czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział trzydziesty - Jest cienka linia między miłością, a nienawiścią.

Wraca córa marnotrawna!
Buźka, kochani. Dużo czasu minęło od ostatniego posta i czuję się z tym źle jako cholera. Ale cóż - tęskniliście? Anyway, pewnie was ciekawi inna kwestia. Tak, zostaję. Dociągnę to do końca, napiszę następny i jeszcze potem następny blog ( a później zyskam światową sławę ). Więc... Gimnazjalistom jeszcze życzę na jutro szczęścia, a wam radości z rozdziału!
Serafino
Ps. Ogląda ktoś Supernatural? Jak tak, wolicie Sama, czy Deana? U mnie zdecydowanie team Dean <4

Hermiona w życiu by tego teraz nie przyznała, ale czuła się głupio.
Była wysmarowana jakąś dziwną mazią od czubka głowy do małych palców u stóp i stała w jakimś wielkim kółku z odrobinę niepokojącym pentagramem, znajdowała się w pałacu królowej świata umarłych i musiała uważać, żeby nie zobaczyła ich żadna ważna persona… Bóg, na przykład.
- Dobra.  Teraz  czytamy jakieś tajemne, łacińskie formuły, aby nas… wróciło? – spytał się Ron. Stał parę metrów od niej, a jego pomarańczowe włosy wyjątkowo niekorzystnie kontrastowały się z czerwoną mazią.
- Nie. Teraz mamy się teleportować – Draco przewrócił oczami  i rzuciła Hermionie spojrzenie mówiące „On tak zawsze?”. Dziewczyna pokręciła na niego głową z przyganą, ale jej spojrzenie pozostało czułe. Niedługo wrócą, wszystko się ułoży… Będą żyć długo i szczęśliwie. Tak?
Tak.
- A więc widzimy się na górze? – spytał się Dracon. Hermiona pomyślała, że wygląda prawie tak radośnie jak ona się czuje. Oczy pałały mu blaskiem, cieszył się jak dziecko przed gwiazdką.
- Na górze – wyszeptała Hermiona, zamykając oczy. Ostatnią rzeczą jaką widziała, zanim czerń pochłonęła jej wzrok, był on.
A potem się teleportowała.
·          
Na początku było normalnie. Ssanie w żołądku, jakby lekki kac – zawsze tak się działo podczas teleportacji. Uczucie przenoszenia, przeciskania, wiru.
Lecz nagle wszystko zaczęło się walić.
Hermiona poczuła jak całe jej ciało drży, najpierw słabo, w następnej sekundzie mocniej.  Uderzyła w niewidzialną ścianę, jedną, drugą. Przed oczami zaczęły tańczyć jej kolorowe plamy.
I wszystko się skończyło. Leżała na czymś twardym i rozpaczliwie próbowała złapać powietrze, które umknęło gdzieś podczas upadku.
- Hermiona! – usłyszała gdzieś z boku zduszony głos, ale nie przejęła się nim. Lepiej były wpatrywać się w znajomy sufit. Coś jej przypominał… salę balową? Bibliotekę? Merlinie, udało się! Była w bibliotece Malfoy’ów, patrzyła na te samo co kiedyś kremowe sklepienie. Tylko dlaczego było tu tak zimno jak w lochu? Przecież tu był kominek.
Pochylili się nad nią dwaj chłopacy. Jeden o włosach koloru zbliżonego do écru, drugi z kudłami jak marchewki. Wyglądali na zaniepokojonych.
- Dobrze być w domu, co? -  spytała się cicho. I zemdlała.
·          
- Jak to nie udało się? – Hermiona wyprostowała się na szerokim otomanie. Co ten Ron gadał? Dlaczego znajdowała się wciąż w swoim pokoju w Kranie zmarłych?
- Herm. Po prostu. Nie udało się , więc leż jeszcze – pchnął ją delikatnie z powrotem na miękkie poduszki, zaciskając szczękę. – Raz już zemdlałaś, a ja odpowiadam za to, żebyś nie zrobiła tego znowu do powrotu Draco.
- Świetnie -  z miną naburmuszonego dziecka umościła się wygodniej na wypchanych pierzem poduszkach. – Ale widziałam sufit. Taki jest w bibliotece Malfoy’ów.
- Widziałaś sufit sali balowej w której się teleportowaliśmy. Pewnie są podobne –Powiedział ze znużeniem w głosie.  Hermiona dopiero teraz zauważyła, jak źle wyglądał. Miał ciemne wory po oczami i ziemistą cerę, zupełnie jakby nie spał od paru dni. Ona czuła się źle, prawda, ale właśnie zdała sobie sprawę, że zapomniała o swoim przyjacielu. Jak długo była dla niego tak samolubna?
- Potrzebujesz snu – stwierdziła rzeczowo, przesuwając się na tym sofo-podobnym meblu. Odgarnęła z siebie koc. – No właź. Pogadamy jeszcze, ale im wcześniej zaśniesz tym lepiej.
- Mam wejść z tobą do łózka? Wiesz jak to wygląda, prawda? – Ron popatrzył się na nią z dziecinnym niedowierzaniem na twarzy.
- Och, daj spokój. Jesteśmy przyjaciółmi, zapomniałeś? Przyjaciele nie czują się niekomfortowo, nawet leżąc ze sobą pod jednym kocem. – przechyliła głowę, patrząc na niego z przyganą. Myślał, że zaprasza go do swojego łóżka? Ta, jasne.[i]
Ron popatrzył na nią niepewnie i z podejrzliwością, ale zaczął zdejmować buty. Chociaż w ubraniu, położył się koło przebranej w delikatną koszulę nocną Hermionę. Dziewczyny okryła ich oboje kocem i ułożyła się tak, żeby obojgu były wygodnie.
- Dobra. Draco mówił, czemu mogliśmy się nie przenieść? – spytała się rudowłosego, który leżał już z zamkniętymi oczami. Nie spał jednak.
- Przypuszcza, że ten świat jest jak lustro weneckie. Możesz do niego wejść… ale wyjść już nie.
- Czyli innymi słowami wszystko zawaliliśmy – westchnęła Hermiona. – Przeklęta Morgana. – dodała ze złością.
- Ma być stracona  jeszcze jutro. Ileś tam po zmroku – powiedział sennie Ron. Hermiona spojrzała się na niego z dziwnym wyrazem w oczach. Co?
- CO? – powtórzyła głucho swoje myśli.
- Uznali ją za niebezpieczną. Za psychopatkę. No i stwierdzili, że należałoby ją wyeliminować. Jest gdzieś tu… w pałacu.
- Wow. Należy jej się – powiedział z, mimo wszystko, lekkim szokiem. Po prostu ją… zetnę? Powieszą? Mieli dwudziesty pierwszy wiek, ale tutaj to  można się było wszystkiego spodziewać. Spojrzała na Rona, chcąc zapytać się o jego zdanie w tej sprawie, ale chłopak już… spał.
Dziewczyna spojrzała na niego z nagłą czułością w oczach. Wyciągnęła rękę i odgarnęła mu parę rudych kosmyków z czoła. Wyglądał… inaczej, kiedy spał. Niemal mogła sobie przypomnieć, dlaczego się w nim zakochała.
Poprawiła swoją poduszkę i zasnęła z czołem na ramieniu chłopaka.
·          
Kiedy się obudziła, za oknem było już ciemno, a w fotelu siedziała samotna postać ze spuszczoną głową i splecionymi palcami. Hermiona uśmiechnęła się sennie, widząc jasną czuprynę.
- Powinnam powiedzieć dzień dobry, czy jeszcze dobranoc? – zapytała ze śmiechem czającym się gdzieś w głębi gardła. Draco podniósł głowę.
- Już dzień dobry, choć dla ciebie wciąż dobranoc – powiedział zmęczonym głosem, uśmiechając się jednak kącikami ust. – Ale nie wmówisz mi, że w tej pozycji było ci wygodnie.
Hermiona spojrzała na otoman. Rzeczywiście, musiała być zwinięta na precel, Ron strasznie się rozpychał. Chyba nawet miała odciśnięty guzik z jego mankietu na twarzy. Potarła go ręką w lekkim zażenowaniu.
- Przyznaję – uśmiechnęła się przepraszająco. – Chyba domyślam się, czemu się obudziłam. – Wstała i, chwiejąc się, przekroczyła nad pochrapującym Ronem i stanęła na zimnej podłodze. Podwinęła odrobinę palce, czując chłód marmurowych posadzek i zadrżała. Z nagłym błyskiem w oku spojrzała na chłopaka. Wyglądał bardzo… gorąco w tym chłodnym półmroku. Podbiegła więc do niego o i się przytuliła. A co, zimno jej było jak cholera.
Poza tym, poza bijącym od niego ciepłem jak od kaloryfera, miło było też przytulać się do kaloryfera umieszczonego na jego brzuchu. 
- Chyba oszczędzają na ogrzewaniu – szepnęła, przyciskając ucho do jego klatki piersiowej. Pod warstwą mięśni gładkich biło serce, słyszała jak przyśpiesza i zwalnia co chwila.
- Niewątpliwie – zaśmiał się gdzieś nad jej głową i przytulił mocniej. – Choć. Musisz się wyspać.
