piątek, 13 września 2013

Rozdział siedemnasty - Miłość jest największą potęgą tego świata

Aż tak lubicie Ginny? Ja przyznam, że choć w książce była fajna, w filmie zdecydowanie nie należy do postaci przeze mnie lubianych… Jest tak… Nie Ginny-owata.
Ach, kochane, kochani, informuję że Anonimowe komentarze są możliweC: Dopiero niedawno zauważyłam, że mogą dodawać tylko zalogowanie użytkownicy i to zmieniłam(chyba:D)
Ach, ta jesień nadchodząca… jak zwykle choruję tak, że aż mnie oczy bolą, ale nie jest to alergia. Jakim cudem? Bredzę jak w gorączce, XD
Połowa już zbetowana:D
Jak myślicie, kto jest mister Złym?
Buźka!
·          
Aż tak lubicie Ginny? Ja przyznam, że choć w książce była fajna, w filmie zdecydowanie nie należy do postaci przeze mnie lubianych… Jest tak… Nie Ginny-owata.
Ach, ta jesień nadchodząca… jak zwykle choruję tak, że aż mnie oczy bolą, ale nie jest to alergia. Jakim cudem? Bredzę jak w gorączce, XD
Jak myślicie, kto jest mister Złym?
Obejrzę sobie Ratatuja. Jeden z najlepszych filmów animowanych wszechczasów.
Buźka!
·          
-Jauuuć! – krzyknął Draco obudzony mocnym ciosem z łokcia między żebra. Spojrzał z wyrzutem na brązowowłosą Ślizgonkę. – Dlaczego to zrobiłaś?
                - Ginny coś jest. Wstawaj – jej oczy były szeroko otwarte i pełne przerażenia.
                - A skąd ty to wiesz? – Draco, natychmiast obudzony, zerwał się z łóżka. Nagle zdał sobie sprawę, że jemu także zależy na małej, rudej Weasley’ównie. Polubił ją. No i była najlepszą przyjaciółką Hermiony. Gdyby ją straciła, dawna Gryfonka załamałaby się, a na to nie mógł przecież pozwolić. Nigdy.
                - Blaise wysłał patronusa. Jest u niego. – Nagle jej oczy zaszkliły się po raz drugi tego wieczoru. – Och Draco… On mówi… on mówi, że jest z nią naprawdę źle. Że ona… chyba nie żyje – przełknęła gorzkie łzy.
                Blondyn przytulił ją czule. Nienawidził się za to – sprawa była poważna, niedaleko umierała jego przyjaciółka, a on potrafił myśleć tylko o tym, że dziewczyna w jego ramionach będzie przez to smutna. Że nie będzie umiał jej pocieszyć. Że nawet z zaczerwienionymi oczami, brudząca smarkami z nosa jego koszulę wygląda cudownie. „Ta cała… miłość… z każdym dniem staje się po prostu gorszą chorobą.” Nienawidził tej myśli, że może być przy niej tylko jako przyjaciel. Ale ona go nie chciała… Od czasu kiedy ją pocałował w tej opuszczonej klasie… lgnęła tylko do Notta, wobec niego zachowywała się ostro i ozięble… Aż do teraz. Gdyby nie była taka smutna, ucieszyłby się.
                Zważając na powagę sytuacji, musieli się jednak od siebie oderwać.  Mieli szczęście – od sypialni dziewczyn do pobliskiego dormitorium Ślizgonów nie było daleko. Korytarze były ciche, przerażające i opustoszałe – nawet jeżeli w dzień chodzili tu tysiące razy, w nocy słyszeli tylko podsuwane przez wyobraźnie kroki pomordowanych podczas obu Bitw o Hogwart. Jedno myślało o nich ze smutkiem, drugie z poczuciem winy.
                - Czy Blaise lubi konie? –zapytała nagle pogrążona w myślach Hermiona. Draco zerknął na nią z ukosa.
                -Nie. Czemu pytasz?
                Ta tylko uśmiechnęła się jakby ze zrozumieniem, choć w tym uśmiechu odbijał się ból.
                - Jego patronus.
                Draco zmarszczył czoło. Przecież patronusem Blaise’a jest puma…
                A potem przypomniał sobie drobną, rudą osóbkę, która ćwiczyła na błoniach wyczarowywanie pięknego, srebrnego konia. Zrozumiał.
                Zrozumiał wszystko.
·          
Blaise wyglądał jak chodzący trup.
                - Ona tylko leży.. nie rusza się… - wyszeptał bladymi wargami.
                Ginny rzeczywiście leżała bez ruchu. Z rozłożonymi rękami i rozrzuconymi na poduszce włosami wyglądała jakby spała. Ale śpiący nie mają tak bladych policzków, tak zastygłych twarzy. Hermiona poczuła jak ziemia ucieka jej spod stóp. Upadłaby, gdyby obaj chłopacy jej nie podtrzymali.
