano. Jej potrójny aspekt przejawia się poprzez trzy fazy Księżyca: Księżyc rosnący, Pełnię i Księżyc malejący. Według starożytnego gnostycznego tekstu "Wyroczni Chaldejskich", pisanych w języku greckim, Hekate jest Wielką Matką, życiem wszechświata. Magowie wzywali Hekate używając jej sygillum - sierpa Księżyca z dwoma punktami u góry i trzecim pomiędzy nimi.”


Zaskoczyły ją te węże. Były tak związane ze Ślizgonami…
Jednak dalej znalazła coś straszniejszego. O wiele, wiele straszniejszego.
[ii],,… a osoby naznaczone Kołem z początku czują się dobrze; są szybsze, silniejsze i sprytniejsze. Stan ten utrzymuje się maksymalnie trzynaście dni, później zarażona osoba słabnie. Po pewnym okresie czasu (od trzynastu do dwudziestu dziewięciu dni) delikwent umiera, a jego zwłoki czernieją. Nie znaleziono jeszcze lekarstwa na tę chorobę…”
Poniżej widniały jeszcze specyfiki jakie wypróbowano jak dotąd, jednak Hermiona przeczytała je pobieżnie, w głowie dudniła jej krew.
delikwent umiera
Dziwił ją też fakt, że nad ranem Ginny znów nic nie pamiętała.
Sama Hermiona też czuła się dziwnie. Dlaczego tak szybko zasnęła?
- Wow! – Rozentuzjazmowany  głos Harry'ego wdarł się do jej myśli. Hermiona podniosła głowę i zobaczyła jak Ginny robi efektowny obrót powietrzu. To dobrze, że zapomniała choć na chwilę o zmartwieniach.

~~*~~

- Proszę państwa, co to za trafienie!! To już trzynasty gol Slytherinu, Zabini i Weasley są dziś w niesamowitej formie, strzelają bramkę za bramką. Normalnie co to za mecz! Ale Robinson już podaje do Thomasa, co to za dziewczyna…
Hermiona uśmiechnęła się do siebie. Chociaż McLaggen był strasznym dupkiem, trzeba było mu przyznać, że komentował nieźle. Podgryzła przyniesiony przez siebie popcorn.
- Ale co to? Potter zanurkował, czyżby Bliznowaty zobaczył znicz? Malfoy za nim, ale trzeba przyznać, że ten… no dobra, Ślizgon coś niemrawo dziś gra.
Rzeczywiście na boisku coś się działo. Wszyscy widzowie wstali, a Hermiona wstrzymała oddech razem z nimi. Spojrzała szybko na tablice wyników. Jeżeli Harry złapie znicz Gryfoni wygrają przewagą pięćdziesięciu punktów, jeżeli Draco, wygrają Ślizgoni. Cholera. Cholera. Czemu, do cholery, Draco nie łapie tego znicza?! Właśnie. Hermiona nagle coś sobie uświadomiła. Przecież jeżeli Gryfoni wygrają, Draco będzie musiał iść na randkę ze szlamą. Tego by przecież nie zniósł. Dziewczyna nigdy nie rozumiała, dlaczego Draco, nie znając ludzi, lubił tych idiotów którzy byli  z jego domu, a wszystkimi innymi, nawet fajnymi ludźmi, gardził od samego początku. Ale i tak wtedy, w Malfoy Manor…  Draco ich nie wydał, choć wiedział kim oni są, ryzykował dla nich życiem.  Hermiona widziała strach w jego oczach. Widziała, jak okazuje go kiedy czegoś się bał. Ale… Nagle spojrzała na to z innej perspektywy. Gryfoni od zawsze byli dzielni i dumni. I głupi. Ślizgoni nie bali się okazywać strachu. Nagle Hermiona, która myślała, że już nic jej nie zaskoczy zrozumiała, że medal ma dwie strony, obie dobre, jeżeli wykorzystane we właściwym celu. Co za mądra myśl.
- NIE, LUDZIE, JA NIE WIERZĘ! Pani profesor, czy coś się już takiego kiedyś zdarzyło?! Ile ja mam za to przyznać punktów?
Hermiona wyrwała się ze swoich niezwykle wzniosłych myśli i spojrzała na boisko.
- No ja nie wierze… - szepnęła.
Harry trzymał znicz.
Dracon też.
- Proszę wszystkich o spokój! Spokój! – Profesor McGonagall magicznie pogłośniła głos. – To nic takiego. Po prostu… obie drużyny dostaną po siedemdziesiąt pięć punktów… Panie McLaggen ile to będzie?
Cały stadion wstrzymał oddech w oczekiwaniu. Powoli słuchali przeskakujących cyferek.
Wyświetlił się wynik:  Gryffindor -125 punktów, Slytherin -205
Połowa stadionu ryknęła z radości. Hermiona też.