- On zajął moje łóżko – wskazała kciukiem za siebie. Draco spojrzał w tym kierunku i prychnął jakoś dziwnie.
- Ten pałac jest ogromny. Jestem pewien, że znajdziemy ci jakieś łóżko. Chodź – pociągnął ja do drzwi i na jeszcze zimniejszy korytarz. Szli chwilę w milczeniu.
- Jesteś jakiś milczący – zaśmiała się cicho Hermiona. Ona miała o wiele lepszy humor od niego.
-  Jestem smutny – wygiął usta w grymasie.
-  Bo? – zmarszczyła brwi dziewczyna. Nie rozumiała go. Przecież wszystko było w znakomitym porządku.
- Bo? Hermiono, czy ty siebie słyszysz?-  Zatrzymał się i stanął twarzą do niej z dziwnym błyskiem w oku. – Nie udało się. Nadal jesteśmy martwi. Martwi na amen, do cholery.
- Wiem  - powiedziała Hermiona, odrywając nieposłuszną skórkę od paznokcia.
- Wiesz – powtórzył głucho. – Wszystko czego chciałaś… to, czego pragnęłaś… wali się, rozpada w perzynę, a ty mówisz o tym tak beznamiętnie.
- A co mogę zrobić Draco? – podniosła ku niemu gwałtownie głowę, czując jak wstrzymywane wcześniej łzy zaczynają napływać jej do oczu. – Co? Bo ja myślę, że nic – uderzyła go piąstką w tors.  – Muszę wytrzymać. Muszę próbować. Muszę być silna, do cholery! Załamałam się w pierwszej chwili, ale przysięgam na wszystko w co wierzę, że nie popełnię tego błędu nigdy więcej! Odpycham to od siebie, Draco. Próbuję patrzeć na pozytywne aspekty. Mogę ci je  wymienić, chcesz? Ty. Ron. Jesteśmy tu przynajmniej razem. Morgana wkrótce dostanie za swoje. Mogę jeść, co chcę i nie martwić się, że przytyję. Mogę robić co chcę, bez żadnych zobowiązań. Mogę… Mogę… - dalsze słowa utkwiły jej w gardle. Nie mogła płakać, a to robiła. I to na dodatek przed Draco, merlinie, to było tak upokarzające!
Ale chłopak tylko przytulił ją do swojej piersi i trzymał mocno, mocno, mocno w objęciach.
- Nie wiedziałem, że wiesz o Morganie – powiedział cicho w jej włosy po paru sekundach.
- Ron mi powiedział. Dlaczego trzymaliście to w tajemnicy? – ona także szeptała, a jej słowa były zdławione przez łzy.
- Obawiałem… obawialiśmy się jak to przyjmiesz. Głupi łasic – parsknął ze złością.
- Zawsze mów mi prawdę, Draco. Nawet jak będziesz chciał mnie chronić – powiedziała cicho, oczy kleiły jej się od łez i piasku zalegającego pod powiekami. Nie miała nawet siły się na niego złościć.
Zasypiając czuła jak chłopak podnosi ją delikatnie i słyszała, jak szepce jej do ucha.
- Dobrze, kochana. Nie ma rzeczy… Nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie zrobił.
Zasnęła.
·          
- Jak długo spałam?
To było pierwsze pytanie Hermiony, kiedy znów się obudziła.
- Jakieś 6-7 godzin. Tu nie ma zegarów – Dracon z uśmiechem popatrzył na zaspaną dziewczynę. Wyglądała uroczo z tą burzą loków, siedząc w wygniecionym ubraniu i podbitymi oczami.  – Rudy tu był. Chciał z tobą o czymś pogadać, ale kazałem mu spadać. – Draco uśmiechnął się do Hermiony szeroko. – Zbyt słodko chrapałaś.
Jednak Hermiona nie odwzajemniła uśmiechu. W zamyśleniu składała koc z łóżka w którym spała. Sprawdzała wszystkie kąty z niezwykłą dla niej dokładnością. Zwykle składała je byle jak.
- Jesteś o niego zazdrosny – stwierdziła w końcu. Obróciła się do niego, odrzucając koc za siebie. – Te wszystkie twoje krzywe spojrzenia i głupie komentarze… to zwykła zazdrość.
- Nie mam o co być zazdrosny – poprawił pozycję na twardym krześle.
- Och, nie? Nie boisz się, że znowu się w nim zakocham? – w głosie dziewczyny zabrzmiał tryumf, kiedy wypowiedziała te słowa z odrobinę jadowitym uśmiechem.
- A powinienem? – wstał gwałtownie i przemierzył dzielącą ich odległość w dwóch susach. Stanął parę cali od niej z dzikością w oczach. – Ja jestem w tobie zakochany od dawna, Hermiono, zbyt dawna, żeby nagle zmienić zdanie. Ale ty kochasz mnie od niedawna i niczego nie mogę być pewien. Zwłaszcza, kiedy on patrzy na ciebie, jak patrzy cały czas odkąd tu jestem! – ostatnie zdanie wykrzyczał i z bezradnością w całej postawie usiadł na zimnej podłodze, opuszczając głowę.
Przez chwilę panowała cisza.
- Ty nie wiesz. Ja wiem – powiedziała cicho dziewczyna. W jej oczach nawet nie było śladu łez. -  Kocham Rona jak brata. Od zawsze tak było. I wiele bym dla niego zrobiła, ale to nie jest to samo, co czuję do ciebie. I wiem, że będę cię kochać aż po grób, ale nie będę z tobą, nawet z całą tą miłością, jeżeli będę czuła też, że nie powinnam być. Bo to złe, Draco. To oznacza brak prawdziwego Happy Endu.
Wstała i poszła do łazienki, zostawiając go na chłodnych kafelkach z jego własnymi myślami.
·          
W chłodnym pomieszczeniu oparła się o ścianę naprzeciwko wielkiego lustra. Jej odbicie było wystraszone, jego oczy były szeroko rozwarte. Czy ona wyglądała tak samo?
Nie mogła tego zrobić. Nie mogła z nim być. Cholera, skoro czuła się przy nim tak dobrze, to co w jej głosie trajkotało jak mała katarynka?
Sumienie. Przez pobyt w Hogwarcie nie dopuszczane do głosu, tutaj zaczynające się odzywać. Myśli, które wcześniej nawet nie odważyły się wchodzić do głowy dziewczyny, tutaj zaczynały władać całym jej umysłem.
Zabił tych ludzi.
Żałuje!
Od zawsze stał po stronie wroga.
Jaki miał wybór?
Nie potrafi kochać.
Łzy pociekły po policzkach dziewczyny. Nie. To ostatnie było nieprawdą. On ją kochał i ona o tym wiedziała. Ale te inne rzeczy… one były boleśnie prawdziwe. Jak ona mogła zakochać się w takim człowieku? Jak mogła być ślepa na wszystkie te złe rzeczy? Fakt, kochała go. Kochała jak cholera. I nie zamierzała się poddawać. Widziała też w nim dobro i musiała wyciągnąć je na wierzch.
W końcu go kochała.
·          
Draco delikatnie zapukał knykciami do drzwi łazienki z której wyraźnie słychać było spadającą ze słuchawki prysznica wodę.
- Już kończę! – zawołała dziewczyna. Jej głos był jakiś radosny i nadzieja w sercu chłopaka podniosła głowę, węsząc za tą odrobiną miłości. Może jeszcze nie wszystko było stracone?
- Co jest? – spytała, wystawiając głowę za drzwi i uśmiechając się do niego wszystkimi zębami. Nadzieja znów podskoczyła w sercu chłopaka, lecz zaraz zaczęła warczeć  na widok podpuchniętych oczu dziewczyny.
- Płakałaś – to nie było pytanie.
- Nie wolno? – sarkastycznie uniosła brew.
- Przytulas na pociesznie i zgodę? – uśmiechnął się nieśmiało, rozkładając ręce.
- Aktualnie jestem naga. Może pogadamy o tym później? – powiedziała, chowając głowę i zamykając drzwi.
- Ja tam nie mam nic przeciwko teraz… - mruknął pod nosem Ślizgon, za cicho, żeby go usłyszała. Później uśmiechnął się jeszcze szerzej. Znów było dobrze. Co prawda, ta idiotyczna zazdrość pewnie nie zniknie, ale teraz chociaż jego mózg był pewny swego.
Cholera, wszystko miało być dobrze. I właśnie dlatego, kiedy tylko Hermiona wyszła z łazienki ubrana w misternie haftowaną sukienko-tunikę, porwał ją w ramiona i pocałował delikatnie, lecz natarczywie. Poczuł, jak usta dziewczyny rozszerzają się pod jego ustami w uśmiechu. Odsunęła się od niego na parę cali, oczy jej błyszczały. Rozszerzyła wargi, aby coś powiedzieć…
-  Hej, ludziska… nie przeszkadzam? – w drzwiach stanął Ron. Hermiona poczuła jak ręce Dracona odrobinę mocniej zaciskają się na jej biodrach.
- Puka się – warknął agresywnie. Hermiona położyła mu rękę na ramieniu w uspokajającym geście.
- Czego chcesz, Ron? – powiedziała głosem w którym czaiło się zirytowanie.
- Proces… rozpocznie się niedługo. Zetną Morganę – wzruszył ramionami. – Uznałem, że powinniście wiedzieć.