                - Ona naprawdę nie żyje. Klątwa Hekate dopełniła się… za wcześnie – wyszeptał w twarze pochylających się nad nią chłopaków. Blaise’owi zaszkliły się oczy, jakby dopiero słowa kogoś innego sprawiły, że naprawdę w to uwierzył.  Blondyn obok niego jedynie zacisnął wargi i podszedł do leżącej dziewczyny. Podniósł powieki, zmierzył puls, popukał mocno w kolano. Zwiesił ramiona. Obrócił się, a z jego twarzy można było wyczytać prawdę.
Hermiono…
Nie! Co ona teraz zrobi? Ślizgonka już czuła jak kołysze się w przód i w tył, w przód i w tył…
Hermiona!
Dlaczego tak wcześnie!? W przód i w tył, w przód i w tył…
Hermiona, otrząśnij się!
Przestań! Przestań, daj mi żałować… od kiedy się zjawiłaś, wszystko idzie nie tak.
Ale dzięki mnie może być też  lepiej. Głos był chłodny. Wiem jak jej pomóc.
·          
Hermionie momentalnie zmroziła się krew w żyłach.
Jak można pomóc umarłemu?
Wiesz. I nie będę jej mogła pomóc… dosłownie. Będzie musiała odczekać te paręnaście lat które i ty byś odczekała.
Chcesz żebym oddała jej mój dar od ciebie… Ale ja chcę ją taką jaka jest! Nie nowo narodzoną! Chcę tą Ginny!
To, o czym mówisz, to nekromancja. Zakazana magia. Nie mogę tego uczynić.
Możesz! Ja… Ja… dobrze. Pozwolę ci na to. Dam ci to czego chcesz, jak tylko uratuję Ginny… do końca. I później… tylko parę dni.  Będziesz mogła… to zrobić.
Wiesz co to znaczy, prawda?
Tak. Tylko proszę… uratuj ją.
Dobrze. Zrobię to… Ale nie obiecuję, że się uda! Najprawdopodobniej nie… Musicie poczekać.
Dziękuję, dziękuję, tak bardzo ci dziękuję!
Jeszcze nie dziękuj. Nie wiem czy mi się uda.
Pomimo jej chłodnego głosu, Hermiona nagle zrozumiała że osoba wewnątrz niej ją lubi. Jak siostrę. Znała każdą jej myśl, każde uczucie, żyła razem z nią… Były jak siostry.
- Trzeba powiedzieć nauczycielom – szeptał Blaise do Dracona. Hermionę nagle zawstydziła jego odwaga, to, że pomimo łez na policzkach mógł być tak spokojny… Ona sama musiała wyglądać jak szmaciana lalka z wielkimi oczami, porzucona w kącie i zapomniana.
- Nie – nawet jej głos nie brzmiał tak jak powinien. Był płaski i szeleszczący jak suche liście na wietrze. – Jeszcze nie.
Chłopcy spojrzeli po sobie z powątpiewaniem. Wiedziała co widzą, mogła sobie wyobrazić; widzieli dziewczynę z mokrymi policzkami  nie chcącą zaakceptować śmierci przyjaciółki. Draco podszedł do niej i wziął ją za rękę. Jego dłonie były suche i zimne.
- Hermiona… Kochanie… -zaczął, ale dziewczyna przerwała mu w pół słowa. Co z tego, że nazwał ją kochaniem? To nic nie znaczy… prawda?
- Musimy poczekać. Jeszcze nie. Proszę.. zaufajcie mi. – Hermiona spojrzała na Ślizgonów z cierpieniem lecz i nadzieją jasno wypisaną na twarzy. Było w tym coś, co kazało im po prostu usiąść i posłuchać jej prośby.
·          
Ginny nie spała. Była pewna, że kiedy umrze, będzie unosić się w jakiejś nieprzebytej przestrzeni… Śpiąca i spokojna. Nie wierzyła w Boga i niebo. Nie wierzyła ani w dobre, ani złe anioły. Ale teraz… teraz zaczynała się zastanawiać. Gdzie ona, kurka, była? Nie był to Hogwart, nie był to dom, nie było to niebo ani piekło. Ona po prostu była, Była w świetle… choć nie do końca. To były pola, przywodzące jej na myśl błonie Hogwartu.. a może Nory? Wszędzie była ta gęsta, mlecznobiała mgła. Co ona tu miała robić? Nie widziała żadnego miejsca gdzie powinna iść, nie czuła, że ma jakiś cel.
Aż do chwili, gdy pojawiła się postać.
Szła w jej stronę. Kogoś jej przypominała, lecz rysy twarzy tej niebiańsko pięknej kobiety były inne niż kiedykolwiek u kogokolwiek widziała. Chociaż… Tak! Tak właśnie wyglądała Hermiona po tej „przemianie” kiedy obudziła się wyglądając jak bogini. Każdy element jej twarzy osobno niby był taki sam czy podobny, chwilami nawet brzydki, ale razem wyglądał idealnie. Jakby opromieniony wewnętrznym blaskiem. A ta kobieta nawet chodziła tak samo jak jej najlepsza przyjaciółka.