Hermiona szła do zamku promieniejąc z radości. Nott… Theodor bardzo się ucieszył kiedy oznajmiła mu, że pójdzie z nim na Bal. Harry poszedł na romantyczny spacer z Ginny. Wieczorem miała być impreza w pokoju wspólnym Slytherinu.
- Tak samotnie idziesz?
Obróciła się. Nie zauważyła, kiedy Malfoy do niej podszedł. Nawet się jeszcze nie przebrał szmaragdowej szaty. Dolatywała od niego subtelna woń potu zmieszana z intensywną wonią piżmowych perfum. To był… miły zapach, o dziwo.
A do Hermiony wróciło pewne wspomnienie z szóstej klasy…
,,- To najsilniejszy eliksir miłosny na świecie!
- Zgadza się! Rozpoznałaś go, jak sądzę, po tym szczególnym, przypominającym macicę perłową połysku?
- I po parze wzbijającej się w charakterystycznych spiralach – odpowiedziała z zapałem Hermiona. – Natomiast jego zapach każdy odczuwa inaczej, w zależności od tego, co kogo najbardziej pociąga. Ja czuję woń świeżo skoszonej trawy, nowego pergaminu i…
Nagle urwała, rumieniąc się lekko.”
Hermiona poczuła wtedy bardzo silną woń męskich, piżmowych perfum. Przez następne tygodnie… cóż, wąchała wszystkich chłopaków jakich znała żeby sprawdzić który był tym tajemniczym jedynym. To były dokładnie takie same perfumy jakie nosił Dracon Malfoy. „Nie...” pomyślała Miona „Tak mi się tylko zdaje. Draco jest tak naprawdę nic nie znaczącym dupkiem. Nie cierpię go przecież!”
- A co, chcesz iść ramię w ramię ze szlamem? – Spytała złośliwie. Malfoy zastanawiał się chwilę.
- Wiesz… teraz wydaje mi się, że nie jesteś taka zła. Zresztą… jesteś pewna, że w twojej rodzinie nie ma czarownicy lub czarodzieja?
Zatrzymała się gwałtownie. Draco też przystanął i spojrzał się na nią poważnie tymi pięknymi, szarymi oczami.
- Co ty insynuujesz, Malfoy? – Wysyczała przez zaciśnięte zęby. – Tak, jestem pewna.
- A ja nie. – Podszedł bliżej, tak, że ich oddechy mieszały się na zimnym powietrzu. – Widzisz… To niemożliwe żeby do Slytherinu przyjęli kogoś kto nie jest czystej krwi. A już na pewno nie kogoś kto przez tyle lat był w Gryffindorze. - Pochylił się jeszcze bardziej…
- Hejaaaaaaaaaaa! – Blaise wskoczył między nich i objął ramionami. – A o czym wy tu tak plotkujecie, słodziaki?
- O tym że chyba jesteś gejem, Zabini – roześmiał się Draco. – Kto normalny mówi ,,Słodziaki” i rozstaje się z taką ładną dziewczyną, jaką jest Pansy?
- To ona się ze mną rozstała, pysiaczku.
Hermiona stłumiła śmiech. Zabini mógł sobie być nienormalny, ale był naprawdę fajnym gościem. Zdziwiła się jednak, że Pansy rozstała się z chłopakiem. Myślała, że mopsica już sobie wybiła Malfoya z głowy i szuka kogoś na całe życie.
Doszli do zamku i skierowali się do lochu w gwarze śmiechu i wesołych uwag. Dopiero kiedy znaleźli się już blisko pokoju wspólnego, Hermiona przystanęła.
- Słyszeliście?
- Co? - Zapytał się głupio Zabini, a Draco nastawił uszy jak pies. Hermiona była zbyt zaniepokojona żeby pomyśleć „jak fretka”.
- Ten  jęk. Jęk bólu. – Hermiona rzuciła się  w stronę gdzie usłyszała dźwięk, a dwaj Ślizgoni podążyli za nią.
Na końcu korytarza leżały dwie osoby. Nie była to jednak żadna miłosna scena. Pierwsza sylwetka, należąca do chłopaka, leżała na drugiej jakby próbowała ją obronić. Wyglądali na rannych.
I chłopak i dziewczyna mieli płomiennorude włosy.
- RON! GINNY!




[i] http://paganwheel.w.interia.pl/bogowie/boginiek.html
[ii] Od razu zaznaczam że jest to mój wymysł, całkowita fikcja literacka.


 Uff, jest. Nie spodziewałam się, że ten  blog mnie tak wciągnie. Ale zaczynam już rysować tylko Dramione... W sumie to fajne:D Smutno mi, że będę musiała przerwać na dwa tygodnie, ale obiecuje, że i tak będzie wtedy pewna niespodzianka:)
See you later!
Serafino.Ink, Heart.25