[i] Może miał nadzieję, Hermiona, idiotko.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Następny blog?

Hej:)
Piszę ten uśmieszek smutno. Dlaczego? Bo zastanawiam się, czy opłaca się dalej pisać. Dziewczyny, chłopacy, ja was kocham, naprawdę. Al obawiam się, że nie mogę, po prostu nie mogę pisać dla, ilu? Trzech osób? Przepraszam osoby też, które po prostu nie komentują, ale komentarz też jest kopniakiem w tyłek dla bloggera, motywuje do działania. Więc podjęłam decyzję. Jeżeli pod tym postem będzie min. 20 komentarzy z tekstem "Chcę" po skończeniu tego bloga biorę się za kontynuację. Możecie to zrobić?
Nie ważne co, kochająca was,
Serafino

środa, 19 marca 2014

Rozdział dwudziesty dziewiąty - Okruchy nadziei

Dzieńdoberek mówi wam wasza Serafino! Tęskniłyście, kochane? Jak zwykle - zaczynam od przeprosin, ale kompletnie mnie rozłożyło i to trochę opóźniło rozdział. Muszę coś zrobić z tymi choróbskami. Anaway, zbliżamy się do końca bloga nr.1, ale ostatnio tak się zastanawiałam... może zrobić jednoznaczne zakończenie i skończyć na tym? Nie wiem, dziewczyny(i chłopacy jak jacyś to czytają:)) I coś bardzo fajnego dla fandomu Disney'a https://www.youtube.com/watch?v=CtyOC6ayKoU&list=TLZ22STXjSHIyOQHAoVjmtqmQgHb7ppqPu
Enjoy!

Na drugiej stronie tarasu, skulony siedział chłopak.
Był nagi, przewiązany jedynie czymś w pasie. Obejmował się rękami, kolana miał ciasno przyciśnięte do klatki piersiowej[i].  Hermiona, choć nie widziała jego twarzy, natychmiast dała mu jakieś dziewiętnaście lat. Miał smukłe, lecz męskie ciało z idealnie wyrzeźbionymi krawędziami. Odsłonięte blond, wręcz białawe włosy na całym ciele stały mu dęba, a sam chłopak kołysał się lekko z twarzą przyciśniętą do mocnych nóg. Atletyczne linie jego ciała drgały lekko, jakby chłopak płakał.
Hermiona pomyślała, że jest piękny.
- Kto to? – usłyszała, jak Hekate pyta się cicho Rona. – Dusze nigdy nie trafiają do mojego pałacu. Lądują gdzieś na Wielkiej Równinie.
- Też go nie znam. Nie widzę jego twarzy – odpowiedział także cicho chłopak.
Ale Hermiona wiedziała. Czuła, że to był on.
- Draco? – szepnęła delikatnie w przestrzeń, robiąc niepewny krok do przodu. – To ty?
Chłopak podniósł głowę. To był Draco… i jednocześnie nie był. Jego rysy były gładsze, twarz,  choć wciąż ostra, to w jakiś inny, milszy sposób. Oczy były pozbawione zmarszczek mimicznych, które powstały, kiedy chłopak patrzył się na wszystkich z wyższością. Włosy skręciły się trochę i opadały jak u jakiegoś amorka.
Jednym słowem, to była ta wersja Draco, która nie wychowała się wśród bólu i krwi. Hermionie ścisnęło się serce z żalu.
- Och, a więc tak to działa… Nie wierzę, że wcześniej na to nie wpadłam!- zakrzyknęła Hekate. Hermiona jednak nawet na nią nie spojrzała. Ciągle patrzyła się w oczy blondyna. Były okrągłe z jakiegoś strachu, błyszczały dziko od łez.
- Draco? – spytała się go cicho. Chłopak skulił się jak skarcony pies. Podeszła trochę bliżej. – Już dobrze. Nie masz się czego bać.
- Jako co działa? – spytał się Ron, marszcząc brwi.
- Każdy, kto tu trafia, wygląda trochę inaczej niż za życia. Tutaj musiała trafić tylko jego dusza… lepsze odzwierciedlenie jego samego. Teraz jest taki, jaki jest gdzieś w głębi serca, nie taki jakim widzą go inni. To niesamowite!
- Raczej kompletnie popieprzone – mruknął Ronald.
- Hermiona. – wyszeptał blondyn, jego głos był całkowicie wyzuty z emocji. – Jesteś. – Mówił z trudnością, jakby przypominał sobie słowa w innym języku.
- Co mu jest? – spytała się z irytacją Hermiona, nie odrywając nadal wzroku od chłopaka.
- Można by powiedzieć… urodził się na nowo – Hekate przekrzywiła głowę. –Czy coś w tym stylu.
- Wróciłem… po ciebie – powiedział chłopak, nadal cicho, nie mogąc wydobyć z siebie głośniejszego dźwięku.
- Cii… - uciszyła go delikatnie, dotykając go lekko. Kiedy nie napotkała żadnego oporu, przygarnęła go do siebie w jakby matczynym uścisku. Objął ją drżącymi ramionami, a kiedy położył głowę pod jej szczęką, Hermiona poczuła, że chłopak płacze. Jego gorące łzy spływały po jej obojczykach i bluzce, niszcząc ją. Ale ona nie dbała.
- Naprawdę to wszystko byłem ja? Naprawdę zrobiłem to wszystko? – spytał się jej załamującym wciąż głosem, stłumionym przez przyciskanie nosa do jej tchawicy. – Zobaczyłem… zobaczyłem moje życie. Całe. To zło, które.. uczyniłem –zaszlochał cicho.
- Nie chciałeś tego. To się naprawdę liczy. Draco -  spróbowała podnieść jego głowę, ale chłopak kręcił nią, unikając jej spojrzenia. W końcu udało jej się ustawić tak, żeby patrzeć mu w oczy. Nie wiedziała o czym dokładnie mówił chłopak, ale musiała mu pomóc. – Nigdy nie jest za późno na przebaczenie. Nigdy na nawrócenie. Wiesz to, prawda?
Kiedy nie odpowiedział, kontynuowała.
- Nie wiem w jakiej wierze się wychowałeś, czy w ogóle w jakiejś – powiedziała żarliwie – ale ja od małego zostałam nauczona, żeby wierzyć w Boga jedynego. To, że tu jesteśmy, dowodzi, że on jest prawdziwy. I choć kwestionowałam Biblię, Kościół, nawet modlitwy, to nadal wierzyłam, że on jest, daleki, dobry, surowy, sprawiedliwy, lecz przede wszystkim czuwający nad nami. I pozwalający nam uczyć się na własnych błędach. A kiedy tylko zrozumiemy błąd, kiedy choć spróbujemy się poprawić, on nas będzie w tym wspierał. On nas kocha. W sposób jakiego nie możemy zrozumieć, zobaczyć, czasem tylko poczuć. Uchwyć się tego, Draconie. Zrozum, że nie jesteś sam. Że świat nie jest czarno biały, a nawet czerń i szarość można zamalować bielą. Rozumiesz? – potrząsnęła nim lekko. Jego oczy rozwarły się jeszcze szerzej.
- Boję się,  Hermiono. Tak bardzo się boję – zapłakał znów i schował głowę. Hermiona poczuła jak serce ściska jej się z żalu. Co ona miała robić?
Za cholerę nie wiedziała.
- Ron, pomóż mi. Trzeba go gdzieś przenieść – powiedziała więc tylko ze smutkiem.
·          
*CZTERY DNI PÓŹNIEJ*
- Herm, mi naprawdę nic już nie jest. Żyję, jem, czuję się świetnie!
- Technicznie to nie żyjesz. Jesteśmy tak jakby w świecie umarłych.
Draco spojrzał się na nią spod zmarszczonych brwi.  Prowadzili te rozmowę już chyba setny raz, a Hermiona od dwóch dni nie pozwalała mu wyjść z łóżka. Cóż, to by brzmiało dobrze tylko wtedy gdyby była tam z nim.
- Serio? Za słówka mnie teraz łapiesz? – spytał się z lekkim gniewem w głosie.
- Martwię się o ciebie, Draco. Jeszcze parę dni temu byłeś wrakiem człowieka – westchnęła w odpowiedzi dziewczyna. – Nie wiem co przeszedłeś, ale… To musiało być…
- Straszne – przerwał jej. – Tak. Tak było. I nie chcę o tym rozmawiać.
Hermiona nie dała po sobie poznać jak bardzo ją to zraniło.
- Dobra, twój wybór – stwierdziła tylko cierpko. – Powiedz mi więc, po co tu jesteś.
- Czy to nie oczywiste? – uśmiechnął się wreszcie, choć cierpko. – Jestem tu po ciebie. No i po łasicę dal Rudej. Kazała pozdrowić, tak na marginesie.
Hermiona spojrzała się na niego, jakby wokół łowy krążyły mu Gnębiwtryski.
- Czyś ty oszalał? – wykrztusiła. – Ja jestem martwa, Draco! I ty też, jak na moje oko.
- No właśnie nie – uśmiechnął się jeszcze szerzej, a Hermiona poczuła jak skacze jej ciśnienie. – Ja jestem w pewnym pentagramie, który sprawi, że mojemu ciału nic się nie stanie. Natomiast ty i Rudzielec… jesteście jakby zakonserwowani. Ale spokojnie – dodał szybko, widząc jak policzki dziewczyny szybko czerwienieją – wszystko za pomocą magii. Żadnych olei i bandaży.
- Martwi nie wracają do swoich ciał tak o, Draco – Hermiona przyłożyła rękę do czoła, sprawdzając ,  czy jeszcze się nie zaczęło topić od tej złości. – Wszyscy utknęli tutaj. W bezkresnej przestrzeni bez jakiejkolwiek zmiany terenu, czy… czegoś.
- Tak… Ale my się wyegzorcyzmujemy – powiedział wolno Draco. Wyglądał na zadowolonego z siebie.
Mózg Hermiony przyśpieszył, rozważając tę informację. Czy to było możliwe? Na pewno było szalone, nietypowe, pokręcone i wbrew prawom natury, ale czy było niemożliwe? Po prawdzie, zwykła teleportacja brzmiała trochę lepiej niż błąkanie się Orfeusza na łąkach asfodelowych. [ii] Chociaż… może to metafora? Może on wyszedł… właśnie tak? Hermiona poczuła jak nadzieja uderza jej do głowy. Mogli. Mogli chociaż spróbować.
- Co będziemy potrzebować? – zwróciła się do Dracona.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.
·          
- Nadal nie rozumiem, jak Draco chciał, żebyśmy mu to wysłali – zaczął po raz kolejny marudzić Blaise. Pansy to zaczynało wkurzać,  ale Ginny w duchu przyznała mu rację.
- Racja. Bredził tylko coś o tej książce…  - wskazała na opasłe, szare tomiszcze otwarte przed nimi. Były tu całe strony zapisane drobnym maczkiem i żeby cokolwiek odczytać, trzeba było siedzieć z pochylonym karkiem i lupą. – Mógł chociaż zakładkę zostawić, a nie kazać nam szukać.
- Jesteście bezduszni – Pansy spojrzała na nich ostro. – Właśnie myślał, że stracił miłość swojego życia, czy coś. Zresztą znaleźliśmy już właściwy rozdział, uszy do góry!
Ginny poczuła w sercu lekką złość na dziewczynę. Co ona, wszystkie rozumy zjadła? Nie ona straciła brata i najlepszą przyjaciółkę. Dobra, łączyła ją z Ronem jakaś więź… ale parudniowa, do cholery! Poczuła jak coś w niej pęka. Tęskniła za nimi.
- Dobra, odwołuję te narzekania. Znalazłem coś, co nazywa się Jak wysłać przedmioty do świata umarłych. Myślicie, że się nada? – spojrzał na nie wyczekująco.
Obie dziewczyny zmroziły go spojrzeniami.
- Żartuję tylko – kicnął lekko od kurzu w książce, kiedy pochylał się, aby przeczytać przepis. – To całkiem łatwe, w sumie. Zaczynamy?
- Zaczynamy – odpowiedziały mu chórem czarownice.
·          
W następnej sekundzie coś spadło z sufitu.
- Aaaaaa! – krzyknęła Hermiona, skacząc na równe nogi, potykając się o własne sandałki i… spadając prosto w ramiona pół-siedzącego na łóżku Draco, który złapał ją szybko i natychmiast oplótł stalowym uściskiem ramion, ściskając mocno tkaninę na jej brzuchu.
- Nie bawisz się w grę wstępną, co? – szepnął jej zmysłowo do ucha. Hermiona poczuła na twarz jego gorący, pachnący czekoladą oddech. Jej policzki musiały być teraz czerwone jak godło Gryffindoru.
- Ręce precz, Malfoy! – wydarła się zawstydzona, lecz zaraz się roześmiała. – Czasami myślę, że ty po prostu nie masz zdolności do bycia poważnym.
- Cały ja. W końcu nie miałem okazji cię pocałować od kiedy tu jestem… a ty wyglądasz naprawdę pięknie w tej sukni…  - Hermiona prawie zapomniałą, że Hekate dała jej jedna z tych swoich fiołkowych togo-sukienek. Ale teraz, to przypomniało jej gdzie są.
- Miałam ważniejsze sprawy do załatwienia, Draco. Nie myśl, że wpadnę ci w ramiona i będę cię obcałowywać za każdym razem jak cię zobaczę.
- W połowie właśnie to zrobiłaś.
Rzuciła mu krzywe spojrzenie i wyprostowała się trochę w jego uścisku. Nic więcej nie mogła zrobić – nie wyglądało na to, żeby zamierzał ją wypuścić.
- Zamknij się, idioto. Co to jest? – wskazała podbródkiem na skórzaną torbę leżącą parę stóp od nich. Draco spojrzał na nią przelotnie, bawiąc się włosami dziewczyny. Hermiona nigdy by tego nie przyznała, ale od jego dotyku nawet drobne włoski na karku stanęły jej dęba.
- Podejrzewam, że nasza wesoła paczka wysłała nam materiały. Perfekcyjne wyczucie czasu, nie ma co – stwierdził, teraz masując jej kark.
- Ale jak? – Hermiona spojrzała się na niego ze zdziwieniem w brązowych oczach. – Taka magia nie istnieje.
- A wiedziałaś o tym, że da się kogoś wyegzorcyzmować? Albo przejąć jego ciało? – Dracon pokręcił ze smutkiem głową. – Ten świat już nie jest taki prosty jak kiedyś. Nie wystarczy machnąć patykiem i wypowiedzieć parę śmiesznych słów.
- Dobra. Czyli.. Kiedy zaczynamy? – spytała się Hermiona. Mogli to zrobić.
Musieli to zrobić.
·          
- Chłopaki, to jest naprawdę obrzydliwe – skrzywiła się Hermiona, mieszając czerwonawą maź w drewnianej miseczce. –  Nie ma jakiegoś… bardziej higienicznego i nie-wywołującego nudności?  W zasadzie to nie możemy się po prostu teleportować?
- I spędzić wieczność jako zbłąkane dusze? Nie, dzięki – skrzywił się teraz Dracon. – Czytałem o tym. Rzecz w tym, że te gwiazdki i kółeczka otworzą „tunel” do innych pentagramów w których leżą nasze ciała. Wspomniałem, że w nich leżą?
- Nie. Jaka jest szansa, że obudzimy się w nie-swoich ciałach? – zapytał Ron.
- Mała, jeżeli się dostatecznie skoncentrujesz – Draco spojrzał się na niego nieprzychylnie. Nadal go nie lubił? Hermiona poczuła irytacje. Ron zmienił się w ostatnich miesiącach, a Draco dobrze o tym wiedział, nawet śmiał się kiedyś z jego żartów. Dlaczego więc nadal wyglądał jakby chciał napuścić na Rudego sklątkę tylnowybuchową?
-  Czekaj. To jest jakakolwiek? – Z przerażeniem podniosła głowę kiedy o tym usłyszała. Zaraz! Ona nie chciała być ruda!
No, nie chciała być też chłopakiem… ale głównie to nie chciała być ruda.
- Tobie dekoncentracja nie grozi – Draco posłał jej olśniewający uśmiech. – No, chyba, że ja będę w pobliżu, kochanie.
- Wtedy dostaniesz za to w łeb, kochanie – mruknęła Hermiona. Podeszła do Dracona i podała mu miseczkę. – Rozsmarujcie to też na sobie i zaczynamy.