- Ginny! Chodź! Musisz wracać! –zawołała. Ginewra zmarszczyła czoło. Czemu ten głos brzmiał tak znajomo, choć przysięgłaby, że nigdy nie słyszała tak cudownego głosu, brzmiącego śpiewnie jak małe dzwoneczki? A, tak… Głos Hermiony ostatnio też ma taki dziwny pogłos.
- Nie mogę – długo zastanawiała się nad odpowiedzią. Nie wiedziała co prawda czemu… ale nie mogła.
- Musisz! Oni cię potrzebują! – dlaczego ona wygląda jakby się śpieszyła? Przecież to takie spokojne miejsce…
- Kto? – Czy to ta mgła tak utrudniała jej jasne myślenie?
- Przecież… Twoi przyjaciele! Hermiona! Ron! Dracon! Harry! Blaise… - O! Co to za ostatnie imię? Czemu tak dziwnie i niepokojąco brzęczy w jej duszy? To imię kojarzyło się jej ze wstawaniem. Z codziennym wstawaniem i na nowo stawianiem czoła trudnościom.  A później z długim wypoczynkiem i… miłością? Ale co to była ta „miłość?”
- Co to jest miłość? – spytała się kobiety. Może ona wie.
- Miłośc? – zmarszczyła czoło. – Coś, co mi jest nieznane, ale tobie bardzo bliskie. Nadaje sens twojemu życiu. Pokazuje jak żyć. Jest dla ciebie wszystkim. Dla tego właśnie chcesz żyć. A tam gdzie idziesz – nagle posmutniała – miłości jeszcze długo nie zaznasz.
Hm. Czyli ta miłość jest przyjemna? Dobra? Ona opisuje to z tęsknotą… jako coś cudownego. Czy ona kocha tych ludzi o których wcześniej mówiła tajemnicza kobieta? Ginny chciała to poznać jeszcze raz, wcześniej chyba wiedziała co to jest. Ciekawość popchnęła jej rękę o milimetr. I jeszcze jeden. Jeszcze jeden malutki… Powoli wyciągała rękę w stronę kobiety, każdy ruch był bolesny, z każdym ruchem niebo ciemniało. Ale musiał to zrobić, musiała to zrobić sama… Ale to niebo było już ciemnoszare, a ręka jak z ołowiu.
- Dasz radę –szepnęła kobieta. Ona nie mogła dalej przesunąć ręki, trzymała ją najbliżej Rudej jak mogła. Miała smutne i mądre, szare oczy. Teraz była w nich otucha.
Więc Ginny, wysiłkiem który zabiłby ją gdyby już martwa nie była, wyciągnęła rękę i otworzyła oczy.
·          
Ginny  wzięła głęboki oddech otwierając oczy szeroko.
- Ginny! –krzyknął Blaise, znów ze łzami w oczach zrywając się z podłogi i biegnąc do leżącej dziewczyny.
- Bla-a-ise? – Wycharczała ta słabo. Wszystko było takie zamazane i nieostre, dźwięki niepełne… świat był piękny. – Hermiona. Musze –zakaszlała –zobaczyć Hermionę. Dopiero później będę mogła-a porozmawiać z tobą.  W końcu… w końcu to ty jesteś moją definicją miłości – dla osób zgromadzonych w pokoju Ginny majaczyła w gorączce. Jej słowa nie miały dla nich sensu. Hermiona uklękła przy łóżku.
- Ginny. Wszystko w porządku? – Udało jej się przywołać ją z powrotem, dzięki Bogu. Ale oczy Ginny były jakieś dziwne. Niepełne.
- Tak. – Przyjaciółka złapała ją za rękę. – Ale czy to… czy to byłaś ty?  - Teraz tylko brązowowłosa zrozumiała to pytanie. Uśmiechnęła się krzepiąco do Rudej.
- Tak i nie, Ginny. Ale ważne jest to, że wróciłaś.
- To dobrze, że wróciłam – Ginny wreszcie się uśmiechnęła. – W końcu jest jeszcze miłośc… Musiałam ją poznać jeszcze raz. To ona mnie uratowała.
Zasnęła spokojnie z uśmiechem na ustach.




® Tak, wiem, schizowo piszę. Ale myślę… że parę z was się już domyśla:DD

3 komentarze:

  1. No ten, ten .. ja tam jeszcze za bardzo nie rozumiem o co chodzi i wgl, mój mózg musi ciężko pracować, by dotarły do mnie wgl rozdziały.
    Ale taki urok tego opowiadania :)
    Podoba mi się, szczególnie kiedy Draco powiedział '' Hermiono ...Kochanie ... '' to było takie urocze :)

    Świetny rozdział!
    Weny i zapraszam do mnie:
    nowa-hermiona-granger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny :) Uwielbiam twoje opowiadanie za to, że jest takie pogmatwane i w ogóle cudowne ♥
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział :-) Czekam na następny!!


    mojeminiopowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń