poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział dziwiętnasty - Suknia w kolorze karmazyn...

Rozdzialik już leci, chociaż oczy mnie bolą. Akcja dochodzi do momentu kulminacyjnego, dzień balu, wszystko się wyjaśni.
Kocham nieprzewidywalne sytuacje…. Nawet jeżeli sama  je piszę XD
Betę mi gdzieś wcięło… Więc przeprasza za błędy polskie i ang., rozdział pisany na szybko i schizowo bo miałam inwazję małych kuzynek:D
Zasada siedmiu komentarzy nadal obowiązuje, kochani! Po prostu nadal nie rozumiem… Co wy macie do Notta?:D
Specjalnie dla was, narysowałam Herm i Ginny… w ich pięknych sukienkach. Ale wstawię kiedy indziej:D

Hermiona przejrzała się w wysokim lustrze. Wyglądała, cholera, jak jakaś smutna księżniczka, w tej  wspaniałej sukni. Piękna i zrozpaczona. Hermiona myślała o tym, co miało się stać tego dnia. Na balu, na który powinna już schodzić. Myślała o Draco, którego uraziła. O Nottcie z którym zgodziła soę iść na tą zabawę. O dziwacznych snach w którym raz to Teodor był tym złym, raz ktoś inny…
- Świetnie wyglądasz – Ginny stanęła w drzwiach. Ona także się przebrała i wymalowała. Włosy upięła w koka i wypuściła jeden kosmyk włosów zakręcony na końcu. Jej słota sukienka zaczynała w połowie szyi cienko i rozszerzała w klatce piersiowej. Złoty materiał spływał falami do samej ziemi, opinał talię i uda. Rubinowy pas oplatał jej biodra.
- Tylko inaczej zrobimy ci włosy – podeszła i spięła jej rozbrykane kosmyki. Paroma zręcznymi ruchami zaplotła jej zwykle otaczające twarz włosy w dwa warkoczyki i złączyła wielką rubinową spinką. Hermiona nagle przeobraziła się jakby w dostojną królową w koronie.
- Dziękuję – uśmiechnęła się z wdzięcznością. – A co myślisz o tych butach? Uniosła złote buty z czerwonymi łezkami i czarne na obcasie z paseczkami oplatającymi łydki. Rudowłosa spojrzała na nie krytycznie.
- Czarne. Twoje nogi ładniej w nich wyglądają.
Hermiona założyła je i jeszcze raz spojrzała w lustro. Dopiero teraz zauważyła, że ich suknie były w barwach Gryffindoru. Co za ironia. Pomyślała by nad tym jeszcze, ale Teodor pewnie się niecierpliwił, lubił być punktualnie. Złapała za torebkę i uśmiechnęła się wymuszenie do przyjaciółki.
-Idziemy?
·          
Wyglądała pięknie.
I to nie tak tandetnie pięknie, jak pięknie, którym zwykle obdarzał dziewczyny z którymi się umawiał, nie takie jakie mówił z uśmiechem do paruletniego kuzyna który pokazywał mu rysunek dinozaura goniącego za mięsem na dwóch nogach. Nie, on, Dracon Lucjusz Malfoy, pomyślał, że Hermiona Jane Granger wygląda pięknie w każdym tego słowa znaczeniu.
Schodziła powoli po schodach, unosząc sukienkę nad przepisową wysokość kostki, co sprawiało że coś go dusiło w żołądku… jakby te wszystkie zjedzone we Francji żaby obudziły się i zaczęły tańcować. Ale ona… Jej usta przyciągały go i kusiły, były w dokładnie takim samym kolorze co suknia. Właśnie, suknia! Draco nigdy nie był zbyt dobry jeśli chodziło o modę i ubrania, ale zachciało mu się śmiać, kiedy przypomniał sobie sen, w którym Astoria miała taką samą suknię ślubną, uciekał wtedy z krzykiem!
Teraz wcale nie chciał uciekać. Chciał porwać ją w ramiona, zabrać ją daleko stąd i zrozumieć jak działają te piekielne troczki gorsetu.
Ale na razie po prostu napawał się jej ciepłem i pięknem. Była jak ogień, jak lód, jak kubek kakao, jak piękny obraz i róże… Była Hermioną. Była jak wszystkie rzeczy które kochał.
Sama nią była.
- Halo! Ziemia do Draco! – Nawet nie zauważył kiedy podeszła? Ach, z bliska była jeszcze piękniejsza… nawet ta maleńka krosta na czubku nosa wyglądała cudownie. Pochylił się żeby usłyszeć co tam wrzeszczy z dołu. Była taka niziutka!
- Odbiło ci, czy co? Wyglądasz jak sklątka tylnowybuchowa Hagrida. I to wcale nie od tej ładniejszej strony.
To było słodkie. Sklątki były fajne, jakby nie patrzeć. Jest ogień… może nawet były krewnymi smoków? Dziadka prawujka ze strony ojca matki?
-Naćpał się czegoś, Miona. – Blaise podpierał zmęczoną, aczkolwiek szczęśliwą Ginny. – Może miłości?
- Jeżeli jakieś grzybki tak się nazywają, to się zgadzam – mruknęła Hermiona, szukając czegoś w torebce.
- Dobra, słuchajcie, plan jest taki – wreszcie wyciągnęła z torebki trzy średniej wielkości fiolki. Podała je Draconowi i Blaisowi. – Później dam jeszcze jedną Harry’emu… jak tylko go złapię. To co musicie zrobić jest proste. Przypomina pobieranie wspomnień do myślodsiewni.  Musicie tylko ukryć  różdżkę w rękawie szaty i dotknąć ich leciutko. Nie bierzcie za dużo, nie potrzeba nam całej ich mocy.
- Tak jest, szefowo – Blaise zasalutował i pociągnął za sobą śmiejącą się z czegoś Ginny, zostawiając Dracona i Hermionę razem. Może z tego śmiała się ruda? Dwójka Ślizgonów stała więc w milczeniu przez chwilę, kątem oka patrząc na to drugie i mając nadzieje, że jest to niezauważalne.
- Zapnij się – wyrzuciła w końcu z siebie Hermiona, przełamując gęste milczenie. Draco zmarszczył brwi i spojrzał w dół. A… nie dopiął koszuli, zostawiając rozchylony trójkąt ukazujący jego bladą skórę pod którą rysowały się mięśnie. Denerwowało ją to?
- Dziękuję, nie jest mi zimno – powiedział z protekcjonalnym uśmieszkiem.