[i] Więc Hermiona niczego nie widziała:D Nie zawstydzajmy biednego chłopaka.
[ii] Fani CHB już sobie pewnie dawno skojarzyli z „szarą, bezkresną równiną”XD

środa, 5 marca 2014

Rozdział dwudziesty ósmy - Orfeusz i Eurydyka

Hejka, kochani! Tutaj wasz jak zwykle spóźnialska Serafino! Oglądam właśnie Zaczarowaną, więc nie zdziwcie się na melodramatyczny wydźwięk ostatnich akapitów rozdziału. Jeszcze niezbetowany, jakby co. I moi drodzy..! Trzy komentarze? Napawacie me serce głębokim smutkiem. No coż, ale czytajcie. W końcu to wszystko dla was.
Wasza oddana
Serafino

-Szach.. – Ron przesunął swojego gońca o parę milimetrów, zamyślił się i zmienił jego kierunek, przesuwając go na inne pole – i mat.
Hermiona prychnęła ze złością. Znowu wygrał?!  Jakim cudem Ron, mający od niej zawsze przynajmniej o dwa niższe oceny, ogrywał ją w grze logiczno-strategicznej? Przynajmniej tym razem nie poniosła aż tak sromotnej porażki – chłopak ograł ją tylko w jej rekordowych dwunastu ruchach. Ponura myśl nagle uderzyła jej do głowy.
Teraz będzie miała dużo czasu, żeby nauczyć się  tej gry.
- Poróbmy coś innego – mruknęła z nagle z jeszcze większą irytacją. – Przejdźmy się czy coś.
- Już zapomniałem jak bardzo nienawidzisz  przegrywać – zaśmiał się chłopak przyjaźnie, ale posłusznie wstał i podążył za nią w głąb zamczyska.
Hermionie jednak jego słowa coś przypomniały. Zastanowiła się nad tym, kiedy szli pozłacanymi posadzkami. Kiedyś byli tak blisko, było im tak dobrze… Teraz miała Draco, tak, lecz jej dawny związek z Ronem kłuł ją pod sercem. Był jej przyjacielem od zawsze, a choć po rozstaniu obiecali sobie, że to nic między nimi nie zmieni, oddalili się od siebie. Z Harrym, też i podejrzewała, że nawet bez tej pokręconej sytuacji tak by się stało.  Westchnęła. Ron spojrzał się na nią z zaciekawieniem, ale nic nie powiedział.
Usiedli przy marmurowej fontannie wypluwającej z siebie rytmicznie po pare litrów wody. Hermiona oparła się o małego putta goniącego jakąś driadę z łukiem i zapatrzyła się na widoczny z tego tarasu widok na tę rozległą krainę. Dziewczyna nie była pewna co w ogóle to było. Hekate nazwała to miejsce przedpokojem, przedsionkiem. Za tą teorią przemawiały niezliczone, szarawe  postacie przechadzające się po tej wielkiej, burej równinie. Czasem pojawiały się nowe, czasem stare znikały. Błąkały się bez wyraźnego celu, krążąc wokół siebie i nie widząc siebie nawzajem .To musiało być dla nich straszne i smutne, gdziekolwiek nie spojrzeć widzieć pustkę i szarość.
Hermiona dopiero teraz zaczynała rozumieć, że nawet czerń nie jest taka zła.
- O czym myślisz? – spytała się Rona, żeby oderwać się od ciemnych myśli.
- Brakuje mi Pansy – nagle posmutniał, lecz zaraz odzyskał dawny uśmiech. – Ale mam tu ciebie.
- Co masz na myśli? – zmarszczyła czoło. To brzmiało jakoś dziwnie i nie na miejscu. Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, w kamiennym łuku stanęła Hekate. Oboje wstali aby do niej podejść.
- Dobre wieści – uśmiechnęła się czarownica.
·          
- Kamienie z Wezuwiusza, Lawendowe świece, sznur z gałązek dębu, krew szakala… - zaczął odliczać Blaise, wskazując na kolejne rzeczy. Skrzywił się przy ostatniej. – Dlaczego nie możemy po prostu rzucić jakiegoś zaklęcia?
- Bo nie ma takiego – odparła mu Pansy, wchodząc do pokoju. Rzuciła jakiś pakunek na stół. – Sępie pióra, jak kazałeś.
- Musi być jakiś mniej… obrzydliwy sposób – chłopak zmarszczył nos. Wolał nie wiedzieć jak Pansy zdobyła pióra, których nigdzie nie można było kupić.
- A nie mógłby się teleportować? – spytała skulona na fotelu w kącie Ginny. Wyglądała okropnie; jej włosy były w strąkach, oczy miała podpuchnięte, a cerę kredowobiałą.
- Nie. Ktoś sobie wymyślił, że do wymiaru duchów nie można zabrać ciała – Pansy spojrzała się krzywo na koleżankę, cedząc z ironią słowa.
- Poza tym, nie wiemy gdzie to jest – Blaise westchnął. Martwiła go ta cała sytuacja. Jasne, chciał, żeby Hermiona i Ron wrócili, ale… Nie chciał posyłać tam Dracona. Stracili już dwójkę. Dlaczego chcieli zamienić to w trójkę?
W tej samej chwili wszedł Draco. Był niesamowicie odżywiony jak na kogoś kto jeszcze parę godzin temu myślał o  samobójstwie. Oczy pałały mu jakąś niezwykłą energią, a policzki zaróżowiły się.
- Skoro wszyscy tu jesteśmy, to zakładam, że mamy wszystkie składniki, tak? – uśmiechnął się i  pokazał na małe pudełeczko w swojej  dłoni. – Mam oczy.
- Błagam, powiedz, że nie zabiłeś żadnego kota, żeby je zdobyć – mruknęła Ginny, której żołądek nagle skręcił się na myśl o Krzywołapie, którego zostawiła pod opieką Padmy Patil. Wolała nie myśleć o jakimkolwiek kocie bez oczu.
- Nie osobiście. Odwiedziłem tylko Nokturna
Śniadanie Ginny podeszło jej do gardła.
- Po prostu to zacznijmy – jęknęła, podnosząc dłoń do czoła. -  Zanim wszyscy się rozmyślimy.
- To by było idealnie – mruknął Blaise.
·          
- Gadałam z moimi przełożonymi – Hekate klasnęła w dłonie z radością. – Zgodzili się na waszą przyśpieszoną reinkarnację.
- W sensie, że Bóg i diabeł? Razem, w jednym pokoju? A czy  jeden nie powinien próbować zabić drugiego? – zmarszczył czoło Ron.
- To idiotyzmy ludzi tłumaczących swoje złe uczynki. Oni tylko stanowią równowagę – Hekate spojrzała się na niego krzywo. Widocznie często musiała to tłumaczyć. –Cóż, ale teraz ważne jest, że możecie szybko wrócić! Oferujemy wam nowe życie i to koniecznie w ludzkim ciele.
- W sumie to zawsze chciałam zostać bukszpanem – mruknęła smutno Hermiona, rysując małe kółeczka stopą na piasku. Ron spojrzał na nią i westchnął.
- Nie mogę… Hekate – usłyszała z jakby daleka głos zmartwionego chłopaka. –  Nie wiedziałem, że nie można nic jeść.
Zapadła cisza.
- Zjadłeś coś – stwierdziła głucho Hekate. Ron pokiwał smutno głową. Hermiona wręcz czuła, jak przygniata go poczucie winy i postanowiła mu pomóc.
- I tak nie chcielibyśmy wrócić w innych postaciach, He. Chyba za bardzo kochamy nasze życie takie jakim jest – powiedziała cicho, a Ron pokiwał jej gorączkowo. Hekate wlepiła w nich swoje wielkie oczy z niedowierzaniem. Że jak?
- Odrzucacie… życie? – wydusiła z siebie, zaskoczona, lecz także zła. – Czy wy wiecie jak wiele osób umiera codziennie? Jak wiele osób w różnym wieku przybywa tu każdego dnia? Żadne, powiadam, żadne z nich nie miało takiej szansy! Chcecie spędzić najbliższe parędziesiąt lat na karze lub nagrodzie? Zwariowaliście! Kompletnie szaleni! – obróciła się na pięcie i zaczęła okrążać taras, wymachując piąstką. -  Oferujemy wam dobry przydział, nawet znajomość w przyszłym życiu, a wy chcecie to po prostu… Ron, czemu to zjadłeś? Ugh! A teraz… Nie, Hermiona nigdy cię nie zostawi – usiadła na zimnej posadzce i ukryła twarz w dłoniach. – Co ja mam teraz zrobić?
Hermiona poczuła jak coś ją chwyta za serce. Nie, nie byli sprawiedliwi dla Hekate. Anielica łamała dla nich wszystkie prawa swojego świata, a oni po prostu tym wzgardzili. Podeszła do kobiety i objęła ją ramieniem.
- Przepraszam, Hekate. Ale ja mam inny pomysł. Możliwe, że ci się spodoba.
Podniosła nagle wypełnione nadzieją oczy.
- Jaki?
·          
- Możemy już zacząć? – niecierpliwił się Draco, chodząc po pokoju. Przenieśli się do małej Sali balowej, gdzie nie zawadzały im żadne meble. Blaise skrzywił się, rysując kawałkiem kamienia koło na marmurowej posadzce.
-  A chcesz tam dotrzeć w jednym kawałku, czy może bez jakiś ważnych narządów płciowych? – spytał się przyjaciela, k tory spiorunował go wzrokiem.
- Poważnie się pytam.
- Jak chcesz to przyśpieszyć, to pozwól dziewczynom wysmarować się tą mazią. Chyba już skończyły – wskazał kciukiem na Ginny i Pansy mieszające te wszystkie obrzydliwe składniki. – I przewiąż się sznurem.
- Po co? – mruknął, niecierpliwy jak zawsze, sięgając po sznur.
- Żeby utrzymać twoją duszę jednocześnie tam i tutaj. To znaczy… tak było w tej dziwnej, szamańskiej księdze. Podejrzewam, że chodzi o to, że jak wrócisz do świata żywych, to twoja dusza powinna błąkać się bez celu, a pentagram, te obrzydlistwa i dąb utrzymają twoją duszę w ciele. Tak metafizycznie.
- Z twojej wypowiedzi zrozumiałem tylko spójniki – poinformował go Draco, nabierając jednocześnie trochę czerwonawej mazi.
- Sam niewiele z tego rozumiem – westchnął Blaise, kończąc rysowanie pentagramu na kamiennej podłodze i sięgając po różdżkę i świece. Poustawiał je w pięciu ramionach pentagramu. – No, jeżeli wysmarowałeś się już tym świństwem to jesteśmy gotowi. Możesz wejść do  środka, tylko uważaj, żeby nie zamazać linii.
Draco natychmiast znalazł się przy nim, wchodząc do centra gwiazdy.
- Co mam teraz zrobić? – spytał ochoczo.
- Z tego co zrozumiałem, teleportować się – Blaise zajrzał do książki  z której wzięli ten dziwny czar.
- Gdzie? – spytała milcząca jak dotąd Ginny. – To nie jest takie jak wszystkie zaklęcia które dotąd rzucaliśmy.
- Wiem, Ginny, i właśnie dlatego… zaczął Blaise, ale nie skończył.
- Do Hermiony – uśmiechnął się Draco uśmiechem szaleńca, obrócił się i… opadł bezwładnie na podłogę. Wyglądał jakby zemdlał. Trójka przyjaciół spojrzała się na jego nieruchomy korpus.
- No to kaszana – stwierdziła Pansy.
·          
- Orfeusz – powiedziała Hermiona.
- Orfeusz? – spytała Hekate, marszcząc czoło.
- Nie znasz greckich minut przypadkiem na pamięć? – Teraz to Hermiona się zdziwiła.
- Tego chyba nie. O czym jest?
- Opowiada o dzielnym, greckim młodzieńcu, którego ukochana zginęła tragicznie. Chłopak, wiedziony rozpaczą wyruszył do Hadesu, a musisz wiedzieć, że pięknie grał na lutni, i kiedy trafił wreszcie do krainy zmarłych… oczarował wszystkich swoją piękną grą i przedostał się do samego władcy krainy zmarłych. Wywołał łzy w oczach samego Hadesa, a on, oczarowany potęgą ich miłości pozwolił im odejść, lecz Orfeusz nie mógł ani razu na nią spojrzeć dopóki nie wyjdą na powierzchnie. Jednak on bał się o nią tak bardzo… tak bardzo,  że widząc już światło dzienne, nie słysząc żadnych dźwięków z tyłu, obrócił się i… został wyrzucony, a ona została. Oszalały z żalu młodzieniec został zamordowany wkrótce potem przez grupę pewnych narwanych kobiet, a jego głowa na zawsze miała już wyśpiewywać imię jego ukochanej… Eurydyki.
- Ale to nieszczęśliwe  zakończenie – zaprotestowała starsza czarownica.
- Za to prawdziwsze  - westchnęła Hermiona. – Ale mam na myśli to, że może być jakieś inne wyjście… sposób, żeby oszukać śmierć.
- Chciałabym, żeby to okazało się prawdą – zamyśliła się Hekate. Otworzyła usta, aby powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał jej Ron, trzymający się jak dotąd z dala od rozmowy.