- Nie o to chodzi. To mnie rozprasza – wysyczała przez zaciśnięte wargi. Draco uśmiechnął się jeszcze szerzej, ale posłusznie zapiął koszulę.
- Nott się chyba spóźnia –powiedział tylko, zamiast rzucania jakiejś dowcipnej uwagi. Albo rozpięcia koszuli do końca żeby się na niego rzuciła.
łHmm. Znając ją to pewnie rzuciłaby na niego klątwę zamiast wycałowania go.
- Astoria też. Może jej się puder skończył – rzuciła Hermiona niby od niechcenia, ale złośliwie. Draco w duchu przyznał jej rację.
- Słuchaj Hermiona, ja naprawdę nie powinienem…
- Hermiona! Przepraszam, że się spóźniłem, ale ten głupi krawat… - Teodor biegł w ich stronę z rozchlastaną marynarką i krawatem w dłoni. Hermiona westchnęła w duchu i spojrzała się na blondyna patrzącego z niechęcią na jej chłopaka.
- To nic, Draco. Na tej wieży ja także zachowałam się jak idiotka – obdarzyła skołowanego chłopaka słodkim uśmiechem i poszła zawiązać krawat Teodorowi.
A Draco Malfoy po prostu stał jak spetryfikowany i gapił się za nią tępo.
·          
This is the night!
I’m gonna abduct you
And hold you tight
Never, never,
Let you go out!
We’ll dancing a-all night!
Cause you’re only mine![i]
Zespół skończył grać i ukłonił się. Całą sala rozbrzmiewała teraz śmiechem i oklaskami dla The Fallen Angels, zespołu który grał dla nich tego wieczoru . Hermiona oderwała się na chwilę od Teodora. Miała zaczerwienione policzki, kilka kosmyków wyskakiwało jej z fryzury… a w jej torebce bezpiecznie spoczywała fiolka z mocą.
- Chyba na razie wystarczy – zaśmiała się w stronę Notta.
- Przyniosę coś do picia!- odkrzyknął jej w gwarze.
Ruszyli w stronę jednego z najbliższych stolików, lawirując między roześmianymi uczniami Hogwartu. Hermiona nieświadomie przytupywała do rytmu kolejnej piosenki, słodszej i spokojniejszej od poprzedniej.
My angel, my angel,
Where have you been?
I still don’t now
Are you still
Still, Still my sweet golden angel?[ii]
- Zostawię tu panią – Teodor uśmiechnął się do niej kiedy rozstawali się przy stolikach. Za każdym razem kiedy później Hermiona myślała o tym co zdarzyło się chwile później,  ten uśmiech przeszywał jej serce lodem.
Ale najpierw pojawił się Draco.
 - Zatańczysz? – wyciągnął rękę z najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Hermiona nie mogła mu odmówić.
 Chwile później tańczyli, wtuleni w siebie, wdychając swój zapach i myśląc o tym, jak bardzo chcieli by zostać w ramionach tej drugiej osoby na wieczność. Pasowali do siebie każdą komórką ciała, uzupełniali się wzajemnie.
A tobie wciąż duma nie pozwala mu o tym powiedzieć.
On nie odwzajemnia moich uczuć, pomyślała gorzko Hermiona.
Taa, jasne. To dlatego zaprosił cię do tańca, trzyma cię czule, a jego ręce nie zjeżdżają na równik. Tak, na pewno.
   Zamknij się i daj mi się cieszyć chwilą.
Uciszyła się.
Tańczyli tak dalej, a muzyka robiła się coraz szybsza, dziksza. Także ich ruchy zaczęły przyspieszać, nie tańczyli już objęci, lecz nadal ich ciała idealnie współgrały. W jego oczach pojawił się zwierzęcy błysk, jej zaczęły lśnić, a oddech stał się urywany. I nagle muzyka przestała grać, światła przygasły. Wokół rozbrzmiewały krzyki i śmiechy. Dwoje Ślizgonów stało, dysząc ciężko i patrząc na siebie w półmroku.
Tego co działo się w ciągu następnych paru minut nikt nie widział, a pamiętały o tym tylko dwie osoby, a Hermiona w dodatku bardzo mgliście. Pamiętała tylko, że znalazła się ma jego rękach… została w wyraźnie dominujący sposób postawiona w jakiejś wnęce w skale… i była całowana jak nigdy dotąd, z pasją, miłością, pożądaniem, zatraceniem. I oddawała ten pocałunek. Ich ciała ocierały się o siebie, ręce błądziły po drugim ciele ucząc się nowego alfabetu. Usta Dracona zaczęły powolną wędrówkę po jej szczęce, szyi ,obojczykach. Wbiła mu paznokcie w plecy, pragnąc być jeszcze bliżej niego…
A później uświadomiła sobie co właśnie robi.
- Draco – jęknęła żałośnie. Chciała przywołać się do porządku, ale jego wargi powodowały rozchodzenie się drobnych dreszczy od każdego miejsca które całował. To było bardzo rozpraszające. Powinna pamiętać przecież z kim tu przyszłą…  A Draco był pewnie pijany, odurzony czy coś… Z własnej woli by jej nie pocałował, nie pocałował by jej tak. – Draco!
- Tak, moja piękna? – oderwał się od niej na chwilę, wzrok miał zamglony. Kiedy jednak Hermiona oderwała jego ręce z długimi palcami skrzypka od swojej tali, przejaśnił mu się nieco.
- My… nie możemy… nawet nie jesteśmy ze sobą… to nie w porządku.. przepraszam -  nie mogła pozbierać myśli. Zabrała więc tylko torebkę i uciekła, zostawiając go już drugi raz tego wieczoru.
·          
- Ale impreza! – stęknęła Pansy, zdejmując z obolałych nóg buty. Usiadła przy stoliku ciągle oszołomionej Hermiony. – Harry poszedł po coś do picia i zobaczyć co z Ronem. Chyba nie czuł się najlepiej.
- Przyszłaś z Harry’m? – spytała przez grzeczność Hermiona. Jej mózg nie funkcjonował jeszcze za dobrze po ślinie Dracona.
- Tak, mówiłam ci wcześniej. Tylko  szkoda – nagle posmutniała –że poznaliśmy się tak dobrze dopiero teraz, a nie… wcześniej.
Do  skołowanej Hermiony nagle się coś przebiło.
- Kiedy zaczęliście się dogadywać?
- Parę dni przed moim… wypadkiem. A co? – Pansy spojrzała się na nią niewinnie.
A Hermiona nagle zrozumiała.






[i] To jest ta noc, zamierzam cię porwać i trzymać ciasno, nigdy, nigdy, nie wypuszczać, będziemy tańczyć całą noc, bo jesteś tylko moja.

[ii] Mój aniele, mój aniele, gdzie byłaś jak dotąd? Nadal nie wiem, Czy ciągle jesteś, ciągle jesteś moim złotym aniołem.

7 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział, ale jak się skończył to myślałam, że padnę. Ja cię błagam dodaj coś szybko, bo inaczej oszaleję.
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! Reakcja Draco <3 ;D
    Tylko ja jestem taka głupia i nie wiem czego domyśliła się Hermiona?
    Mam nadzieję, że to nie Harry stoi za tym wszystkim...
    ciemneijasnekoloryswiata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski rozdział <3 Jezu czemu ona poszła z tym Teodorem? Czemu Draco poszedł z Astorią? ;__; Niech oni się w końcu zdecydują zeby byc razem. ; ) Hmm czyżby wybraniec miał coś na sumieniu? ; > Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam. ;*

    +oo dodaj Twoje rysunki. :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Beta ma szlaban na laptopa :< Wdarła się na moment pod pretekstem lekcji, żeby przeczytać nowe dzieło Serafino i się nie zawiodła <3
    Normalne osoby nie doczepią się niczego<3 Moje uczulone oko, a fe, wyniuchało kilka powtórzeń, ale poza tym to per-fect, aww<3
    Beta ma nowych idoli:o
    Black Veil Brides. Skojarzyłaś mi blabla fallen angels<3
    Cudowne, awwwww.
    Nie mogę się doczekać następnego!
    I, o ile mnie nie wylejesz za zaniedbywanie obowiązków, w weekend zabetuję kolejne<3

    Całuski,
    Losiek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dawno znalazłam Twojego bloga, przeczytałam go od razu. Jest po prostu świetny! *.* + heh..mat-fiz, ja human :D
    Pozdrawiam Klara

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa jestem jak dalej potoczy się historia i na co genialnego tym razem wpadła Hermiona. Nie każ długo czekać na ciąg daleszy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokaz nam swoje rysunki! :) Co do rozdzialu to bardzo fajny i czekam na nastepny.

    OdpowiedzUsuń