- Hej, dziewczyny – powiedział jakoś niepewnie. – Myślę, że powinnyście coś zobaczyć.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział dwudziesty siódmy - Między światami

Czółenko! Oto niezwykle-szybka-jak-na-nią-Serafiono z nowym rozdziałem, który jest niemożliwie ROZPACZLIWY - wszystkim chce się płakać. Ale, to mój żywioł. Jeszcze pytanko - Zaczynam pisać książkę, której główna bohaterka uwielbia poezję. Znacie jakiś fajnych autorów, niekoniecznie polskich? Bo ja lubię sonety, wiersze, ale potrzebuję jednego, naprawdę dobrego autora/autorkę którego owa bohaterka będzie mogła często wspominać i cytować. Z góry dziękuję wam za pomoc*_* Jesteście kochani! Twg, moja siostra się zdziwiła że mam "prawie 20 000 wejść" To chyba nie jest przecież tak dużo?
Z całuskami
Serafino.I.H.25

- Nie obchodzi mnie to! Nie możecie jej pochować!
Ginny siedziała skulona przed kominkiem w domu Malfoy’ów. Blaise załatał dziurę w ścianie kuchni, ale jej nadal było zimno. Nie wiedziała już nawet czy ten chłód jest prawdziwy, czy płynie tylko z jej serca, mrożąc krew płynącą w jej żyłach. Było jej wszystko jedno. Świat już mógł się palić, walić, ona wciąż będzie czuła to zimno. Jej przyjaciółka nie żyje. Ona sama nigdzie nie może już być bezpieczna. A mężczyzna, którego pokochała wbrew wszystkiemu, jest przeznaczony jej przyjaciółce. Na tę ostatnią myśl objęła się mocniej. Nie, to się nie mogło tak skończyć. Musiała coś zrobić chociaż z tą sprawą. A na razie… na razie ktoś musiał przemówić do rozumu Draconowi.
Wstała więc bardzo ostrożnie, od razu podpierając się o kamienną skałę, podążyła do kuchni. Czuła się tak bardzo stara. Czy to można było nazywać rozpaczą? Kiedy jednak otworzyła z trudem ciężkie wrota z ciemnego mahoniu, a jej wzrok spoczął na właścicielu tego domu, zrozumiała,  że ona jeszcze nie czuła prawdziwej rozpaczy, która pożerała Dracona od środka. Chociaż było już grubo po piątej nad ranem, chłopak wyglądał jakby nie spał od ostatnich paru dni, nie mył się i nie wychodził z ciemnicy. Nawet Ginny zdrzemnęła się na dwie godzinki. Jednak cienie latające teraz wokół głowy Malfoy’a najwidoczniej nie pozwalały mu nawet na zamknięcie oczu.
- Ona jest martwa, Draco. Musimy przekazać ją jej rodzicom – Blaise zacisnął twardo zęby. On także cierpiał, to było pewne. Ale ktoś tu musiał być dorosły. – Nie wróci drugi raz.
- Skoro mogła zrobić to raz, zrobi to po raz drugi – Draco wciąż siedział na podłodze.  Bezwładne ciało Hermiony leżało na podłodze za nim. Ginny zachłysnęła się powietrzem, patrząc na tę absurdalną scenę. Wyglądała jakby spała.
- Draco – szepnęła rudowłosa. Blaise zauważył ją i natychmiast do niej pośpieszył. Widząc, jak drży chwycił skądś koc i narzucił jej na ramiona, ale dziewczyna ledwo to zarejestrowała. Obserwowała Dracona, który także zdawał się nie słyszeć co do niego powiedziała. -  Nie sądzisz, że gdyby mogła, to już by to zrobiła? – spytała. Spojrzał na nią z bólem w szaroniebieskich oczach.
- Kochasz ją tak samo jak ja, Ginny – on także szeptał, jakby  nie chcąc obudzić brązowowłosej.  To nie było pytanie.
- Tak. Ale zapominasz… - zadrżała, a Blaise ją przytulił. Wtuliła się w jego ciepłe ciało z wdzięcznością. – Zapominasz, że ja tam byłam. To było trudne, żeby wrócić raz. I to z jedną z najpotężniejszą czarownicą wszechczasów, która ma w zaświatach niezłe układy! Draco… Ja nie sądzę, żeby ona chciała wrócić.
Zapanowała cisza.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie sądzisz, żeby chciała wrócić? – wychrypiał w końcu chłopak.
- To nie jest właściwe, Draco. Pisała, że czuje to samo co ja. Pustkę. Chłód w sercu. My już byłyśmy inne i nic tego nie zmieni. A już na pewno  nie ułatwi jej powrotu. Ona odeszła, Draco.
Blondyn nie odzywał się po tym przez dłuższą chwilę. Widać było, że myśli nad czymś intensywnie. Ginny się to nie podobało. Przyjął jej słowa do wiadomości – co najwidoczniej wcale nie znaczyło, że się podda. Szepnął coś do ciała Hermiony leżącego za nim. Ginny nie usłyszała jego słów, ale domyśliła się ich.
Moja kochana.
- Skoro ona nie może wyjść  - powiedział w końcu na głos –to ja pójdę po nią.
·          
Hermiona nie wiedziała, gdzie się znajduje.
Podniosła się lekko na łokciach. Koce, których nie zauważyła, zsunęły się z jej ramion. To było dziwne miejsce. Leżała na bogato zdobionym szezlongu obitym jedwabnymi poduszkami. Wszystko tutaj było utrzymane ciepłych, choć dość ciemnych kolorach. Ściany i okna, które nie wpuszczały światła, zostały wykonane w typowo greckim stylu. W szerokim palenisku płonął ogień.
Hermiona znała jedną osobę, która urządziła by tak pokój.
Hekate.
Ledwie to pomyślała, Hekate weszła do pokoju przez misterne[i] drzwi. Wyglądała dokładnie tak jak Hermiona ją zapamiętała ze swojej „wizji” na plaży. Czarne włosy, srebrne oczy, wcielenie piękna. Wyglądała tutaj zaskakująco… żywo.
- Hermiona! -  podbiegła do niej i ją przytuliła. Zaskoczona dziewczyna ostrożnie oddała uścisk. – Nareszcie się obudziłaś. Och, nawet nie wiesz jak to dobrze móc cię przytulić, po tych wszystkich latach ciągłego bycia pasażerem w twoim ciele.
Okej, to brzmiało dziwnie. I coś tu Hermionie nie pasowało. Gdzie ona była? I dlaczego Hekate stała tuż obok niej?
- Dlaczego już nim nie jesteś? – spytała wolno. Hekate spochmurniała.
- Przypomnij sobie, Hermiono. Pamiętasz to.
Hermiona spojrzała na nią ze zdziwieniem. Co miała sobie przypomnieć? Okej, uczyła się w Hogwarcie, później był Voldemort, potem Bitwa, potem… Morgana. Zaczęła gorączkowo próbować przywołać wspomnienia. Slytherin, Znaki na ciałach, Hekate, Nott, Bal, dom Dracona…
„Uśmiechnęła się jeszcze okrutniej. – On już jest martwy. – Wycelowała w nią koniec czarnego patyka. Hermiona poczuła suchość w gardle. – Dołącz do niego.”
- Gdzie jest Draco?!- krzyknęła Hermiona, czując jak strach łapie ją za gardło. O Boże, on zginął, zginął z jej winy. Tam było tyle krwi… - Gdzie on jest?!
- Draco żyje, Hermiono – Hekate spojrzała na nią z matczyną troską. – Nie martwisz się o siebie, tylko o niego? Nie obchodzi cię… że to ty nie żyjesz?
- Gdyby coś mu się stało, to byłaby moja wina – wyszeptała Hermiona. Opadłą na jedną pufę i  zakryła swój uśmiech ręką; w jej oczach było widać rozczulenie i początek smutku. – Ale nic mu nie jest. To ja poniosłam śmierć w tej bitwie, tak?
- Tak –przyznała Hekate. –Ale nie martw się! Już niedługo, za parę dni, urodzisz się na nowo!
- A ty zostaniesz bez rodu do którego należysz i którego córy nosiły cię w swoich ciałach od tak dawna – mruknęła Hermiona
Usłyszała, nie, wyczuła w jakiś dziwny sposób, że Hekate o tym nie pomyślała, Teraz w jej głowie obracały się trybiki szukające wyjścia z tej sytuacji. Jednak go nie było. Ród wygasł. Przekleństwo Hekate straciło ważność.
- Fakt – przyznała w końcu czarownica. – Ja… muszę to skonsultować z paroma osobami.
- Bogiem? Czy diabłem? – zgryźliwie spytała Hermiona.
- Obojgiem – powiedziała najzupełniej poważnie kobieta. W drzwiach obróciła się jeszcze do Hermiona. – A, i nie jedz tu niczego! Nawet w moim pałacu to nie jest bezpieczne. Powiedz to temu drugiemu chłopakowi.
I wyszła, zostawiając Hermionę z myślami wijącymi się w głowie jak węże.
Okej. Okej, okej, okej. Bycie martwym nie może być takie złe. Poza tym, że nie mogła nic jeść, a tak jak każda dziewczyna, Hermiona kochała jeść. Ale pamiętała historię Persefony z greckiej mitologii  - bidulka najadła się owoców granatu i pozostała w tej dziurze(dosłownie) z Hadesem jako męzem. [ii] Więc na razie jedzeniu mówimy baj baj. Co Hekate jeszcze mówiła? „Powiedz to temu drugiemu chłopakowi”. Zaraz. Jakiemu chłopakowi?
Odpowiedź znalazła ją szybciej niż myślała.
- Hermiona? – Ron stanął w framudze drzwi prowadzących na korytarz. – Co się dzieje?
Cholera.
·          
Zanim Blaise zdążył zacząć wytykać Draconowi jak bardzo głupi jest ten pomysł, ktoś zastukał z daleka do drzwi.
Nawet Draco zerwał się natychmiast, chociaż oznaczało to zostawienie ciała Hermiony. Blaise wysunął się przed Ginny, automatycznie chroniąc ją własnym ciałem. Blondyn ostrożnie zaczął iść do nagle odległych drzwi trzymając różdżkę w pogotowiu. Pukanie rozległo się po raz drugi. Draco zbliżył się do drzwi i otworzył je błyskawicznym ruchem.
Na śniegu stała dziewczyna.
- Pansy – powiedział z wyrzutem głosie chłopak. – Mogłaś nam powiadomić, że przyjdziesz.
Ginny zmarszczyła czoło. Pansy… była smutna. I sama. Czemu nie towarzyszył jej Ron? Coż, później się ją o to spyta. Na razie trzeba było dać jej coś do ubrania się, dziewczyna marzła tylko w cienkiej bluzie. Kiedy potrząsnęła głową,  rudowłosa zauważyła na jej policzkach zamarznięte łzy.
- Pansy – zaczęła, nagle czując jak w jej serce wbija się kolejny szpikulec złożony z lodu. – Co się stało? – Dziewczyna spojrzała na nią żałośnie. Otworzyła usta jak rybka wyrzucona na brzeg.
- Ron nie żyje, Ginny  - jej głos był cichy i zachrypnięty. – Zaklęcie Hermiony na niego nie zadziałało.
·          
- Och, Ron – westchnęła Hermiona patrząc z bolesnym zrozumieniem na chłopaka. – Dlaczego tu jesteś?
Ronald podszedł do niej i usiadł na drugiej pufie, zielonej.  Z irytacją przeczesał włosy ręką. Hermiona zauważyła, że coś się w nim zmieniło – skóra stała się odrobinę bardziej naciągnięta, oczy jeszcze bardziej zapadnięte. To dodawało mu tej dorosłości, męskości, której zawsze mu brakowało.
- Nie żyjemy, tak? – burknął. Hermiona zmarszczyła brwi. Ta, to już bardziej pasowało do Rona, którego znała. – To cholerne koło mnie tu sprowadziło.
- Chcesz powiedzieć , zabiło.
- Tak. Zabiło. – Wręcz zazgrzytał zębami,  ale zaraz się rozpogodził. – Przynajmniej jesteśmy tu razem. Prawda? – uśmiechnął się.
- To oznacza, że oboje jesteśmy martwi. Nie oczekuj, że będę skakać z radości. – Bez Dracona. – Ale Hekate kazała nam nic nie jeść, żeby to nie przywiązało nas do tego świata na zawsze. Będziemy mogli wrócić do domu! – Do Dracona.
- Mieliśmy nic nie jeść? – zapytał nagle przerażony Ron. Hermiona obejrzała się na niego szybko.
- Błagam, powiedz, że nic nie jadłeś! – wykrzyknęła  w panice.
 - Tam był kurczak… - żałośnie wykrztusił Ron.
Hermiona ukryła twarz w dłoniach. Przecież nie opuści Rona. Utknęli tu na zawsze.
·          
Ginny ostrożnie głaskała Pansy po głowie. – Dziewczyna potrzebowała ciepła i bliskości, to było widać. Po raz kolejny zastanowiła się, czemu nie zauważyła,  że między Pansy  a Ronem coś się dzieje. A może to się zaczęło dopiero parę dni temu? Ugh, te przeklęte zasady arystokratycznych rodów! Draco nie mógł być z Hermioną w żadnym świecie[iii] , a te aranżacje małżeństw od kołyski wcale nie pomagały w ich i tak skazanym na porażkę związku. Tak samo ona i Blaise, Pansy i Ron… chociaż rodzina Weasley’ów od wieków zachowywała czystość krwi, dla niektórych status „zdrajców krwi” był jeszcze gorszy niż mugol w rodzinie.
- Nie wyegzorcyzmujemy cię do przeklętego świata umarłych! Jesteś szalony! – krzyknął Blaise, pogrążony już po raz drugi w kłótni z przyjacielem.  Ich twarze wykrzywiała złość i irytacja, ale Ginny zobaczyła w twarzy ukochanego coś jeszcze innego.
Strach. Blaise bał się o Dracona.
Ginny miała w tej sprawie mieszane uczucia. Kiedy dowiedziała się o śmierci Hermiony, jej serce skuł lód. Ale kiedy dowiedziała się o śmierci swego brata… lód zniknął i zastąpiła go pustka, przerażająca nicość przesycona rozpaczą w jej klatce piersiowej. Dlaczego? Dlaczego to cholerne zaklęcie mogło jakimś cudem podziałać na chłopaka, ale nie dało się z niego go wyleczyć? A teraz, w tej bezbrzeżnej pustce pojawiło się chwiejące światełko nadziei. Czy mogła je złapać?
- Blaise – usłyszała swój własny głos. Oczy chłopaka momentalnie złagodniały, kiedy na nią popatrzył. – Pomóżmy mu. On zrobi to i tak.
- Owszem. Ale jak mi nie pomożecie, to po prostu wbiję sobie sztylet w serce – spokojnie stwierdził Draco zakładając ręce na krzyż.
- Ani mi się waż – powiedział surowo Blaise i westchnął. – Dobra. Poddaję się. To czego potrzebujemy?




[i] Nie miałam pojęcia jak wyrazić to, o co mi chodziXD Ale myślę o takich: https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&docid=dXryM-IQH1h7AM&tbnid=m50-LJgDr2mT2M:&ved=0CAUQjRw&url=http%3A%2F%2Fnowytarg.olx.pl%2Fdrzwi-rzezbione-iid-408633534&ei=H2z7Uv2dMsKl0AWc2oEg&bvm=bv.61190604,d.bGE&psig=AFQjCNFdqNut6zI1d16vnP28nKAZ23GzWA&ust=1392295281707049
[ii] Fajna historia z tym związana jest w książce Porzuceni, Meg Cabot. Nie mogę się doczekać jej trzeciej części! Przeczytam ją po angielsku, żeby szybciej było.
[iii] Tip: Zapamiętajcie sobie to zdanie. Do następnego bloga się przyda.

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział dwudziesty szósty - Prawa Murphy'ego

Raz, swa, trzy.. Czy wszyscy mnie słyszą? Wróciłam,  słodziaki, wraz z moim rekordowo długim, ośmio-stronnicowym rozdziałem - będącym punktem zwrotnym w naszej opowieści, lecz nie kończącym. The end to będzie za dwa blogi <3  Dobrze jest tu wrócić, wiecie? A, przeczytałam pierwszą książkę po angielsku, czuję się dumna. Ale, nie przerywam wam, czytajcie.Chociaż po moim odejściu jakoś niewiele z was(2) się przejęło! Zraniło mnie to, wiecie? Chociaż było w tym też trochę mojej winny..
XOXO
Wasza Serafino
- Czuję się dziwnie, kiedy o tym myślę, wiesz? – Hermiona spojrzała w stronę Dracona czytającego książkę u jej stóp. Ona siedziała na kanapie z podkurczonymi nogami, a on rozłożył się na poduszkach leżących przed kominkiem. To wyglądało tak… właściwie. Dwójka młodych ludzi czytających w świetle kominka, patrzących na siebie kiedy myśleli, że to drugie tego nie widzi.
- Kiedy myślisz o czym? – odchylił głowę do tyłu patrząc w jej oczy. Uśmiechnęła się widząc jak jego wymagające już strzyżenia włosy opadają w platynowej fontannie.
- O tym, że jednak nie jestem mugolaczką. Że moi rodzice też byli czarodziejami.
- Sądzisz, że to coś zmienia? – przekręcił się aby spojrzeć jej w twarz. – Że jesteś inną osobą?
Roześmiała się jakby setki małych młoteczków rytmicznie uderzało w kieliszki.
- W każdej książce odpowiedziałabym, że tak – powiedziała z zamyślonym nagle wyrazem twarzy. – Ale nie. Czuję się jakbym znalazła miejsce w świecie. Choć nie mogę tego udowodnić, wiem, że jestem czystej krwi czarownicą i nikt nie może już powiedzieć,  że nie należę do tego świata. To podnosi człowieka na duchu, wiesz? – znów się roześmiała.
- Dobrze wiesz, że  to nie ma znaczenia. Jesteś lepszą czarownicą niż ja, niż ten Potter, niż każdy inny. No, może Dumbledor był lepszy, ale cóż – spójrzmy prawdzie w oczy – on i Voldemort pare miesięcy temu zostawili ci tytuł Najlepszego Maga czy coś. – Znów zaczytał się w książce. Hermiona pacnęła go lekko w potylicę.
- Nie mów tak o zmarłych! – powiedziała piskliwym głosem. – Ja wcale nie jestem znów taka dobra… - mruknęła, jakby zapadając się w sobie na kanapie.
- Jesteś pewna? – Uśmiechnął się pod nosem.[i]
- Tak. – powiedziała i szybko zmieniła temat. – Skąd te książki w moim pokoju? Wiesz, te mugolskie powieści dla nastolatek.
- Kupiłem – powiedział, dotykając języka opuszkiem palca i przewracając stronę. Hermiona poczuła silną chęć kopnięcia go nogą uzbrojoną w papcie z króliczkami. Tak nie wolno!
- Nie rób tak – mruknęła jednak tylko. – Skąd wiedziałeś, że właśnie takie lubię? Połowa z tych pozycji należy do moich ulubionych!
- Strzelałem – widziała jak przewrócił oczami. – Dlaczego chcesz to wiedzieć?
Przesunęła się tak, że  jej głowa znalazła się na wysokości jego głowy, leżała na brzuchu za jego plecami. Od ich pocałunku na balu nie była tak blisko.  Spiął wszystkie mięśnie, kiedy zobaczyła jak zbliżyła się dziewczyna. Był nerwowy.
- Zrobiłeś wywiad na mój temat? – spytała śmiało.
- Niby kiedy? – prychnął. – Żaden z twoich przyjaciół nie wiedział jakie książki czytasz poza Hogwartem.
- Ginny wiedziała – zmarszczyła leciutko czoło, choć obiecała sobie, że nie będzie tak robić. Już jej się pojawiały zmarszczki.
- Tak czy siak, nie mówiła mi. Sam je wybrałem – burknął.
- I niby na podstawie czego wybierałeś? – spytała z niedowierzaniem i podejrzliwością. – To nie jest na liście bestsellerów w Empiku.
- Co to jest Empik? – oderwał się wreszcie od tej prawniczej książki i spojrzał na nią ze zdziwieniem. To znaczy, ta książka wyglądała na prawniczą.
- Taki sklep. Odpowiesz mi?
Zmrużył oczy.
- Wybrałem te które lubię ja, lub moja matka – Sparaliżowało ją.
- Ty… lubisz te książki? – wręcz wydyszała.
-Niektóre. Właśnie to powiedziałem – jej serce koziołkowało gdzieś na wysokości przepony.  On… lubił mugolskie książki? On… czytał to co ona?
MATKO BOSKA!
- A wolisz psy czy koty? – spytała podejrzliwie.
- Że co? – mruknął, patrząc ze zmarszczonym czołem na jakiś szczególnie trudny wyraz w tej jego grubej księdze. Samotny okruch popiołu poszybował w powietrzu, by opaść spokojnie na kamienną podłogę. Odblask ognia zatańczył na wypolerowanych butach Dracona. Hermiona poczuła senność  obserwując te rzeczy. Zwinęła się w kłębek na purpurowej sofie i położyła głowę tuż za jego potylicą. Poczuła miętowy zapach jego szamponu.
- Sprawdzam, czy jesteś ideałem – ziewnęła. Draco obrócił do niej głowę, chcąc coś powiedzieć…
Ale tego nie zrobił, ponieważ w kominku pojawiła się ognista głowa. A nawet dwie, choć tylko jedna miała naturalnie płomienny kolor.
- Hermiona! Draco! – zakrzyknęła Ginny wesoło. Zmarszczyła węgielkowe czoło – Czy mnie urok trafił, czy ja widzę co widzę? Czy wy się całujecie?
Hermiona poderwała głowę na dźwięk głosu przyjaciółki. Oczy rozbłysły jej wesoło, kiedy zobaczyła Ginny szczerząca do niej zęby z kominka. Poderwała się z nieprzystającym damie piskiem i upadła na kolana przed szerokim paleniskiem, czując jak radość wibruje jej w żyłach.
- Ginny! Po pierwsze: nie? Idź do uzdrowiciela optycznego czy coś [ii]. Po drugie: Czy używanie proszku Fiuu nie jest przypadkiem cholernie niebezpieczne?! Co wyście narobili?
- Miona, spokojnie. Teoretycznie tylko podczas całkowitego przeniesienia można wykryć połączenie – powiedział spokojnie Draco.
- Nie! Nieprawda!- wykrzyknęła Hermiona w panice. – Umridge już kiedyś wykryła Syriusza, kiedy tylko wsadził głowę do kominka!
- Co? – spytała cała trójka naraz. A, tak, oni nie wiedzieli…
- W piątej klasie rozmawialiśmy –ja, Harry i Ron – z Syriuszem za pomocą proszku Fiuu. Syriusz nie przeniósł się cały, a ta Jędza i tak go wykryła!
- Ale ona miała na uwadze tylko Hogwardzkie kominki. Nie cały czarodziejski świat – wtrącił rozsądnie Blaise. – Niemożliwe jest, aby Morgana wykryła nas przy tak dużej ilości połączeń.
Hermiona westchnęła. Teoria Blaise’a brzmiała rozsądnie, ale Hermiona miała wrażenie, że coś jej umyka. Że karmią się iluzją, robiąc wszystko źle. Na Merlina, we wszystkich mugolskich filmach tajniacy sprawdzają każdy telefon do podejrzanego! Dlaczego tu miałoby być inaczej?
Dobra, Hermiona. Wariujesz. Co się stało, już się nie odstanie, poplotkuj sobie z Ginny.
Hekate! Nie pouczaj mnie!
To zacznij zachowywać się normalnie! Zresztą, chcę posłuchać co Ginny sądzi o twoim gorącym romansie z Draconem.
Nie ma żadnego gorącego romansu!
A szkoda.
-No dobra, chłopaki! Wynocha mi stąd, to będzie babska rozmowa! – Hermiona klasnęła w dłonie. Miała coś do omówienia z Ginny.
Blaise spojrzał na nią krzywo, ale jego twarz zapadła się czerwień ognistych węgielków i zniknęła. Draco natomiast, słysząc słowa „babska rozmowa” podejrzanie zbladł i wymamrotał coś o zrobieniu herbaty, tuż przed tym jak zniknął tak szybko jakby się teleportował.
- Ginevro – zaczęła Hermiona niezwykle poważnie. – Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
·          
- I podsumowując, okazuje się, że jestem ostatnią czarownicą z pewnego wielkiego czystokrwistego rodu, ale moja rodzina nie żyje. A na dodatek mam w głowie pewną starożytną wiedź… czarownicę. Chwilami dość wredną.
Co ty nie powiesz.
- Wow – Ginny zmarszczyła brewki. – No, to okej. Fajnie w sumie.
Hermiona spojrzała się na dziewczynę spode łba.
- „Fajnie w sumie”? Liczyłam na jakąś konstruktywną opinię.
- Miona, co ja ci mam powiedzieć? – westchnęła Ginny. – Słuchaj, cieszę się, że znalazłaś swoje dziedzictwo i  tak dalej.. ale to aktualnie nic nie zmienia. Bardziej się martwię o pewną ropuchę, która powinna umrzeć wieki temu.
Mam nadzieję, że nie mówi o mnie?
- I – uśmiechnęła się diabelsko – chciałabym się dowiedzieć więcej o tobie i pewnym tlenionym Ślizgonie.
- Ginny. – Hermiona zmrużyła groźnie oczy. – Nie.
-Ale czemu? Miona, on na ciebie patrzy… jak na ciastko z kremem! To jest zbyt słodkie, aby to ignorować! Poza tym – zawiesiła głos – sama mówiłaś, że cos do niego czujesz.
- A słyszałaś kiedyś, że nieodwzajemniona miłość zanika? – zaśmiała się gorzko Hermiona.
- Nie, słyszałam, że jest do dupy – racjonalnie stwierdziła Ginny.
Ona ma  rację. I… ja też myślę że mu na tobie zależy.
Dobrze wiesz, że to nieprawda. Jesteśmy przyjaciółmi.
Przyjaciółmi? Masz ochotę rzucić się na niego za każdym razem gdy go widzisz.
Och, dobrze! Co nie zmienia faktu, że on nie. Więc jesteśmy przyjaciółmi.
Nie możesz mówić poważnie.
- Dobra, kocham go. Kocham go tak, że cały mój świat wywraca się do góry nogami. Kocham go tak, że śledzę wzrokiem każdy jego ruch. Kocham go tak, że mam ochotę leżeć przy nim do końca świata, aby tylko wdychać jego cudowny zapach. I – popatrzyła gdzieś daleko w przestrzeń, jej oczy  nagle stały się szkliste – nie obchodzi mnie fakt, że on tego nie odwzajemnia. Będę kochać go z boku, napawać jego bliskością, aż to nie zniknie.
Ginny zamilkła na moment. Hermiona westchnęła ciężko i odwróciła głowę słysząc odgłos gwizdka czajnika. Będzie musiała tam iść. Ostatnio Draco miał przygotować jej ulubioną kawę i zamiast niej wsypał do kubka cztery łyżeczki herbaty zielonej z mango i granatem. To nie było dobre w takiej ilości.
- Słuchaj Ginny, chciałabym zost… - Hermiona odwróciła się do  kominka, żeby oznajmić Ginny, że musi iść, ale Ginny… zniknęła. Nie było jej.
- Obraziła się na mnie, czy co? – mruknęła dziewczyna pod nosem, wstając z klęczek i idąc do kuchni. Coś tu jej nie grało.
·          
- Blaise! – Ginny otworzyła drzwi od gabinetu Blaise’a. – Coś jest nie tak!
- Co takiego? – Blaise posłusznie uniósł głowę na jej widok, biorąc łyk kawy. Jednak zaraz odstawił filiżankę z powrotem, gdyż na twarzy rudowłosej było... coś. Coś gorszego niż niepokój i strach. To była czysta panika.
- Rozmawiałam z Hermioną i nagle… coś mnie złapało. Wiem –prawie wykrzyczała, gdy Blaise otworzył usta aby coś powiedzieć – że niemożliwe jest, aby ktokolwiek dostał się do tego domu, ale rzecz w tym, że nie zostałam złapana fizycznie. To była magia, Blaise. Jakby nagle wyrzucono mnie stamtąd.
- Nie ma opcji, żeby ktoś złamał zabezpieczenia, a co dopiero je kontrolował! Nikt – Blaise potrząsnął głową; myśli galopowały wokół jego głowy jak szalone – Nikt nie miałby takiej mocy.
- Nawet parusetletnia wiedźma próbująca zabić Hermionę? Znajdującą się w domu, do którego aktualnie nie możemy się dostać?
Blaise spojrzał na nią, a jego oczy szeroko rozsunął strach. Podszedł do niej szybko i położył rękę na ramieniu. Ginny niemal natychmiast poczuła szarpnięcie… nie tylko to w brzuchu, które odczuwała blisko Blaise’a, ale także to towarzyszące teleportacji. Jednak nic się nie stało, nie przenieśli się nawet o cal.
- Cholera – zaklął pod nosem Blaise, machając różdżką bez jednego słowa. Podleciała do nich para płaszczy. Chłopak podał jeden rudowłosej. – Bierz. Musimy się dostać tam tak szybko jak to możliwe – rzucił spojrzenie w stronę otwartych drzwi na taras. – Pieszo.
·          
- Draco! Nawet nie próbuj zrobić tej herbaty samemu!  - zawołała Hermiona wchodząc do kuchni. Draco siedział po turecku na blacie otoczony różnymi pudełkami herbaty.
- Nie miałem pojęcia, że jest tyle rodzajów herbaty – mruknął chłopak. Pokazał jej jakieś jasne pudełko. –  Widzisz? Pisze, że jest biała. Jak herbata może być biała?
- Tak naprawdę nie jest biała, ma taki dziwny kolor… Taka półprzeźroczysta jest. Żółtawa. – Podeszła do zagraconego blatu i też na nim usiadła, uważając, żeby nie uderzyć się w głowę o szafki. – Draco… Spójrz na mnie. – Podniósł na nią swe piękne szare oczy. Nie mogła pozwolić, żeby to ją rozproszyło. Słowa Hekate i Ginny dały jej do myślenia.  – Musimy pogadać.
- O czym? – podejrzliwie zmarszczył brwi.
- Pamiętasz jak rozmawialiśmy o tym co zaszło na balu? W noc naszego przyjazdu?[iii]
- Tak – powiedział bardzo powoli.                                                                                                                         
- Byłam trzeźwa.
- Co?
- Byłam trzeźwa. Całkowicie świadoma tego, co robię – obserwowała jak rozszerzają mu się źrenice.  – Nie wypiłam wtedy niczego – uważnie studiował jej twarz.
- Ja także niczego wtedy nie wypiłem – powiedział w końcu schrypniętym głosem. Odsunął herbaty leżące między nimi i pochylił się lekko do dziewczyny. Wstrzymała oddech – Czemu mi to mówisz?
- Chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję – uśmiechnęła się niewinnie.
- Tylko? – uniósł wysoko brew.
- Może jednak nie – ona także się do niego przybliżyła. Poczuła jak rumieniec wpływa na jej policzki. Czuła każde miejsce w którym się stykali. – Może chciałam żebyś coś z tym zrobił?
- To?  - pocałował ją delikatnie w obnażone miejsce pomiędzy obojczykami. Zadrżała. – A może to? – delikatnie musnął wargami wrażliwe miejsce na styku ucha i kości szczęki. – Bo chyba nie to..? – jego usta dotknęły jej ust.
A Hermiona przestała dbać. Przestała dbać o złe wspomnienia, o złą teraźniejszość. Przestała dbać o swoje obawy, o swoje lęki, chciała tylko czuć te usta na jej ustach, chciała być bliżej niego, bliżej, bliżej, tak blisko jak jeszcze z nikim.
Draco wciągnął ją na swoje kolana. Hermiona usłyszała jak gniotą się pudełka herbat. Rozśmieszyło ją to. Poczuła jak usta Dracona również rozszerzają się w uśmiech, kiedy zasypywał całą jej twarz pocałunkami przypominającymi uderzenia ptasich skrzydeł. Od tych miejsc poczuła jak na całym jej ciele rozchodzi się gorąco, czuła pulsowanie krwi w żyłach, czuła delikatne płatki śniegu uderzające o jej rozgrzaną skórę. Ręce chłopaka wślizgnęły się pod jej bluzkę i przesunęły się po łuku kręgosłupa…
Zaraz.
Jakie płatki śniegu?
Hermiona na chwilę oderwała swe usta od warg chłopaka. Oboje oddychali ciężko. Jednak Hermiona była już skupiona na czymś innym, choć obejmujące ją silne ramiona raczej ją rozpraszały zamiast pomagać.
- Kiedy otwierałeś okno? – wydyszała dziewczyna chowając  głowę w zgięciu jego ramienia, aby chronić się przed zimnem. Teraz pachniał miętą, cynamonem i.. sobą? Wyczuła jak chłopak obrócił głowę w kierunku okna, a jego ciało nagle zesztywniało.
- Nie otwierałem okna – powiedział wolno.
·          
- Już ci lepiej? – ostrożnie powiedziała Pansy, stając w drzwiach pokoju Rona. To był jasny, przestronny pokoik utrzymany w pastelowych barwach. Królowały tu róże i błękity, ponieważ pokój zwykle należał do jedenastoletniej kuzynki Pansy, Margaret.  Na łóżku, otoczony pluszakami dziewczynki leżał Ron.  Nawet wymizerowany i blady, wtapiający się w to marmurowe otoczenie chłopak wyglądał dość absurdalnie czytając z zafascynowaniem jakąś książkę, kiedy wokół niego leżały fioletowe żyrafy i Pansy mimo woli uśmiechnęła się.
- Tak – podniósł głowę znad książki i także się uśmiechnął. Pansy zadrgała jakaś nuta w sercu na ten widok. Przysiadła  w nogach łóżka.
- Co czytasz? – spytała pozornie beztroskim tonem, który nie zdradzał jak bardzo się martwi.
- „ Przygody kurczaka Charli’ego” – przeczytał tytuł z emfazą chłopak i zaraz zmarszczył brwi. – Niezbyt ambitna pozycja.
- Powinnam się domyślić, że cos o kurczakach – powiedziała Pansy, próbując bezskutecznie powstrzymać łzy, które zdradziecko pociekły jej po policzkach. Polubiła Rona, tego chłopca bez przydziału robiącego do wszystkich oczy szczeniaka. A może nawet  więcej niż polubiła?
- Hej, Pansy…Pansy.  – Ron zauważył wreszcie nastrój dziewczyny i spróbował ją nieudolnie przytulić. – Przestań płakać, bo nie wiem co robić. Przecież wiedziałaś, że to może nie wypalić, tak? Zaklęcie podziałało na was, bo jesteście kobietami, a na mnie nie, tyle. –Pachniał chorobą, ale Pansy i tak się w niego wtuliła.
- Właśnie! Podziałało dobrze, już miało być dobrze.. . – zapłakała Pansy. Chwilę leżeli tak przy sobie, myśląc o rzeczach o których trudno było mówić.
- Chciałabym, żeby tego nigdy nie było. Żeby ten rok był zwykły, jak każdy inny. Nie byłoby tego piękna, ale…
- Nie byłoby też bólu – wtrącił Ron. Doskonale wiedział o co chodzi dziewczynie. Czuł to samo.
- Pansy, mam jedno ostatnie życzenie skazańca – powiedział nagle zdecydowanie Ron, patrząc dziewczynie w zapłakane oczy. Zakaszlał, ale wciąż miał na twarzy ten zdeterminowany wyraz.
- Jakie?  - uśmiechnęła się lekko.
- Nie odrzucaj mnie – szepnął, zbliżając swoje usta do jej ust. Pocałował ją lekko, delikatnie, a Pansy poczuła jak przyśpiesza jego serce, jak przyśpiesza jej serce.
Dziewczyna oddała pocałunek.
Szczerze, czysto, żarliwie także go pocałowała.  Wplotła palce w jego rude włosy, czując, jak chłopak przyciąga ją do siebie. Jego krew pulsowała tylko milimetry od jej skóry, ich oddechy mieszały się ze sobą. Jego usta były zimne, tak bardzo zimne. To Pansy przerwała ich pocałunek, czując jak chłopak lekko zmniejsza uścisk, uwalniając ją ze swoich ramion, ale ona i tak przytuliła się kurczowo do jego klatki piersiowej.
Tylko po to, aby zdać sobie sprawę, że jego serce już nie bije.
·          
- Och, wyglądacie naprawdę słodko razem – zaśmiał się chłodno i ostro kobiecy głos. Hermiona w jednej sekundzie odskoczyła od Dracona i spojrzała w zimne oczy Morgany. Siedziała tam, na wysepce kuchennej, jakby do był jej dom, jej miejsce, jakby jej prawem było przebywanie tam.
- Morgana – wyszeptała zmartwiałymi z zimna i strachu wargami. Ostrożnie stanęła na marmurowej podłodze. – Zabiłaś Lunę.
- Tę blondynę? Tak, może – wyciągnęła różdżkę. – A ty do niej zaraz dołączysz – I strzeliła zaklęciem.
Hermiona zakrzyknęła i odskoczyła w bok. Zaklęcie wybiło w miejscu okna wielką dziurę, przez którą naleciało więcej śniegu.
Gdzie był Dracon?
- Draco! – zakrzyknęła, opadając na podłogę. Usłyszała śmiech Morgany. Draco leżał na podłodze, z rany na głowie sączyła się krew. Dużo krwi.
- Kochana, jesteś słodka troszcząc się o niego. Ale teraz nie masz nawet różdżki, prawda? – Uśmiechnęła się jeszcze okrutniej. – On już jest martwy. – Wycelowała w nią koniec czarnego patyka. Hermiona poczuła suchość w gardle. – Dołącz do niego.
I zapadła ciemność.
·          
- Hermiona?! Draco?! – Ginny weszła za Blaisem do domu Malfoy’ów. Drzwi zaskrzypiały przenikliwie w głuchej ciszy. – Gdzie jesteście?!
Znaleźli ich w kuchni, a raczej jej resztkach.
- O Boże! – zakrzyknęła Ginny, cofając się i wpadając na Blaise’a który ją podtrzymał.
Draco siedział na podłodze, cały zbroczony krwią. Trzymał na rękach Hermionę, a jego ciało kołysało się w przód i w tył. Śnieg opadał na jego ramiona odcinając się bielą na tle czerwieni.  Podniósł na nich zbolały wzrok.
- Ona nie żyje – wyszeptał. – Tym razem naprawdę.





[i] Merlinie, chciałam napisać pod wąsem. Ale Draco wąsów nie ma, Na dodatek kojarzy mi się to z kawałem o feministkach.
[ii] ALE POJAZDxd. Zaraz. Ja to napisałam.
[iii] Dla potrzebujących przypomnienia:
- To dobrze, bo co do wczorajszego wieczoru… to co zrobiłem, było karygodne. Pewnie wypiłaś trochę za dużo kremowego piwa… musieli dodawać tam czegoś mocniejszego. Tak. Nie myśl, że ja… to znaczy, ty nie chciałaś, ja tylko… Przepraszam – nie patrzył na nią.
Poczułam się jakby mnie ktoś zdrowo walnął w głowę. On myśli, że byłam nietrzeźwa? Sugeruje, że ja tego nie chciałam? Już miałam otwierać usta aby wyrazić swój sprzeciw, ale…  nagle poczułam się niepewnie. Z jego chaotycznej paplaniny wynikało, że on chciał mnie pocałować, lecz teraz myślał, że ja nie chciałam. A co jeżeli nie to miał na myśli?